Tymek, a właściwie Tymoteusz Bucki swój pierwszy album wydał w 2017 roku. Jego singiel Język ciała z płyty Klubowe bardzo szybko podbił wszystkie stacje radiowe. Ten krążek pokrył się platyną i zapewnił artyście niemałą popularność. 1 kwietnia 2022 roku premierę miał już siódmy album Tymka pt. Odrodzenie, który powstał we współpracy z Wojciechem Urbańskim. Czy udało mu się podbić postawioną wysoko poprzeczkę?
Otwarcie płyty, najważniejszy moment krążka – jego „być albo nie być” – i utwór Cudzysłów. Trafiłam na niego przez przypadek w losowym odtwarzaniu na Spotify i pierwsze, co wtedy pomyślałam to: „Wow, kogo to piosenka?” Ku mojemu zdziwieniu wykonawcą okazał się Tymek, a kiedy dowiedziałam się, że otwiera tracklistę nowego albumu, nie mogłam się doczekać momentu ujrzenia tytułowego odrodzenia. Tytuł sam w sobie bardzo intrygujący, do tego świetny i zaskakujący singiel. Czekając na premierę, byłam przygotowana na wielkie „bum”. Niestety, nieco się przeliczyłam. Nie mogę uznać całego krążka nieudanym – na pochwałę zdecydowanie zasługuje warstwa instrumentalna – pokłony dla Wojciecha Urbańskiego. Jest bardzo ciekawa i stanowiła światełko nadziei, że będziemy świadkami narodzin na nowo. Pierwsze, co przychodzi mi na myśl po kilkukrotnym przesłuchaniu tej płyty, to wokal nietrafiający w dźwięki. Na początku stwierdziłam, że to po prostu styl Tymka i delikatne fałsze w emocjonalnym utworze, których na tej płycie jest całkiem sporo, to nawet fajny dodatek, ale na całym krążku jest ich zdecydowanie za dużo, przez co słuchanie staje się w pewnym momencie katorgą. Trzeba zauważyć, że linie melodyczne utworów z Odrodzenia nie należą do najłatwiejszych. Dużo tutaj przeskoków na falset, są także momenty krzyków, które często okazują się problematyczne. Wokalista powinien dopasować repertuar do swoich możliwości – tutaj wokal nie zdaje egzaminu. Przyznam, że dużo na tym albumie emocji – zdecydowanie inna odsłona Tymka. Można też usłyszeć jego „starą” wersję w piosence Pokrzywy, które składają się z wpadającego w ucho bitu i wulgarnego tekstu. Utwory, takie jak: Marzę, Podążaj czy Metafora pozytywnie zaskakują warstwą liryczną.
“Sam w swoim świecie, zakrwawiony płacz.
Zabijałem przestrzeń miliona barw.”
Tymek – Podążaj
Są też piosenki, które mają duży potencjał na letni hit, i wśród nich znajdują się: Pończochy i Szczerze. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie Metafora. Tutaj nie zmieniłabym niczego. Warstwa wokalna, instrumentalna i liryczna tworzą świetne połączenie – bas, zmodulowany głos, a potem krzyk. Na taki moment czekałam na tym albumie. Szkoda tylko, że tak długo. Elementem, który zdecydowanie odbiera tej płycie to dykcja. W Jeden uśmiech Twój mam problem ze zrozumieniem co najmniej połowy tekstu. Nie wspomnę już o Deszczu, gdzie w tytułowym słowie nie wybrzmiewa końcówka i słychać tylko „desz”. Ten utwór miał duży potencjał, ale refren zdecydowanie go odebrał. Bywam ludzki – tutaj instrumental przejmuje gitara, która nadaje temu, wręcz rockowemu, utworowi niepokojącego nastroju, emocjonalności. Zastanawiam się, czy taka mieszanka to już nie za dużo.
Mam wrażenie, że Tymek próbuje na tym albumie wszystkiego. Błądzi po różnych gatunkach, szukając tego idealnego dla siebie. Na pewno nie jest to jego odrodzenie, powiedziałabym raczej: zagubienie. Całokształt uważam za nie do końca udany, ale też nie najgorszy. Więcej w nim minusów, ale trzeba docenić też dobrą pracę Urbańskiego i całkiem przyzwoite, w niektórych piosenkach, teksty. Teraz pozostaje mieć nadzieję, że Tymek jeszcze narodzi się na nowo i następnym razem zaskoczy nie tylko dwoma utworami.
- Data premiery: 01 04 2022
- Single: Podążaj, Bywam ludzki, Deszcz, Cudzysłów, Blizny, Odurzony snem, Jeden uśmiech Twój
