W dniu dzisiejszym swoje urodziny obchodzi jedna z najlepszych polskich tekściarek, dyrektor artystyczna projektu Męskie Granie, wielokrotnie nominowana do nagrody Fryderyk i aż jego dwudziestojednokrotna zdobywczyni, odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi, autorka 6 solowych płyt i 10 z grupą Hey – Katarzyna Nosowska!
Wymieniać tak by można było w nieskończoność – Nosowska to kobieta wszechstronnie uzdolniona, aż trudno znaleźć płaszczyznę na której nie byłaby dobra. Przy tym skromna i nieśmiała do bólu, ale to przecież właśnie taką Katarzynę kochamy. Gdy wychodzi na scenę cały wzrok skupia się na jej postaci, stres nierzadko nie pozwala jej mówić, lecz gdy już zaczyna przemawiać, co zawsze zaznacza, że tego nie potrafi słyszymy albo cudowne ‘no dziękujemy bardzo’ albo z jej ust płyną dosyć dłuższe sformułowania, pełne mądrości i skłaniające do zastanowienia się nad nimi.
Nosowską możemy podzielić na dwie – tą rockową z pazurem i tą ciekawą wszystkiego, nie bojącą się eksperymentować. W tym artykule skupię się na jej pierwszej twarzy. Przeglądnę się każdemu etapowi jej karierze w zespole Hey.
Jak wiemy Katarzyna Nosowska jest wokalistą w Heyu od samego początku. To właśnie jej drogi i Piotra Banacha zeszły się ze sobą na jednej z wielu prób, na które niegdyś uczęszczała grając ówcześnie m. in. w takich zespołach jak Szklane Pomarańcze czy Kafel. Pierwszy ich zespół nosił nazwę Dum Dum, jednak przez kłopoty personalne jego istnienie wisiało na włosku. Kasia początkowo nie zjawiała się na próbach, a w końcu zdecydowała się na opuszczenie tej formacji. W międzyczasie okazało się, że kaseta demo, którą nagrali nieco wcześniej zakwalifikowała ich do udziału na festiwalu w Jarocinie i właśnie wtedy miał początek grupy Hey – jeszcze duetu. Występ na festiwalu zbliżał się bowiem nieubłaganie i jak najszybciej potrzebna była reszta składu. Szybko więc skorzystano z jeszcze Dum Dumowej znajomości – Roberta Ligiewicza (perkusja), Kolaboranckiej – Jacka Chrzanowskiego (bas) i ze sklepu Rock’n’Roller – Marcina Żabiełowicza (gitara). Mimo, że zespół na Jarocin nie był dobrze przygotowany to wszystko poszło dobrze. Zauważyła go nawet Katarzyna Kanclerz, która była dyrektorem artystycznym wytwórni płytowej Izabelin Studio, co poskutkowało propozycją nagrania debiutanckiego albumu. Tak też się stało – album Fire ujrzał światło dzienne 8 lutego 1993.
W międzyczasie Hey wyruszył na trasę do USA by grać tam koncerty. Przez chwilę istniała nawet szansa na kontrakt z Polygramem, lecz sprawa ta z niejasnych przyczyn ucichła.
Rok 1995 przyniósł najpierw EPkę Heledore, a następnie album ?,który zawierał premierowe kompozycje oraz te, które zawierał minialbum. Nosowska przyznała, że to jej pierwszy świadomy album i teksty, które napisała w całości dotyczą jej – nie były to jakieś zmyślone historie jak wcześniej.
