Site icon All About Music

Tomasz Makowiecki – Moizm (2013), recenzja Magdy Sieprawskiej

Któż nie był zaskoczony słysząc utwór Holidays In Rome i wiedząc, że to dzieło Tomka Makowieckiego? Od razu okrzyknięto go następcą grupy Kamp!, portale muzyczne niemal oszalały i nie szczędziły słów pochwały dla tej decyzji jaką on podjął, a mianowicie jaki kierunek muzyczny obrał sobie za cel.  Co z tego jednak wyszło? Czy cały MOIZM to krążek przebojowy w sam raz na parkiet? Nie sądzę…

Moizm miał ze mną ciężko, bo już widząc  pierwszy utwór, który ma nieco ponad 10 minut przesłuchałam go na skróty i to mi wystarczyło – nie jest dobrze. Dałam mu jednak drugą szansę i wysłuchałam wszystkiego od A do Z – powiedzmy, że jest lepiej. Teraz słucham go trzeci raz i myślę, że tyle wystarczy by wreszcie wyrobić sobie zdanie o najnowszym dziecku pana Makowieckiego.

Dziecko księżyca jak już wspominałam nie trwa najkrócej. Kawałek fajnie buduje nastrój, a nieco uwodzący wokal, fajnie osiada na minimalistycznym synthpopowym tle. You Foreign Books zaczyna się spokojnie, a następnie dochodzą ciekawe pulsujące sampelki, jednak całość dalej jest utrzymana w dosyć oszczędnej stylistyce.  Czeka się na moment w którym Tomek da czadu i kawałek się rozkręci, jednak ten niespodziewanie się kończy i niestety z naszych oczekiwań nic.

O Holidays In Rome można by napisać książkę. Nie było chyba osoby, która nie byłaby zdziwiona słysząc ten kawałek i mając świadomość, ze to TEN Makowiecki, ten który śpiewa Między Nocą a Dniem z gitarą ten z Idola… że to właśnie jego utwór. A co ważniejsze, kawałek ten zapowiada jego najnowszą płytę, która ma być utrzymana w takim klimacie. Brzmi intrygująco? I to jeszcze jak! Gdy dostaniemy 10 takich hitów, na parkiecie można by się było bawić do tego całą noc i nikt nie miałby dosyć. Jak się jednak okazuje, często nasze oczekiwania kompletnie mijają się z tym co następuje i tak też jest w tym przypadku.  Holidays In Rome to jedyny utwór na tej płycie, który zaraża swoim optymizmem i na długo potrafi zapisać się w pamięci. Niestety.

What’s New In Heaven to kolejna pozycja z dosyć okrojoną warstwą melodii i w zasadzie mamy coś podobnego do wspominanego już Your Foreign Books czy kolejnego w kolejce Zabierz Mnie. Makowiecki stosuje tu różnorodne rozwiązania, mamy syntezatorowe zabawy, ciekawe efekty, jednak wszystko zlewa się w jedną wielką już niezbyt ciekawą całość. What’s New In Heaven ratuje refren gdzie wokal jest mocniej podkreślony i wybija to z panującej w nim dźwiękowej monotonii.

A Summer Sale to stylizacja na głębokie lata 80. co daje się odczuć poprzez charakterystyczne brzmienie klawiszy odwołujące nas do tamtego czasu oraz śpiew, który da się zaobserwować z trochę innej strony niż dotychczas. Na szlaku nocnych niedopałków od progu wita nas cykanie świerszcza i chyba nie powiem źle, jeśli dopatruję się tutaj inspiracji osobą Jamesa Blake’a. Całość obejmuje jakieś 4,5 minuty i brakuje mi tutaj takiego zdecydowanego zabiegu jakim byłoby przyspieszenie tempa, zabawy wokalem czy dodanie czegoś co złamałoby tą jednostajność.

Las i Beton to już niemal finisz. Mamy tu coś nieco nowego – delikatną niespokojną gitarę. Całość bardzo fajnie pulsuje, mamy chwile przełamania stylistyki, jednak całość sprawia wrażenie całkiem odwrotne. Brakuje mi tu nadal takiego mocnego punktu, w którym coś by się zaczęło dziać. Ostatni Brzeg oraz Ostatni Brzeg II to koniec naszej wędrówki po najnowszych dźwiękach Makowieckiego i powiem, że są one całkiem przyzwoite. Wzbudzają ciekawość i gdybym miała wybierać moich faworytów to wybrałabym pierwszą 10minutówke, pierwszy singiel oraz właśnie ten ostatni pakiet.

Tomasz Makowiecki jak wiemy nie kryje dumy ze swojego najnowszego wydawnictwa i jest z niego bardzo zadowolony. Mi jednak brakuje czegoś i nie jest to fajne, że singiel zrobił ogromny apetyty na całość a tu dostajemy w większości kompozycje niemal nie do zidentyfikowania. Zamysł był oryginalny, jednak kompozycjom brakuje takiego przełamania, jakiegoś charakterystycznego zabiegu dzięki któremu mogły by trafić do podświadomości słuchacza na dłużej.

Exit mobile version