The Wombats – Glitterbug (2015), recenzja Joanny Gulewicz

Być może nazwa the Wombats mówi wam niewiele. Nic dziwnego – formacja ma dość niewielki staż na scenie, a krążek Glitterbug to dopiero trzeci studyjny album Brytyjczyków. Historia zespołu jest jak historia z komedii romantycznej – trójka zbłąkanych chłopaków w wielkim mieście i ich muzyczna przyjaźń, która szybciutko owocuje albumem Girls, Boys and Marsupials. Młodzi, utalentowani, wytrwali – w rok po debiutanckim krążku ukazuje się A Guide to Love, Loss & Desperation, a zespół odnosi spektakularny sukces. Nawet jeśli nie wiecie o kim mowa, z całą pewnością gdzieś obiło się wam o uszy euforyczne Moving To New York. Kawałek dobrnął do 13-ego miejsca na Brytyjskiej liście UK Singles, zaś płyta, z której pochodzi na UK Albums Chart zajęła pozycję 11-tą. W połowie kwietnia światło dzienne ujrzał ich najnowszy krążek – Glitterbug. Czy potrafili sprostać własnemu sukcesowi?

Album otwiera rozmarzone Emoticons. Bazę utworu stanowi dość prosta, choć wdzięczna linia keyboardu, której wtóruje stłumiona i subtelna sekcja wokalna. Kołysząca melodyka utworu skrzydeł nabiera dopiero w refrenach, gdzie nieoczekiwanie wybrzmiewa pełne perkusyjno-gitarowe instrumentarium, osiągając wysokie pozycje na pięciolinii. Na wyżyny wspina się również głos, który w refrenie wybucha zwielokrotnionym, euforycznym krzykiem.

Singlowe Give Me A Try to kolejny energetyczny koktajl. Podstawowym tworzywem kawałka są rytmizujące dźwięki keyboardu, które otwierają ścieżkę dialogu z głosem. Wraz z rozwojem kompozycji w tkankę melodii wiodącej powoli wplatają się kolejne instrumenty. Apogeum dźwięku podobnie jak w przypadku otwierającego krążek Emoticons kawałek osiąga w refrenie. Wokal skacze wzwyż pięciolinii, pociągając za sobą resztę instrumentarium. Wszystko utrzymane w durowej, wysokiej i opalizującej keyboardami tonacji. Podobnie rzecz się ma z Pink Lemonade.

Nieco inaczej sprawa wygląda w wypadku kolejnego singla – Geek Tragedy. Robi się nieco bardziej nastrojowo i marzycielsko. Jednostajna, choć powolna linia melodyczna zwrotek niespodziewanie zatrzymuje się w refrenach, by na chwilę ustąpić miejsca keyboardowymi wielodźwiękowi. Specyficzny nastrój rozpływania się i rozmarzenia został osiągnięty dzięki wydłużeniu poszczególnych partii wokalnych, które swobodnie przepływają przez zmienne dźwięki na jednym wdechu.

Kolejna zmiana nastrojowości wystąpi w Be Your Shadow. Kawałek mimo tego charakterystycznego dla Wombatów operowania wysokimi keyboardowymi dźwiękami dryfuje na granicy melancholii i stłumionej radości. W zwrotkach dominują minimalistycznie, okrojone z wielości dźwięków efekty. Instrumentarium ogranicza się do niewyraźnych ech, pogłosów i odbić a na plan pierwszy wysuwa się głos, który na tle tak wyciszonej melodyki wydaje się uwypuklać molową, refleksyjną stronę kawałka. Podobnie sporawa wygląda w wypadku kompozycji Curveballs.

Headspace z kolei to jeszcze inna historia. Utwór bazuje na tłoczących się syntezatorach przywodzących na myśl muzykę szalonych lat 70-tych i 80-tych. Nie nastawiajcie się jednak na łagodne, kołyszące podróże w klimacie disco – nic z tego! Tryskający pozytywną energią wokal i powoli płynące w dal syntezatorowe tło jak to często u Wombatów bywa zmieniają swoje oblicze w refrenach. Pierwszą część refrenu kontynuuje sympatyczną, nieskomplikowaną ścieżkę melodyczną zwrotek ale w drugiej części dochodzi do eksplozji pozytywnego brzmienia. Również wokal nieoczekiwanie skacze w wysokie rejestry i rośnie w natężeniu, by wybuchnąć czystą, rozkrzyczaną euforią.

This Is Not a Party dla odmiany to kompozycja stworzona w duchu tej charakterystycznej Brytyjskiej nonszalancji, w którą zapatrzony jest cały świat. W zwrotkach jest czupurnie, figlarnie i obiecująco. Dość prosty motyw wiodący z chłopięcym, rozbawionym wokalem i sporą dawką syntezatorów. Pod koniec drugiego refrenu ta sielska aura zostaje skutecznie przełamana gniewnym, rozwrzeszczanym głosem i perkusyjnym jazgotem rozwichrzonych i nawarstwionych dźwięków. Szkoda, że tylko tutaj..

Jeszcze inaczej sprawa wygląda w wypadku Isabel. Tym razem The Wombats stawiają na klasyczną, pościelową balladę – stłumione, niespieszne keyoboardowe tło i rozkołysany, senny wokal. Trochę to za proste, trochę za bardzo okrojone z melodyki, trochę za „takie samo jak setki innych kawałków”. Moim faworytem Isabel zdecydowanie nie jest.

Z pomocą przychodzi tutaj ostatni singiel z krążka. Your Body Is a Weapon to porządna dawka radosnego, gitarowego indie. Silniej zaznacza się tutaj dynamizująca całość perkusja i znacznie wyżej podnosi się sekcja wokalna. W refrenach do głosu dochodzą również zdecydowane gitary. Całość bardzo mocno trzyma się wysokich rejestrów i tonacji durowej, nie nurzając się jednak w krępującej sztampie. Jedna z lepszych kompozycji na płycie.

Ciekawą propozycją wydaje się również butne English Summer. Kawałek jest silnie zdynamizowany, rozkrzyczany i bardzo gitarowy. Zrealizowany z Brytyjskim, kapryśnym rozmachem i zbliżający The Wombats do projektów takich jak Arctic Monkeys, czy Babyshambles.

Podsumowując Glitterbug to chyba nie jest najlepszy krążek zespołu The Wombats. Znajdziecie tutaj kilka naprawdę fajnych kompozycji jak chociażby singlowe Your Body Is a Weapon, czy szalone English Summer ale niestety większość nie prezentuje niczego nowego ani konceptualnie ani technicznie. Powiedzmy sobie szczerze – singlem Moving To New York chłopcy z The Wombats ustawili sobie poprzeczkę dość wysoko i wszyscy wiemy, że stać ich na coś znacznie lepszego!

Czytaj również