Throwback Review: Avril Lavigne – Let Go (2002), recenzja Weroniki Oszajcy

Gdy po raz pierwszy natknęłam się na twórczość Avril Lavigne, miałam nie więcej niż dziesięć lat. Urzekły mnie wówczas zarówno grana przez nią muzyka, jak i charakterystyczny, buntowniczy styl ubioru. Od razu najbardziej polubiłam się z debiutanckim krążkiem artystki, Let Go, który ukazał się 4 czerwca 2002 roku.  Nie ukrywam, że darzę to wydawnictwo ogromnym sentymentem; to tu po raz pierwszy odnalazłam Rock’N’Roll’owy ogień. Kawałki z Let Go dorastały ze mną – niezależnie od tego, który etap życia kończyłam, niezależnie od ewolucji mojego gustu muzycznego, z mojej stałej playlisty nigdy nie zniknęły nuty Lavigne. Dlaczego tak urzekło mnie to wydawnictwo i jak odbieram je dziś?

Avril Lavigne walczyła o swój debiutancki album jak lwica. Nie chciała zostać tworem wytwórni i po pewnym czasie odmówiła śpiewania nie swoich kawałków – takich, których nie czuła. Dopiero gdy trafiła na chłopaków z The Matrix, prace nad debiutem ruszyły do przodu. Kilmat Let Go jest ściśle powiązany z imagem, który przyjęła wówczas wokalista. Młodziutka Avril kreowała się na buntowniczą skaterkę, chłopczycę, która zamiast interesować się modą i kosmetykami, woli deskorolkowe szaleństwo. Jej osobowość, mocny, ale zarazem delikatny wokal i wpadające w ucho, urzekające klimatem piosenki sprawiły, że Avril zdobyła sporo fanów, a jej nuty podbijały listy przebojów.

Znalezione obrazy dla zapytania Avril Lavigne - Let Go (2002)

Album Let Go rozpoczyna się piosenką Losing Grip, personalnie jedną z moich ulubionych. Ciekawa rytmika natychmiast wpada w ucho, tekst, a także umiejętnie wzmocnienie refrenu rockowymi riffami sprawia, że nie sposób wyrzucić ją z pamięci. Nic dziwnego, że kawałek bardzo spodobał się fanom, a w 2003 roku został wybrany na ostatni singiel promujący wydawnictwo. Z kolei przechodzimy do dwóch wielkich hitów, które zagwarantowały wokalistce światową sławę. Pierwszym z nich to Complicated, który jako pierwszy promował album. Wydanie go jako singla okazało się strzałem w dziesiątkę – utwór zdobył szczyty list przebojów zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Australii czy Nowej Zelandii. Następny singiel,  The Sk8er Boi, również osiągnął ogromny sukces. Kawałek opowiada o buntowniczym chłopaku, zakochanym w baletnicy. Dziewczyna gardziła młodzieńcem, jednak po czasie okazało się, że odrzucając go, popełniła ogromny błąd. Inny chłopak porzucił ją, a nasz buntowniczy deskorolkarz okazał się supergwiazdą. Przesłanie jest oczywiste – Avril udowadnia słuchaczom, że nie warto oceniać ludzi po pozorach, zamiast tego można dać szansę każdemu. Oba single kipią świetną, pozytywną energią, nie brakuje tam dźwięków gitary czy perkusji. Pełnym rockowej mocy utworem jest też Unwanted, dobrze wykorzystana gitara i agresywny wokal Lavigne z pewnością przypadną do gustu niejednemu miłośnikami mocniejszych brzmień.

Na wydawnictwie nie zabrakło również ballad, zdecydowanie warto dać szansę pięknemu i głębokiemu I’m With You, gdzie wokalistka ukazała się z zupełnie innej strony. Tu dzieli się swoim wsparciem z każdym, kto czuje się osamotniony. Warto również zwrócić uwagę na opowiadające o indywidualności i potrzebie bycia wyjątkowym Anything But Ordinary lub przyjemne Nobody’s Fool. Miły dla ucha jest też kawałek My World, który potem stał się tytułowym utworem dla koncertowej płyty wokalistki.

Album Let Go postawił Kanadyjce wysoką poprzeczkę. Moim zdaniem przekroczyła ją tylko raz – w przypadku mrocznego, klimatycznego Under My Skin. Później pozostała nam tęsknota za mroczną, ostrą Avril, która nosi krawaty, śpiewa o buncie, sile i indywidualności. Szkoda, że wokalistka porzuciła wyrazisty image dla wciąż skierowanego w modę alternatywną, ale mimo wszystko, różowego emo-kiczu. Zdecydowanie warto odbyć krótką podróż w czasie i dać szansę dokonaniom nastoletniej Avril Lavigne. Na Let Go znajdziemy mnóstwo różnych emocji i melodii, trafimy zarówno na kawałki pełne gniewu, jak i nostalgicznego spokoju – idealny na trwające lato.

oceny

autor recenzji

Sprawdź nasze inne

Recenzje