Tove Lo – Lady Wood (2016), recenzja Dariusza Kozery

2
233

Każda kolejna płyta jest dla artysty nowym rozdziałem w jego prywatnej podróży po świecie muzyki. W przypadku Tove Lo mamy do czynienia z rozpoczęciem ery Lady Wood. Gwarantuję wam, że jeżeli polubiliście wokalistkę za czasów Habits (Stay High), to teraz z pewnością ją pokochacie.

Dwa lata temu szwedzka wokalistka Ebba Tove Elsa Nilsson oficjalnie rozpoczęła swoją przygodę z branżą muzyczną. Dokładnie 24 sierpnia 2014 roku ukazał się jej debiutancki album Queen of the Clouds. Płytę promował m.in utwór Habits (Stay High), który stał się hitem w wielu krajach. Na nowy krążek fani czekali aż do 28 października 2016 roku. To właśnie tego dnia swoją premierę miała płyta Lady Wood.

Muszę przyznać, że już od samego początku byłem mocno zainteresowany tym wydawnictwem. Singiel przewodni szybko mnie do siebie przekonał. Cool Girl jest hipnotyzującym kawałkiem, który dzięki świetnemu połączeniu muzyki z wokalem Tove sprawia, że chce się go słuchać na okrągło. Już po tym jednym utworze wiedziałem, że piosenkarka zrobiła krok do przodu i postanowiła usprawnić swój styl.

Przed premierą albumu mogliśmy usłyszeć jeszcze dwa jego zwiastuny. Tak jak True Disaster uważam za jeden z najmocniejszych punktów tego albumu i najlepszy utwór jaki wokalistka nagrała w swojej karierze, to nie mogę przymknąć oka na Influence. W tej kompozycji gościnny udział wziął Wiz Khalifa. Po przesłuchaniu kawałka do głowy przyszło mi tylko jedne pytanie: Dlaczego?! Nie potrafię zrozumieć czym kierowała się Tove w momencie, w którym zechciała zrobić z tego utworu duet. Wszystko jest pięknie do momentu, w którym słyszymy Wiza. Raper pojawia się nagle, nic nie wnosi do utworu, burzy jego harmonię, a wszystko po to, aby po chwili zniknąć… Drugi duet również mnie rozczarował. W Vibes Lo brzmi rewelacyjnie i pokazuje swoją opanowaną i spokojną stronę. Problem tkwi jednak w jej partnerze. Joe Janiak stanowi dodatek, który jest całkowicie zbędny. Chłopak brzmi przy wokalistce przeciętnie, a gdy dochodzi do złączenia ich wokali Tove wybija się ponad niego. Moim zdaniem nie na tym powinien polegać duet.

Na szczęście tutaj kończą się wszelkie minusy. O Lady Wood nie mogę powiedzieć więcej nic złego. Nawet niewielka ilość utworu przestała mi z czasem doskwierać. W końcu jak to mówią, czasem mniej oznacza więcej. Na albumie znajdziemy kompozycje, które moim zdaniem są świetnie zbilansowane. Zarówno w Lady Wood, Imaginery Friend jak i Keep It Simple produkcja, muzyka, wokal i tekst stanowią jedność. Często zdarza się, że w piosenkach któryś z tych elementów po prostu nie pasuje do reszty, bądź dominuje nad nimi. Tove Lo udało się jednak znaleźć złoty środek. Wokalistka we współpracy z kilkoma osoba stworzyła utwory, których chce się słuchać „over and over again”.

Sporym atutem wokalistki są pisane przez nią teksty. Jeżeli szukacie tutaj poematów, piosenek opisujących światowe problemy i tym podobnych, to trafiliście w złe miejsce. Tove woli rozmawiać o bardziej przyziemnych sprawach i mówić o nich bezpośrednio, nie zważając przy tym na język, którego używa. Pomimo iż nie przepadam za wulgaryzmami w piosenkach, to muszę przyznać, że kompletnie nie przeszkadzają mi one w wersji Lo. Jest to po prostu nieodzowny element jej osoby i jak mam być szczery, to nie wyobrażam sobie piosenkarki w grzecznej wersji. O wiele bardziej wolę szaloną dziewczynę, która nie boi się być sobą i mówi dokładnie to, co chce powiedzieć. Na rynku jest pełno wokalistek, które wolą nie ryzykować i grają bezpiecznie. Tove na szczęście jest ich całkowitym przeciwieństwem.

Pretty faces, put in place
To match the scenery
Take our pics is like a fix for your anxiety
The world is beautiful, so why don’t you feel anything?

Tove Lo z pewnością może być z siebie dumna. Pomimo niewielkiej ilości utworów wokalistka zdołała wydać naprawdę dobry i spójny album. Nie jest to krążek prosty ani stworzony pod radio. Lady Wood to płyta, która wymaga większej ilości odsłuchów, jednak z każdym kolejnych coraz bardziej wciąga słuchacza w świat piosenkarki. Słychać wyraźnie, że dziewczyna nie próżnowała przez te dwa lata. Wokalnie Tove wzniosła się na wyższy poziom, przez co jeszcze przyjemniej mi się jej słuchało. Piosenkarka połączyła siły z odpowiednimi producentami, którzy dobrze wiedzieli co jej w duszy gra i będzie dla niej najlepsze. Współpraca ta zaowocowała solidnym albumem, który w pełni zasłużył na wszelkie pochwały. Z niecierpliwością czekam na jego drugą część!

2 KOMENTARZE

  1. Uwielbiam jej głos. Moim zdaniem prawie każda piosenka zaczyna sie tak samo co mi troche przeszkadzało , przyznaje racje co do infuence niepotrzebny wiz khalifa .

  2. Co to jest za ALBUM! Wow! W tym roku jeszcze nic nie zrobuiło na mnie aż takiego wrażenia, nawet genialny album Banks musi ustąpić, bo Lady Wood mnie sobą zaczarowało. Zgadzam się niestety z opinią o Influence, który brzmi genialnie dopóki nie usłyszymy Wiza, który rapuje totalnie poza bitem :/ Nie mogę się za to zgodzić z opinią o Vibes, które według mnie jest najjaśniejszym punktem albumu, Joe jako równowaga dla głosu Tove sprawdza się świetnie, od piątku nie mogę się uwolnić od tego utworu. Jak na razie, moim zdaniem, najlepszy utwór w karierze Szwedki. Album jako całość niezwykle spójny i dopracowany pod każdym względem, wygrywa nawet w porównaniu z genialnym debiutem! Już raczej nic nie będzie w stanie przebić tego albumu, nawet The Weeknd i jego Starboy, mimo że zapowiada się świetnie :D

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.