Throwback Review: Ricky Martin – Ricky Martin (1999), recenzja Marty Muśko

Inne recenzje

Zaczynał jak wszyscy. Od występów w boysbandzie, przez aktorskie role, aż po usamodzielnienie się jako solista, który od początku rozwoju artystycznej ścieżki swój wkład w popularyzację muzyki latynoskiej na świecie traktuje jako misję. Ricky’emu Martinowi razem z szeregiem przebojów udało się na zawsze zmienić możliwości i aspiracje latynoskiej sceny muzycznej razem z pierwszym anglojęzycznym albumem, który w tym roku obchodzi swoje dwudziestolecie.

Muzyczna kariera Ricky’ego postępowała w zawrotnym tempie od momentu wydaniu czwartego albumu Vuelve, który znalazł się na pierwszym miejscu list sprzedaży w wielu krajach porozrzucanych na całym globie – od Chiny, Australii, Europy, na Ameryce kończąc. Był też najlepiej sprzedającym się albumem hiszpańskojęzycznym w historii, przekraczając 8 milionów egzemplarzy. Otrzymując wsparcie amerykańskiej wytwórni Sony Music, w 1999 roku Ricky rozpoczął pracę nad swoją pierwszą płytą anglojęzyczną. W międzyczasie został zaproszony do wykonania hitu La Copa de la Vida na 41. uroczystości rozdania nagród Grammy, gdzie po raz pierwszy w historii prestiżowej gali artyście śpiewającemu po hiszpańsku na wykonanie piosenki udostępniono najlepszy czas antenowy. Jego występ był oklaskiwany na stojąco przez tłum zgromadzonych gwiazd, a sama Madonna publicznie wyznała swoje uznanie dla artysty, co dość szybko zaowocowało wspólną piosenką. Ameryka dosłownie leżała u jego stóp, co nie pozostało bez wpływu na przyspieszenie prac nad wyczekiwaną przez słuchaczy płytą. Pomimo jej bardzo komercyjnego wydźwięku, wyczuwałam w niej to, co mają w sobie krążki rockowych muzyków. Z czasem uświadomiłam sobie, że te odczucia miała jedną solidną podstawę – Desmond Child. To on współtworzył największe przeboje legendom rocka jak Bon Jovi, KISS, Aerosmith, Alice Cooper i wielu innym.

Premiera płyty była poprzedzona wydaniem w maju 1999 roku singla Livin’ la Vida Loca. Piosenka, która była, jest i będzie wszędzie. Nie pamiętam, aby od tego momentu kiedykolwiek pojawił się tak przebojowy numer, który wciąż pozostałby tak młody w odbiorze.  Pomimo, że piosenka była promowana głównie w języku angielskim, jej muzyczny charakter oddaje więcej niż liczne wersy wyśpiewane po hiszpańsku. Latynoski temperament kolejno podkręcają Spanish Eyes i Shake Your Bon-Bon, idealnie spełniające ówczesne zapotrzebowania rynku na nowe rytmy. Na fali tanecznych przebojów, artysta miał do przekazania również wiele głębszych uczuć w postaci ballad. She’s All I Ever Had i Private Emotion należą do najbardziej rozpoznawalnych kompozycji jeśli chodzi o lirykę, natomiast w moim osobistym odczuciu, zwłaszcza duet z Meją, są jednymi z najlepszych ballad jakie powstały pod koniec minionego wieku.


Wśród mniej znanych tytułów usłyszymy Be Careful (Cuidado Con Mi Corazón), czyli wcześniej wspomnianą współpracę z Madonną, która również widnieje jako współautorka utworu. Jest delikatnie, emocjonalnie i intrygująco, a głosy dwójki wykonawców doskonale się uzupełniają. Słowem ogółu muszę przyznać, że jest to mój powrót do krążka (w całości) po wielu latach niezamierzonej przerwy i będąc w błędnym przekonaniu, że niczego nowego w nim nie odkryję, okazało się zupełnie odwrotnie. Są nieliczne utwory, które 20 lat temu w zwyczaju omijałam nie dla tego, że były nieudane, ale prawdopodobnie nie trafiły w odpowiedni moment. Jeden z nich nadszedł przy I Am Made Of You. Ileż jest w tym emocjonalnej, rockowej ekspresyjności! Muzyka jest kwintesencją Desmonda Child’a, z kolei Ricky nie ustępuje tu rasowym rockmenom w kontekście zaangażowania i improwizacji. Anglojęzyczny debiut wokalisty wsparła również genialna kompozytorka i piosenkarka Diane Warren, która oddawała w jego ręce dwie kompozycje – lekkie Love You For A Day oraz bogate pod względem tła i obecnego w nim chóru I Count The Minutes, ostatecznie nadające płycie bardziej popowy charakter. Całość 14-częściowego wydawnictwa dopełniła zapożyczona z trzeciej studyjnej płyty A medio vivir, odnowiona i przyspieszona Maria w wersji Pablo Floresa.

Jaki jest Ricky Martin? Z perspektywy czasu – staranny i dopracowany pod względem swojej gatunkowej różnorodności i jednocześnie spójności, którą zapewniło wąskie, aczkolwiek zaszczytne grono współautorów. Udało mu się także na skalę dotąd niespotykaną rozsławić swój kraj, jego kulturę i język w poniekąd przełomowej dla muzyki formie, a anglojęzyczny debiut ma wszystko, co powinna zawierać płyta idola milionów odbiorców na całym świecie.

  • 9/10
    Ocena końcowa - 9/10
9/10
Sending
User Review
0/10 (0 votes)
-
  • Data premiery:
  • Single:
Najlepsze utwory:
Najsłabsze utwory:


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Czytaj również

Zaczynał jak wszyscy. Od występów w boysbandzie, przez aktorskie role, aż po usamodzielnienie się jako solista, który od początku rozwoju artystycznej ścieżki swój wkład w popularyzację muzyki latynoskiej na świecie traktuje jako misję. Ricky'emu Martinowi razem z szeregiem przebojów udało się na zawsze zmienić...Throwback Review: Ricky Martin - Ricky Martin (1999), recenzja Marty Muśko