Na Karmę przyszło czekać fanom ponad 1,5 roku. Zespół zmienił na niej nieco swoją stylistykę, a to dlatego, że właśnie mniej więcej w tym okresie powstała pierwsza solowa płyta Kasi, gdzie rockowych brzmień szukać próżno, wszędzie zaś można natknąć się na elektroniczne eksperymenty. Nie była to jednak diametralna zmiana, Karma została utrzymana w klimacie lat 60. i 70. co można stwierdzić patrząc już na kolorową jej okładkę.
http://www.youtube.com/watch?v=35XWQYIIWaI
Dokładnie 2 lata później, 5 maja na rynek trafił kolejny krążek tym razem zatytułowany po prostu Hey i oprócz tego co fani znali i kochali dostali także dwa covery. Jeden kawałek pochodził z repertuaru Brygady Kryzys (To co czujesz) a jeden Grassu (Czas spełnienia).
W międzyczasie szeregi zespołu opuścił Piotr Banach, a zastąpił go Paweł Krawczyk. Wynikiem tego była płyta [sic!], który jest bardzo lubianym przez Nosowską materiałem i lubi często sięgać po niego na koncertach. Nie sposób się nie zgodzić – bywając na koncertach Heya regularnie i często nie zdarzył się chyba występ bez tytułowego [sic!]. Dosyć często pojawia się także cover Blondie - Hanging on the telephone oraz Cisza, ja i czas.
Music Music to już całkiem inna stylistyka niż dotychczas, wszechobecne klawisze i każdy tytuł piosenki na literę M – nie jest to z pewnością przypadkowe. Na ręce zespołu trafił Fryderyk za to dokonanie, a płyta dotarła do 1 miejsca na OLiSie.
Rok 2005 przyniósł Echosysytem – jedną z moich ulubionych płyt. Krążek pokrył się platyną i przyniósł ogrom przebojów. To tu, A ty?, Mimo wszystko, Byłabym – do tych kawałków można wracać ciągle. Nosowska wspomina o bardzo miłej atmosferze podczas tworzenia jej. Nie było stresów, wszystko przebiegało miło i spokojnie. Propozycje przynieśli wszyscy i demokratycznie decydowali z czego da się coś zrobić. W tym czasie także wypady za granicę zwiększyły swoją częstotliwość – na ich mapę podróży wpisał się m. in. Londyn, Dublin i Czechy.
Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! to już zmiana o 180 stopni. Rok 2009 był momentem, który być może zabrzmi to drastycznie, ale podzielił fanów szczecińskiej formacji. Na MURPie znalazło miejsca więcej elektroniki, więcej nowoczesności, brudne gitary raczej poszły w odstaw. Mimo to album okazał się sukcesem i osiągnął podwójną platynę i zdobył Fryderyka w kategoriach album roku rock, wydawnictwo specjalne – najlepsza oprawa graficzna, produkcja muzyczna roku i piosenka roku ( za singiel Kto tam? Kto jest w środku?). Nad brzmieniem grupy na tej płycie czuwała nowa producencka twarz w zespole – Marcin Bors. Nosowska była ogromnie zadowolona z tej współpracy, znała go bowiem wcześniej, gdy pomagał jej przy solowych płytach. O zajęciu się przez niego materiałem grupy zdecydowali wszyscy i nikt nie żałował. Sama Katarzyna zachwalała jego podejście, że potrafił zostawić niedociągnięcia muzyczne na rzecz emocji i przekazu.
Kolejna płyta była zapowiadana jako kontynuacja dążenia w obranym kierunku na MURPie aniżeli powrót do starszych brzmień. Jeśli ktoś słuchał Do rycerzy, do szlachty, doo mieszczan nie będzie miał wątpliwości, że tak jest. Sporo eksperymentów, zadziwiających efektów i zaskakujących wyjść i jeszcze gość – Gaba Kulka.
Nosowska to prawdziwa frontwomen. Czymże byłby Hey bez jej pomysłów, bez jej charakterystycznego głosu i bez jej tekstów!? Nie odejmuję oczywiście niczego reszcie zespołu, każda osoba ma w nim do powiedzenia wiele i bez kogokolwiek z nich Hey nie byłby tym samym Heyem co jest dzisiaj.
A już w następnym artykule bierzemy pod lupę jej solowe dokonania!
