This Is War jest dla mnie albumem kończącym pewna erę zespołu braci Leto. Już tutaj Panowie co prawda nieco kombinowali z elektroniką, jednak kolejne albumy, szczególnie ostatni – AMERICA, wyraźnie odbiegają do tego, za co fani pokochali grupę wiele lat temu. Przenieśmy się więc do czasów, kiedy Thirty Seconds To Mars nie tworzyło powszechnych kompozycji, a uwielbiane było za swój rockowy pazur i znakomicie dopracowane utwory.

Muzyka braci Leto towarzyszy mi od dawna. The Kill, Hurricane, Edge Of The Earth, Oblivion, to jedne z tych kompozycji, do których wciąż wracam i wracam. Od kilku lat jednak kierunek grupy zmierza w stronę znacznie oddaloną od moich oczekiwań. Kiedy Panów opuścił Tomo Miličević, jeszcze bardziej zwątpiłam w przyszłość jednego z moich ukochanych od lat zespołów. Powróćmy dziś razem do czasów świetności Thirty Seconds to Mars. Czasów albumu This Is War.
Wydawnictwo z 2009 roku otwiera Escape. Wraz z wejściem wokalu Jareda, zaczynamy zatracać się w dźwiękach albumu. „This is war!” Kolejna pozycja to znakomity kawałek Night Of The Hunter. Ciekawy zabieg tworzy w tym przypadku odpowiednio wyważone połączenie rockowej gitary i perkusji z elektroniką. Mocny charakter utworu zostaje więc zachowany.
Kings & Queens to pozycja nieco mniej mroczna w brzmieniu. Refren robi tu swoją robotę, a na koncertach Panów do dziś wciąga do zabawy wszystkich fanów. „We were the kings and queens of promise / We were the victims of ourselves / Maybe the children of a lesser God / Between heaven and hell”
Dalej czeka na nas równie dobra, tytułowa kompozycja – This Is War. Stopniowo narastające napięcie i ten refren… „To the right, to the left / We will fight to the death”. Niesamowita, pełna energii ścieżka z doskonałym jak zawsze wokalem, świetnymi instrumentami (smyczki!!!) i dopracowanym w najmniejszym szczególe teledyskiem.
Chwilę wyciszenia przynosi nam akustyczne 100 Suns. Czy nie brakuje tu rockowego klimatu? Absolutnie nie. Pomimo swego charakteru, piosenka nie odbiega drastycznie od całości albumu, wręcz stanowi dobre jego uzupełnienie. Tym bardziej, że mocniejsza odsłona grupy powraca już w następnej pozycji – Hurricane. Cóż mogę napisać. To kolejna doskonale dopracowana kompozycja. Stały motyw pianina przeplatający się z elektronicznymi dźwiękami, plus wokal Jareda wyśpiewujący kolejny nieprzeciętny tekst. „Tell me, would you kill to save a life? / Tell me, would you kill to prove you’re right? Crash, crash, burn, let it all burn / This hurricane’s chasing us all underground”
Kolejną ścieżką na albumie jest uwielbiane przez fanów do dziś Closer To The Edge. Najbardziej w tej piosence lubię bridge, gdzie zespół i jego wielbiciele stają się wręcz powiedziałabym jednością. Tomo i Shannon łączą ze sobą brzmienie gitary i perkusji jeszcze lepiej niż zwykle, a Jared wraz z fanami wykrzykuje tekst. Coś absolutnie pięknego.
Vox Populi to piosenka stworzona do odśpiewania jej tłumnie. Wspólne wyklaskiwanie rytmu i śpiew publiczność wprowadzają ponownie atmosferę pewnego rodzaju spójności między grupą oraz słuchaczami. Bridge to ponownie majstersztyk. Wraz z Shannonem stajemy się perkusistami i stopami wybijamy rytm, jednocześnie wczuwając w nastrój utworu. „This is a battle song / Brothers and sisters”. Kolejna piosenka – Search and Destroy – dostarcza słuchaczowi mnóstwo energii, oczywiście głównie za sprawą mocnego, momentami wykrzyczanego refrenu.
Delikatne brzmienie pianina otwiera kolejny utwór – Alibi. To właśnie pianino jest w tym utworze wiodącym instrumentem, co osobiście uważam za świetny wybór. Przy ostatnim refrenie zapewne niejeden słuchacz wielokrotnie uronił łzę. To jak Tomo, Shannon i Jared działają tu na emocjach słuchacza jest niesamowite.
Pomimo tego, że przedostatni utwór – Stranger In A Strange Land, jest najdłuższym na albumie (trwa prawie 7 minut), nie ma w nim czasu na nudę. Każda sekunda zdaje się być dokładnie przemyślana. Znaczącą rolę odgrywają tu dźwięki elektroniczne. Mimo wszystko, utwór nie odbiega od pozostałych kompozycji na albumie i doskonale wpisuje się w klimat płyty. Tak oto (niestety!) dotarliśmy do pozycji ostatniej – L490. Nie poprawiajcie słuchawek/głośników! Sprzężenie na początku utworu jest zamierzone. Przechodzimy potem płynnie do jego łagodniejszej części, zwieńczonej słowami recytowanymi przez… Tybetańskich mnichów.
This Is War to dla mnie album kompletny, w pełni dopieszczony. Spójny klimat wydawnictwa, świetne teksty, emocjonalny wokal Jareda i instrumenty, które nie zostały jeszcze całkowicie wygryzione przez elektronikę. Zaangażowanie fanów w tworzenie albumu poprzez użycie ich głosów w chórkach stanowi kolejny plus wydawnictwa. Na powrót dawnego brzmienia 30STM, jak wspominałam, raczej nie ma co liczyć. Pozostaje nam więc delektować się dawnymi albumami Panów, kiedy to serwowali fanom naprawdę dobrą muzykę, a nie podążali za resztą muzycznego światka, wielbiącego się w elektronice.
- Data premiery:
- Single:

