Mery Spolsky wyruszyła w Polskę, aby promować swój album Dekalog Spolsky. Jednym z przystanków na trasie był Kraków, w którym artystka zagrała w swoje urodziny. I nie trzeba już nic sprzątać, bo doszczętnie pozamiatała.
Zanim na scenie pojawiła się jubilatka (los chciał, że koncert w krakowskim Zet Pe Te Mery zagrała w swoje urodziny) to publiczność za zadanie miał rozgrzać duet Rat Kru, łączący brzmienia hip-hopowe z elektroniką. Było to moje pierwsze, koncertowe spotkanie z tą ekipą, i muszę przyznać, że było to bardzo ciekawe doświadczenie. Chłopaki idealnie rozkręciły publiczność, a niektórzy szczęśliwcy mieli nawet okazję dostać płytę zespołu.
Kilka chwil po zejściu ze sceny ekipy z Rat Kru za mikrofonem na scenie stanęła Mery, której towarzyszył No Echoes. Artystka przywitała publikę swoistym koncertowym dekalogiem, którego nie wypadałoby nie przestrzegać. Potem wokalistka zabrała wszystkich zgromadzonych w muzyczną podróż, wypełnioną głównie dźwiękami z tegorocznej płyty. Jednak nie mogło zabraknąć nawiązań do poprzedniego albumu, w postaci numerów Liczydło, Wrzesień (Nie Zrób Mnie w Konia, Au!) czy też oczywiście Miło Było Pana Poznać.
Show, które dała Mery było czymś więcej niż zwykłym koncertem. Cała oprawa wizualna i koncept dawał wrażenie doskonale przemyślanego, muzycznego spektaklu; podświetlane aureole z grą świateł i nagranymi wcześniej, wręcz mechanicznymi przemowami dawały niesamowity efekt. Oczywiście nie zabrakło w tym wszystkim dużej dawki swobody i szczerości, a wokalistka bez oporów wchodziła w interakcję z widzami. Mery po prostu pokazała, że jest prawdziwym zwierzęciem scenicznym.
Każdy utwór, który wybrzmiał nie odstawał niczym od wersji studyjnej. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że momentami wypadał nawet lepiej usłyszany na żywo. Koncertowe Blond Włosy czy KA to prawdziwe petardy! Wśród dynamicznych tańców i radości znalazł się czas na chwilę odpoczynku i zadumy. Przy Szafie Spolsky w górę poszły latarki, a znając genezę utworu (piosenka została dedykowana zmarłej mamie Marysi) można było się wzruszyć.
Na osobny akapit zasługuje krakowska publiczność. Trzeba przyznać, że Mery ma za sobą naprawdę grupę oddanych słuchaczy. Widownia, która wypełnia praktycznie cały klub znała na pamięć wszystkie teksty i bez żadnych oporów dała się ponieść koncertowemu szaleństwu, co szczególnie objawiało się przy choreografiach, które towarzyszyły między innymi Bigotce czy Technosmutkowi. Nikomu nie umknęła także szczególna data – Sto Lat specjalnie dla wokalistki wybrzmiało kilkukrotnie. Spora część osób została także po koncercie, żeby chociaż przez moment porozmawiać z Mery przy jej „kapliczce”.
To był dopiero trzeci akt trasy Bigotka Tour. Jeżeli macie tylko taką możliwość koniecznie idźcie na koncert, a Mery Spolsky sprawi, że niezależnie od waszych preferencji muzycznych będziecie bawić się doskonale.

