To ważny rok dla fanów Tomka Makowieckiego. Po długim czasie powrócił na streamingi genialny album artysty – Moizm, wraz z kopiami w formie winyli i koncertami. Ostatniej niedzieli zagrał dla warszawskiej publiczności w klubie Niebo. Tomasz Makowiecki zabrał widzów w ponad godzinną, muzyczną wariację na temat Moizmu. Jak wyglądał koncert? Zapraszam do lektury.
![Tomasz Makowiecki gra "Moizm" | Warszawa [ZMIANA DATY]](https://goingapp.pl/storage/app/uploads/public/5e5/263/9e8/thumb_590375_600x350_0_0_crop.jpg)
Tomasz Makowiecki zadebiutował ponad 15 lat temu w programie Idol, zajmując 5. miejsce i rozpoczynając karierę w przemyśle muzycznym. Był członkiem zespołów: Makowiecki Band czy NO! NO! NO!, po czym w 2013 roku na rynek weszła jedna z najważniejszych wówczas płyt – solowe wydawnictwo Moizm nakładem Sony Music Poland. Album promowały single Las i Beton, Holidays in Rome i A Summer Sale. Niestety, w wyniku pewnych nieporozumień z wytwórnią, Moizm zniknął z rynku i z sieci. Fizyczny album stał się białym krukiem wśród fanów i kolekcjonerów płyt. Jednak, na szczęście, w tym roku Tomasz Makowiecki przekazał dobre wieści. Album powrócił na serwisy streamingowe, a winylowe płyty zyskały nową okładkę. Dodatkowo, Makowiecki podzielił się coverem utworu Ciało zespołu Republika. I powrócił z występami na żywo.
Jak większość obecnie koncertów, również występ Makowieckiego został przeniesiony z powodu pandemicznej rzeczywistości. Pierwotnie mieliśmy usłyszeć Moizm na żywo już w marcu, ale na taki koncert jaki miał miejsce w Niebie byłabym skłonna czekać tak długo jak tylko się da – naprawdę było warto.
To, co jako pierwsze rzuciło się w oczy, to zachowany minimalizm na scenie, co zdecydowanie pomogło w skupieniu się na artyście. Jedynie ustawione instrumenty dały znać, że czeka nas one man show. Tomasz przywitał nas utworem Dziecko Księżyca, który jednocześnie otwiera album. Na setliście znalazły się Your Foreign Books, What’s New In Heaven, Zabierz mnie czy A Summer Sale, niestety zabrakło jednak jednego z moich ulubieńców – Holidays in Rome. Tomasz zaprezentował utwory w lekko zmienionych aranżacjach, dając powiew świeżości Moizmowi.
Usłyszenie Moizmu na żywo było na liście moich marzeń od dobrych kilku lat. To, w jaki sposób został on zagrany przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Tomasz Makowiecki stworzył niezwykle intymną atmosferę, zgrabnie bawiąc się muzyką, wprowadzając słuchaczy w pewien trans. Skromne, przygaszone światła podkreślały nastrojowość koncertu, często pozwalając widzowi odpłynąć myślami w dalekie, przyjemne rejony. Muszę też przyznać, że artysta miał cudowny kontakt z publicznością, bardzo dziękował za obecność, podkreślał, że cieszy się na koncert i odpowiadał na zaczepki widzów.
Z niecierpliwością czekałam na wieści o kolejnych dokonaniach Tomasza i nie zawiodłam się. Zdradził brzmienie dwóch, zupełnie nowych utworów, które prawdopodobnie znajdą się na następnym albumie artysty. Do jednego z nich, już niedługo, ma powstać klip, a drugi z nich nosi roboczy tytuł Miracle. Mogę zdradzić, że oba single brzmią fantastycznie i jeśli cała płyta zostanie nagrana w podobnym klimacie – Moizm będzie miał godnego następcę. Oczywiście na setliście znalazł się cover Ciała – ależ jak on brzmi na żywo!
Jeśli jakimś cudem nie słuchaliście Moizmu – bardzo, bardzo, bardzo polecam, szczególnie podczas jesiennych wieczorów. I od razu zapraszam na przyszłe koncerty Makowieckiego – warto!

