Album Wake up od chłopaków z The Vamps ukazał się 3 lata temu. Rok temu natomiast ukazało się wydawnictwo Night & Day (Night Edition) mające być pierwszą częścią pełnego albumu dopełnioną później przez edycję „dzienną”. Czy tak się stało, czym jest i jak brzmi
Night & Day (Day Edition)?
W teorii Night & Day miało być krążkiem wydanym na raty. Edycja „Night” ukazała się jako pierwsza. Kilka dni temu (13 lipca) na półki sklepowe, po przełożonej z początku roku dacie premiery, wreszcie trafił drugi krążek z zapowiadanej serii. I jakież było moje zdziwienie, kiedy odkryłam, że na długiej na 18 utworów trackliście widnieje, aż 8 piosenek z tego co w oryginalnym założeniu miało być równorzędną „siostrą” płyty.
Można by powiedzieć, że jest to dobra sytuacja dla tych z fanów zespołu, którzy nie mieli jeszcze okazji kupić Night Edition. Patrząc jednak realistycznie jest ich raczej dość niewielu. W moim odczuciu raczej nic nie stało na przeszkodzie by ten album od początku był tworem pojedynczym. W takich ruchach widzę zawsze więcej marketingu, bądź presji ze strony wytwórni, niż szczerej chęci zadowolenia słuchaczy.
Ale może dość już tych rozważań na temat strategi sprzedażowych. Skupmy się na tym co dobiega z głośników po przyciśnięciu „play”.
Night & Day (Day Edition) to lekki, przyjemny pop-rock. Jak do tej pory promują ją dwa single. Personal z bardzo chwytliwym refrenem, nagrana wspólnie z Maggie Lindermann, oraz utwór Hair Too Long. Zaletą tego pierwszego, poza refrenem, który po kolejnym przesłuchaniu piosenki chcąc nie chcąc zaczniemy nucić jest dobór partnerki do pracy. Głos Maggie idealnie wpasowuje się w lekki klimat piosenki jednocześnie czyniąc go ciekawszym.
Muszę jednak przyznać, że z wybrańców do promocji to Hair Too Long jest tym, co można przyrównać do bardziej przystojnego z dwójki braci. Niby podobne bo przecież stylistyka prawie ta sama, muzycznie koncept też nie różni się jakoś diametralnie, a jednak ma więcej czaru i wydaje mi się, że również potencjału. Głos głównego wokalisty również wydaje się brzmieć lepiej niż w wypadku Personal.
Prawda jest jednak taka, że te utwory z albumu, które miały największy potencjał singlowy, choć powtórzone na krążku, o którym dziś mowa, zostały już wcześniej umieszczone na tak zwanej pierwszej części wydawnictwa i tam też wykorzystane jako single właśnie. Przebojowe i świetne All Night z gościnnym udziałem Matoma, czy równie dobre choć o troszkę innym charakterze, Hands z Sabriną Carpenter i Mikiem Perry. Są to kompozycje do promocji idealne. Chwytliwe, dość ciekawe, bardzo radiowe..
Kolejny dowód na to, że Day & Night naprawdę powinno być jednym krążkiem. Zwłaszcza, że na samej Day Edition znajdziemy kilka zapychaczy, bez których płyta spokojnie by się obyła przybierając jednocześnie kształt (i długość) bardziej standardową. Mowa tu na przykład o Pictures of Us czy Just My Type. Słucha się ich przyjemnie ale gdyby ich tam nie było raczej nie odczulibyśmy jakiegoś braku czy „dziury” w materiale.
Dla równowagi wspomnę jeszcze na koniec o kolejnej, obok Personal i Hair Too Long, dobrej piosence z Day & Night (Day Edition). Cheap Wine ma naprawdę przyzwoity podkład, wokale brzmią dokładnie tak jak powinny a utwór jako całość wpada w ucho.
Nowy album The Vamps raczej nie zawładnie światem. Jest lekki i przyjemny w odsłuchu ale niewiele na nim kawałków wyróżniających się od reszty i ciekawych na tyle by zagościć w naszej świadomości na lata.
Zdecydowanie powinien zostać wydany na raz jako jedna całość. W wypadku tego krążka dzielenie go nie tylko nie miało raczej żadnego sensu ale też z daleka pachnie zarobienia podwójnie. Mam wrażenie, że to już ostatni raz kiedy chłopaki sięgną po taki trik bo podobne taktyki na dłuższą metę zamiast generować większe zainteresowanie raczej odpychają.
