Każdy zespół jakoś zaczynał. Niektórzy rozpoznawalność zyskiwali od razu, inni z kolei na swoje pięć minut musieli trochę dłużej poczekać. Jednak zawsze w historii wielkich kapel był moment przełomowy, dzięki któremu usłyszał o nich cały świat. Osobiście, za taki moment w karierze grupy Paramore uważam ich drugi album – Riot!. To właśnie był początek ich międzynarodowej kariery.

Paramore to amerykański zespół, który powstał w 2004 r. Początkowo w skład zespołu wchodzili Josh Farro (gitara), Zac Farro (perkusja), Jeremy Davis (gitara basowa), Hayley Williams (główny wokal) i Jason Bynum (gitara). Od tamtego czasu trochę się pozmieniało. Grupa przeszła liczne kadrowe przetasowania, a łącznie wydali pięć albumów studyjnych. Jednak dzisiaj nie o tym. W tym tekście chciałam skupić się na drugim krążku zatytułowanym Riot!. Płyta światło dzienne ujrzała w 2007 r. i od razu zebrała bardzo pozytywne recenzje krytyków muzycznych. Fani również byli zachwyceni. Paramore pokazało, że można grać niesztampową muzykę płynącą prosto z ich punkowych serc.
Na Riot! znalazło się 11 premierowych utworów. Teksty to oczywiście dzieło niezawodnego duetu Williams-Farro. Przez cały ten czas każdy zainteresowany zdążył wyrobić sobie o tych kompozycjach wyrobić opinię. Dlatego, mówiąc o tym albumie warto zwrócić uwagę na single promujące. Dynamiczne i rockowe Misery Business, spokojniejsze, utrzymane w klimacie ballady Hallelujah, taneczne z charakterystycznym refrenem crushcrushcrush oraz mocno brzmiące That’s What You Get.
Dynamiczne i przy okazji wpadające w ucho kompozycje to coś, co Paramore wychodzi bez najmniejszych problemów. Na Riot! znajdziemy na to stwierdzenie kilka dowodów w postaci piosenek For A Pessimist, I’m Pretty Optimistic, Miracle czy Fences. Mocna gitara, wyrazista perkusja i charakterystyczny wokal Hayley sprawiają, że cała “szybka” część krążka Riot! wypada rewelacyjnie. Warto poświęcić jeszcze kilka słów na kompozycję Fences. Ciekawy początek, który dobrze zwiastuje. Dalsza część utworu jest bardzo rytmiczna, wyróżnia się na tle reszty, a refren od razu wpada w ucho – rewelacyjna!
Riot! to jednak przede wszystkim mocne pop-punkowe dźwięki, w których znalazły się też rockowe elementy. Paramore zadbali jednak o to, by na albumie nie zabrakło spokojniejszych, bardziej stonowanych melodii. Tym sposobem słuchacze dostali takie kompozycje jak sentymentalne We are Broken, wcześniej wspomniane klimatyczne Hallelujah, When It Rains, w którym główną rolę odgrywa tekst czy Let The Flames Begin z mocnym i napakowanym emocjami refrenem.
Cały album zamyka Born For This. No cóż, tytuł ewidentnie nie jest przypadkowy. Przecież oni są stworzeni do tworzenia skocznych, pop-punkowych krzykliwych kompozycji, w których główną rolę oprócz melodii odgrywają głębokie teksty. Tym albumem udowodnili to aż na jedenaście sposobów.
Podsumowując, album Riot! był idealnym dowodem na to, że Paramore na scenie muzycznej nie znaleźli się przez przypadek. Dzięki tej płycie zrobiło się o nich naprawdę głośno, grono ich fanów w zastraszającym tempie zaczęło rosnąć. Riot! to krążek przełomowy. Ten album dał im wszystkie możliwości, by stać się międzynarodową sensacją. I tak też się stało – rok później nagrali przecież Decode promujące kinowy megahit Zmierzch.
Na Riot! Paramore zaprezentowało nam pop i punk w czystej postaci. Teraz, prawie 11 lat po premierze krążka słucha się z niewątpliwym sentymentem. Grupa gra teraz przecież zupełnie inaczej… Znacząco zmienili styl. Riot! jest więc przypomnieniem ich korzeni i tego jaką muzykę tworzyli kiedyś. To właśnie za to pokochali ich fani!
