Tom Grennan – Evering Road (2021), recenzja Karoliny Babik

Inne recenzje

Obdarzony charakterystycznym, chrypliwym wokalem Tom Grennan powrócił z drugą płytą! Po obiecującym debiucie – Lighting Matches zyskał pokaźne grono słuchaczy, o czym świadczy chociażby debiut drugiego krążka na pierwszym miejscu brytyjskiej listy najlepiej sprzedających się albumów. Czy kolejne wydawnictwo umocni pozycję Grennana na liście wartych uwagi artystów młodego pokolenia?

Niewątpliwie głównym atutem twórczości Toma Grennana jest jego niesamowity wokal. Wyróżniający się, przyciągający uwagę od pierwszych taktów i zapadający w pamięci zdecydowanie na dłużej. Sama mam do niego ogromną słabość i zniecierpliwiona wyczekuję każdej możliwości wysłuchania nowości od Toma. Po tym jak całkowicie pochłonął mnie jego debiut, byłam niezmiernie ciekawa, co zaprezentuje słuchaczom na kolejnym krążku.

Płyta Tygodnia: TOM GRENNAN „Evering Road" | Polskie Radio Koszalin

Moje pierwsze wrażenia po przesłuchaniu Evering Road były dość mieszane. Z jednej strony niektóre z kawałków od razu miałam ochotę zapętlić, przy innych z kolei nie poczułam „tego czegoś”. Album wydał więc mi się dość nierównomierny i tę wstępną opinię podtrzymuję po jego wielokrotnym przesłuchaniu – choć nie podchodzę do tego tematu już tak krytycznie, jak po pierwszym odsłuchu.

Pierwsze utwory to moi główni faworyci. Energiczne If Only momentalnie pobudza słuchacza, choć sam tekst skupia się na uczuciu żalu, rozmyślaniach. Something Better wzmacnia zainteresowanie tym, co czeka na nas dalej, a to m.in. za sprawą świetnej linii melodycznej z instrumentami dętymi na czele i falsetami Toma w refrenie, stanowiącymi intrygujący kontrast z jego chrypliwym głosem.

Kolejna pozycja to najpopularniejszy singiel z płyty – Little Bit of Love. Słabość fanów akurat do tej pozycji nie jest zaskakująca. Numer jest chwytliwy, odpowiednim tempem i mocą wokalu oraz warstwy muzycznej buduje nastrój, a i tekstowi nie można niczego zarzucić. Świetny kawałek!

Amen utrzymuje nas jeszcze w dość pozytywnym klimacie – dość, bo warstwa liryczna opowiada o wewnętrznej walce i choć każdy z nas może odebrać ten wydźwięk oczywiście nieco inaczej, dla mnie to przede wszystkim numer pełen siły, że choćby nie wiem co, to przecież jakoś damy radę! Amen!

It Hurts to pierwsza ballada i tu zaczynają pojawiać się małe schody. Wokal nadal jest zachwycający, tekst też coś za sobą niesie, ale jednak nie odczuwam takiego efektu „wow” jak przy wolniejszych kawałkach z debiutanckiego albumu, jak chociażby Sweet Hallelujah. Podobne wrażenie robią na mnie piosenki takie jak Never be a Right Time, Sweeter Then, czy Second Time. Nie są złe, nie skreślam ich całkowicie. Po prostu uważam, że album nie straciłby na wykreśleniu kilku numerów i pozostawieniu najmocniejszych propozycji.

Krążek ma jednak w zanadrzu jeszcze kilka jak najbardziej wciągających kompozycji, jak chociażby  This is the Place – osobiste wyznanie Toma o radzeniu sobie z trudnymi emocjami po rozstaniu. „I’m torturing myself with photographs / Old messages, no this can’t last”. Brzmi znajomo?

Smyczkami harmonijnie współpracującymi z gitarą urzeka nas Love Has Different Ways to Say Goodbye. Emocjonalny wokal podkreśla wydźwięk utworu, z kolejnym bardzo życiowym tekstem. „I wish we were fighting and slamming the doors / But we just don’t have what we had once before”.

Evening Road to intymna opowieść artysty o bolesnym okresie rozstania. W warstwie tekstowej nie znajdziemy wysypu górnolotnych, często niejasnych metafor. Zamiast nich wokalista prezentuje nam proste, szczere teksty, z którymi wielu ze słuchaczy może się utożsamiać. W zakresie warstwy muzycznej trochę się niby dzieje – są smyczki, dęciaki, a i dźwięki pianina czasami brzmią na swój sposób wyjątkowo, ale jednak o czymś zachwycającym w tym aspekcie mówić nie można. Zachwycający za to nieustannie jest wokal Toma. Może to i lepiej, że nie zostajemy przeładowani dźwiękami instrumentów, bo to głos jest kluczowym i najcenniejszym instrumentem tego albumu.

Z pewnością warto dać krążkowi szansę. Choć niektóre z kompozycji wyraźnie dominują nad innymi, cała płyta pozostaje przyjemna w odbiorze, a historia Toma wciąga i porusza. Brytyjczyk zdecydowanie pozostaje jednym z najbardziej obiecujących artystów młodego pokolenia i mam nadzieję, że w przyszłości jeszcze niejednokrotnie czymś nas zaskoczy.

Tom Grennan - Evering Road
  • Data premiery: 12 03 2021
  • Single: This is the Place, Oh Please, Amen, Something Better, Little Bit of Love, Let's Go Home Together, Make My Mind Up
Najlepsze utwory: Something Better, Little Bit of Love, Love Has Different Ways to Say Goodbye
Najsłabsze utwory:


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Czytaj również

Obdarzony charakterystycznym, chrypliwym wokalem Tom Grennan powrócił z drugą płytą! Po obiecującym debiucie - Lighting Matches - zyskał pokaźne grono słuchaczy, o czym świadczy chociażby debiut drugiego krążka na pierwszym miejscu brytyjskiej listy najlepiej sprzedających się albumów. Czy kolejne wydawnictwo umocni pozycję Grennana na...Tom Grennan - Evering Road (2021), recenzja Karoliny Babik