Urszula Dudziak & Grażyna Auguścik – Kolędy (2016), recenzja Michała Kaźmierczaka

0
230

Co prawda od oficjalnej premiery płyty Kolędy mija już dwadzieścia lat, ale dzięki uprzejmości wydawców z Agencji Artystycznej MTJ, możemy odświeżyć sobie materiał zebrany na świątecznym krążku. Tym razem zmierzyć się z tym niełatwy repertuarem postanowiły dwie wielkie damy polskiego jazzu – Urszula Dudziak i Grażyna Auguścik. Innego efektu tej współpracy nie można było się spodziewać – dostajemy płytę rewelacyjną i pełną ciepła.

Po raz pierwszy świat usłyszał płytę Urszuli Dudziak i Grażyny Auguścik zatytułowaną Kolędy, pierwszego dnia grudnia w roku 1996, natomiast reedycja tegoż albumu ukazała się dwudziestego pierwszego listopada roku 2016. Gdy po raz pierwszy Kolędy pojawiły się w odtwarzaczach słuchaczy, ja miałem cztery lata – z pewnością wtedy nie spodziewałem się, że będę o nich pisał. Dziś sięgam po nie i z nutką sentymentu wsłuchuję się w dźwięki, mając przed oczami dziecięce Święta, których przecież pamiętać dobrze nie mogę, ale jednak przebłyski pamiętam. Tak więc jest to podróż podwójna – muzyczna i sentymentalna.

Zacznę od moich absolutnych, stuprocentowych faworytów. Pierwszym z nich jest numer dwa na krążku, czyli Dzisiaj w Betlejem. Po pierwsze, to jest moja reguła, miotełki – bo przecież nie może być lepszego środka wyrazu do stworzenia ciepłego klimatu od miotełek, które tutaj brzmią perfekcyjnie. Po drugie – wokale, które idealnie się dopełniają, idealnie współbrzmią, a delikatne popisy Dudziak nie psują całości, nie są pretensjonalne, tylko niesamowicie wzbogacają całość. Drugim utworem, który zrobił na mnie równie duże wrażenie jest Oj Maluśki. Ta kolęda zaczyna się dość tradycyjnie – jest pieczołowicie zaśpiewana, ma w sobie odpowiedni szyk i powagę, ale bardzo szybko można się zorientować, że ta część jest jedynie wstępem. Po wstępie, który trwa trochę ponad dwie minuty, zaczyna się część właściwa z delikatnym motywem gitary, z instrumentami perkusyjnymi dodającymi lekkości, a ów lekkość dopełniona jest subtelnymi głosami wokalistek.

Te dwie interpretacje kolęd najbardziej przykuły moją uwagę i z pewnością zostaną ze mną aż do Świąt, ale oczywiście oprócz nich płyta zawiera mnóstwo innych świetnych momentów. I tak cały krążek rozpoczyna kolęda Gdy się Chrystus rodzi, w której, podobnie jak w drugiej pozycji, wykorzystano miotełki, ale do tego usłyszymy dzwonki i inne tego typu „przeszkadzajki” oraz gitarę akustyczną ze świetnym feelingiem. Warto również zatrzymać się przy propozycji numer dziesięć – Przybieżeli do Betlejem. Dlaczego? Otóż kolęda ta została opracowana jedynie na wokale – był to bardzo dobry pomysł, ponieważ dodaje ona powiewu świeżości, a poza tym – czystą przyjemnością jest słuchanie tak wybitnych wokalistek w ich środowisku naturalnym.

Zagłębiając się dalej doszedłem do wniosku, że nie lubię smutnych kolęd – i to będą jedyne momenty, które raczej ominąłem. Pierwszy z nich do Mizerna cicha, drugi to Jezus Malusieńki, natomiast trzecim z nich jest A cóż z tą Dzieciną. I oczywiście nie są to zarzuty słabej jakości, czy nieatrakcyjności, ale po prostu owe trzy utwory wpędziły mnie w przygnębienie, chociaż ich wykonania z całą pewnością zasługują na ogromną pochwałę. Na całe szczęście smutkowi udało obejść się szerokim łukiem jedną z moich ulubionych kolęd – Cichą noc. Tutaj mamy przepiękną linię melodyczną, piękny tekst i artystki nie zgubiły niczego z największych walorów kolędy w procesie jej interpretowania.

A na koniec mamy niezwykle radosną piosenkę Ko Ko Kolęda i chyba lepiej nie można było skończyć tak dobrego wydawnictwa. Nie ukrywam, że płyty świąteczne nie zajmują na mojej półce bardzo ważnego miejsca – jest ich niewiele, mogę je policzyć na palcach jednej ręki. Nigdy nie szukałem muzyki świątecznej przed świętami, posiłkowałem się muzyką radosną, ale niezwiązaną ze tym wydarzeniem. Teraz myślę, że Kolędy Dudziak i Auguścik zostaną ze mną i chociaż raz w roku będę do nich wracał – bo jest ciepło, klimat i zapach Świąt Bożego Narodzenia.