Todrick Hall – Haus Party, Pt.1 (2019), recenzja Christiana Cieślaka

Inne recenzje

Znalezione obrazy dla zapytania Todrick Hall – Haus Party, Pt.1

W pracy krytyka muzycznego bywa czasem tak, że pisze się o artystach, o których istnieniu dobrze się wie, choć do tej pory nie było powodu, by tę znajomość jakoś szczególnie pogłębiać. Jak tak miałem w przypadku Pana Todricka Halla, amerykańskiej osobowości social mediów i telewizji, a obecnie również i muzyki. Wraz z premierą jego dzieła Haus Party, Pt.1 postanowiłem zbadać obce mi do tej pory wody i sprawdzić, czy jestem wstanie szczerze dołączyć do tej wyjątkowej, tęczowej imprezy.

Zacznę może od tego, że Haus Party, Pt.1 to pierwszy krążek Pana Todricka, którego słucham od początku do końca, więcej niż jeden raz. Mam na swoim kącie Straight Outta Oz i z tego co pamiętam to go doceniłem, choć bez ochów i achów. Już po pierwszej minucie doskonale wiedziałem, co będzie się działo przez resztę tego widowiska – dużo musialu, za dużo jak na moje gusta, i teoretycznie dużo, choć w istocie mało, organicznej zabawy. Wszystko idealnie gładkie niczym powierzchnia lustra, gdzie skromnemu widzowi trudno się wciągnąć ze swoimi skromnymi brudami. To był projekt skrojony „na sukces”. Jak jest z Haus Party, Pt.1? W sumie bardzo podobnie, choć jest poprawa.

Moje ogólne wrażenie jest takie, że to po prostu nie jest to dzieło stworzone i skierowane dla osoby z moimi gustami. To nie ten styl, nie ta poza, nie ta energia i chyba nie ta mentalność. Najwidoczniej nie czuję mężczyzn, których stylówka obraca się wokół stereotypowych kobiecych ról, nadal pozostając w roli mężczyzny, seksownego mężczyzny, bardzo seksownego… może jestem po prostu zazdrosny? No… raczej nie, skoro obiektywnie mogę uznać, że to naprawdę zacne dwadzieścia pięć minut tanecznej muzyki, prawda? Faktem jest, że Pan Todrick i ja jesteśmy urodzeni tego samego dnia, 4 kwietnia (mówię serio!), więc łączy nas barania energia, jednak to raczej nie zazdrość dyktuje mi taką, a nie inną opinię.

Wracając do konkretów, Haus Party, Pt.1 to wprost idealna płyta na każdą imprezkę związaną ze społecznością LGBT, zarówno tą, gdzie bierze się ten styl na serio, jak i tą, na której traktuje go w sposób bardzo ironiczny. Nawet mnie, osobie która mentalnie odbiła się od tego dzieła, zdarzyłoby się przy tych wszystkich siedmiu utworach co nieco powygłupiać i potupać nóżką na parkiecie. Każda piosenka ma mocny taneczny bit, wyprodukowany na bardzo wysokim poziomie. Warto tu zaznaczyć, że Pan Todrick wydaje swoje dzieła niezależnie, co tym bardziej zasługuje na niskie ukłony wobec jego ciężkiej twórczej pracy. Oczywiście nie są to najbardziej ambitne melodie w historii muzyki pop, ale są skuteczne, po prostu. Warstwa tekstowa również nie jest szczególnie innowacyjna. Nie są to utwory, które mają w zamierzeniu żonglować metaforami i kryć w sobie drugie, czy trzecie dno. Są to piosenki o tym, czym Pan Todrick żyje i najnormalniej w świecie lubi śpiewać. Atencja, moda, makijaż, bardzo piękni prawie nadzy panowie, seks, imprezki, neony, tęcze, drag queens, bycie cudnym, yaaas queen!, zabawa, zabawa, zabawa i „bycie prawdziwym”… no właśnie…

Tak jak niektórzy uważają Lady Gagę za muzyczny produkt, tak ja za taki uważam Todricka Halla. Haus Party, Pt.1 to świetnie skrojony, głównie na amerykański rynek, produkt dla gejów, ba, w szczególności dla tych z Instragrama, którzy sprzedają kolejne elementy „bycia gejem” innym homoseksualnym użytkownikom tego portalu. Ja tego nie kupuję. Jedyny utwór, który uważam za w jakimś stopniu szczery i od serca to Amen, uznając go za najlepszą piosenkę na tym mini albumie. Czemu? Po prostu, po prostu go czuję i potrafię się z nim zidentyfikować na pewnym poziomie. By jeszcze tego było mało, uważam, że Pan Todrick, raczej z namaszczeniem przez swojego patrona, zaczyna rosnąć na nowego Pana RuPaula. Jeśli za jakieś 15-20 lat, to Todrick Hall będzie prowadzić program „Drag Race”, to już wiecie, kto to przewidział w roku 2019.

Jeśli szukacie niezobowiązującej muzyki do tańca i nie obchodzi was kto ją wykonuje i w jakim kontekście to robi, to Haus Party, Pt.1 jest idealne. Jeśli szukacie muzyki na imprezki z okazji obecnie trwającego Miesiąca Dumy (Pride Month), to również jest to pozycja wysoce zalecana. Dzieło warte docenienia, jednak z dużą dozą europejskiego dystansu i ironii do tego przeidealizowanego amerykańskiego snu rodem z Instagrama.

Todrick Hall - Haus Party, Pt.1
  • Data premiery: 23 05 2019
  • Single: Glitter, Nails,Hair,Hips,Heels
Najlepsze utwory: Amen
Najsłabsze utwory: brak


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Christian Cieślak
Christian Cieślak
Skromnie nieskromny dziennikarz muzyczny oraz kulturalny, który już od 5 lat sieje swoje opinie w redakcji All About Music. To mój sposób na dzielenie się ogromną miłością do muzyki całego świata, a w szczególności tej wymykającej się gatunkowym podziałom i prowokującej do myślenia.

Czytaj również

W pracy krytyka muzycznego bywa czasem tak, że pisze się o artystach, o których istnieniu dobrze się wie, choć do tej pory nie było powodu, by tę znajomość jakoś szczególnie pogłębiać. Jak tak miałem w przypadku Pana Todricka Halla, amerykańskiej osobowości social mediów i telewizji,...Todrick Hall – Haus Party, Pt.1 (2019), recenzja Christiana Cieślaka