Wczorajszy koncert Thirty Seconds To Mars w łódzkiej Atlas Arenie był dowodem na to, że Jared Leto i spółka wciąż potrafią porwać tłumy. Zespół zaprezentował przekrojową setlistę, w której nie zabrakło hymnów pokolenia takich jak „Kings and Queens”, „This Is War” czy emocjonalne „The Kill”.
Koncert miał nie tylko muzyczny, ale i bardzo osobisty wymiar – w jednym z najbardziej uroczych momentów wieczoru Jared zadzwonił na FaceTime do swojej mamy, umożliwiając tysiącom fanów wspólne pozdrowienia. Ta spontaniczna chwila spotkała się z ogromnym entuzjazmem publiczności.
Nie zabrakło też bardziej kameralnych dźwięków – frontman sięgnął po gitarę akustyczną, by wykonać m.in. fanowskie życzenie „Was It a Dream?” oraz poruszające „Stay” Mikky’ego Ekko. Te momenty pokazały bardziej liryczne oblicze zespołu i spotkały się z ciepłym przyjęciem. Kulminacją energetycznego wieczoru był bis złożony z „Stuck”, „The Kill” i nieśmiertelnego „Closer to the Edge”, który rozgrzał publiczność do czerwoności. Leto podziękował fanom za obecność i zapowiedział powrót zespołu (trzymamy za słowo!) do Polski w przyszłym roku – co zostało przyjęte z gromkimi brawami.
To był wieczór pełen emocji, wzruszeń i świetnego rocka. Thirty Seconds To Mars pokazali, że potrafią nie tylko grać, ale też nawiązywać prawdziwą więź z publicznością.
Organizatorem koncertu była agencja Live Nation. Zapraszamy do fotorelacji Sławomira Dudy z koncertu w Łodzi.



























