Trzynasta w Samo Południe – Hell Yeah! (2014), recenzja Filipa Wiącka

Należę do tej grupy osób, która polskich (muzycznych) talent shows nie lubi i nie rozumie. Bo poważnie – po co nam one? Raz się udało i X Factor zrodził Dawida Podsiadło. Zazwyczaj jednak przychodzą do niego ludzie bez charakteru, w tym roku chociażby męczennica Marta Bijan, nijaki Artem Furman czy okropna Agata Dziarmagowska, która przygodę z programem na szczęście szybko zakończyła. Wśród uczestników znalazło się jednak miejsce dla Trzynastej w Samo Południe.

Przyszli, odegrali kawałek Hell Yeah i zachwycili nim jurorów. Przez kolejne etapy szli jak burza, kończąc na miejscu 5. Ich sukces jednocześnie mnie zdziwił i nie zdziwił. Z jednej strony byli niewątpliwie najlepszą grupą w programie, a swoją energią, duszą, a przy tym i profesjonalizmem miażdżyli pozostałą jedenastkę. Z drugiej jednak prezentowany przez nich rock’n’roll znacznie odbiegał od standardów talent shows.

https://www.youtube.com/watch?v=ceLzFnNE4-w

W końcu im się udało. Kilka miesięcy po zakończeniu X Factora wydali wymarzony debiutancki album. Zapnijcie pasy, Trzynasta w Samo Południe zabiera nas na wycieczkę. W której nie zjeżdża z drogi swoich muzycznych przekonań i inspiracji.

Muzyka to środek przeciwbólowy, ma sprawić, że życie staje się łatwiejsze. Ma wchodzić w głowę jak kilka gram ołowiu. A my trzymamy gitary niczym dymiący rewolwer

Dla tych, którzy śledzili poczynania zespołu przed wydaniem płyty, longplay nie będzie żadnym zaskoczeniem. Ale trzeba tu zadać sobie pytanie: czy on naprawdę miał zaskakiwać? Nie. Trzynasta w Samo Południe trzyma się swojego stylu. Jest więc dynamicznie, rock’n’rollowo, bardzo energicznie, a nawet przebojowo (popowe wokalistki mogłyby się od nich uczyć). Grupa inspiruje się m.in. AC/DC, Motorhead czy – z rodzimego podwórka – TSA. Ich wpływy słychać, lecz nie zdominowały one Hell Yeah!, a świetnie wpisały się w styl Trzynastej.

Płytę otwiera kompozycja tytułowa, która wybrana została także na singiel promujący materiał. Hell Yeah idealnie obrazuje to, co usłyszymy na longplayu. Motoryczny riff, szybkie tempo, a przede wszystkim porcja świetnej muzyki. To niewątpliwie jedna z najlepszych pozycji na Hell Yeah!. Jednak i na kolejne warto zwrócić uwagę. Queen of Hearts, Jack the Ripper czy Lost Highway urzekły mnie nie tylko brzmieniem gitar czy perkusji, ale i harmonijką. Tak, ten mały instrument wydaje się bardzo niepozorny, a stanowi ważny element brzmienia Trzynastej w Samo Południe. Nie wolno zapomnieć także o Naked oraz My Way. Oba utwory powstały na długo przed zarejestrowaniem Hell Yeah!. Na potrzeby albumu na nowo je jednak zaaranżowano i niejako tchnięto w nie nowe życie. W takiej odsłonie brzmią jeszcze lepiej niż wcześniej.

Idąc dalej, zupełnie oczarowała mnie kompozycja Behind the Fire. Wyróżnia się spośród grona dynamicznych, energicznych utworów. Jest spokojniejsza, delikatniejsza. W niej po raz pierwszy większą uwagę zwróciłem na wokal. Michał Pocheć dysponuje mocnym, niskim głosem. Potrafi dać niezłego czadu, a przy tym jest bardzo dobrze przygotowany pod względem technicznym.

Oprócz dziesięciu utworów wykonywanych w języku angielskim mamy tu trzy polskojęzyczne kawałki. Pierwszy, Po prostu idź, nie wyróżnia się niczym szczególnym. Powiedziałbym nawet, że to jedna ze słabszych propozycji na albumie. Co innego jednak Biegnę czy Trzynasta. Szczególnie uwielbiam ten drugi numer. Lekko prześmiewczy, z przymrużeniem oka:

Szef krzywo patrzy, że niby późna pora A ty zamiast pracować, wciąż na demotywatorach

Inne teksty w sumie nie odbiegają bardzo od tego do Trzynastej. Są proste, wpadają w ucho, sprawiając, że słuchacz podświadomie sam zaczyna pośpiewywać utwory z płyty. I co ważne – stanowią zwartą kompozycję świetnie pasującą do muzyki prezentowanej przez grupę. To właśnie cała Trzynasta w Samo Południe – ostra, bezkompromisowa, mocna i rock’n’rollowa. Ich album jest świeży, choć żadnych innowacji na nim nie ma. Takich brzmień polski rynek muzyczny potrzebował. Brawo, świetna robota.

Czytaj również