Choć pewnie trudno w to uwierzyć, to właśnie oni od ponad półwiecza wciąż na nowo definiują pojęcie „rock’n’roll”. Ich muzyka kształtowała i nadal formuje kolejne pokolenia artystów, a wysuwający się z obręczy ust język jest wciąż najbardziej rozpoznawalnym symbolem czasów świetności muzyki gitarowej. Zespół The Rolling Stones właśnie powrócił ze swoją najnowszą płytą.
Od założenia zespołu The Rolling Stones w 1962 roku minęło już ponad pół wieku. Od tamtego czasu świat muzyki przeżył ogromne przemiany – zmieniły się techniki produkcji, studia nagraniowe prezentują wyższe standardy, szturmem wkraczają coraz to nowsze technologie w sferze instrumentarium. Ten ciąg muzycznych transformacji i rwący pęd za tym, co nowe, nie przeszkodziły Brytyjczykom w wykonaniu gwałtownego nawrotu w kierunku bluesa lat 50. oraz 60. minionego stulecia i w wydaniu albumu w całości złożonego z utworów autorstwa takich artystów jak Buddy Johnson, Little Walter, Willie Dixon, Howlin’ Wolf, Eddie Taylor czy Memphis Slim. Po 11-letniej przerwie u schyłku ubiegłego roku Stonesi powrócili z nowym studyjnym wydawnictwem noszącym tytuł Blue & Lonesome.
Najnowszy album brytyjskiej formacji jest przede wszystkim ukłonem skierowanym w stronę jej bluesowych korzeni. To właśnie połączenie w szczególności chicagowskiego bluesa z rock’n’rollowym graniem stworzyło unikalne, nigdzie wcześniej niespotykane brzmienie Stonesów. I tak najnowszy album otwiera utwór Buddy’ego Johnsona, będący zarazem pierwszym singlem tego wydawnictwa, zatytułowany Just Your Fool. Już na początku otrzymujemy ogromną dawkę energicznych dźwięków, a w każdym z kolejnych dwunastu utworów tracklisty albumu przebija autentyczna, niczym nieposkromiona radość z grania. Mick Jagger, Keith Richards, Charlie Watts i Ronnie Wood bawią się muzyką, eksplorują dobrze im znany świat dźwięków bluesa, bo to właśnie z niego się wywodzą, ale zarazem nieustannie odnajdują w nim coś nowego. To wszystko słychać chociażby w niezwykle energicznym, silnym mimo upływu lat, pełnym ekspresji głosie lidera formacji.
Najnowszy album grupy The Rolling Stones wypełniony jest brzmieniem harmonijki ustnej, typowej dla tego gatunku muzycznego, obsługiwanej przez Micka Jaggera. Jednak mimo swego bluesowego charakteru, szkielet płyty Blue & Lonesome tworzą struny gitar poruszane przez Keitha Richardsa. Słychać to chociażby w utworze Commit a Crime, solowych fragmentach tytułowej ballady Blue & Lonesome czy w fantastycznym trzecim singlu z płyty zatytułowanym Ride 'Em on Down. All of Your Love to z kolei delikatne uderzenia Chucka Leavella oraz Matta Clifforda w klawisze, uzupełniające gitarowe tło tego utworu. Szeroki wachlarz różnorodnych dźwięków sprawia, że mimo hasła „blues”, które wisi nad tym krążkiem, i które w jakiś sposób go klasyfikuje, album w żadnym stopniu nie jest monotonny, a przy tym nużący.
Stonesi nadali tym utworom nowej świeżości, a do pracy nad dwoma z nich zaprosili znakomitą postać światowej muzyki – Erica Claptona. Jego charakterystyczny styl gitarowego grania możemy usłyszeć w coverach utworów Everybody Knows About My Good Thing autorstwa Milesa Graysona i Lermona Hortona oraz w zamykającym krążek I Can’t Quit You Baby Williego Dixona z 1956 roku. Udział Claptona niezmiernie urozmaica brzmienie tego krążka, rozszerza wachlarz dźwięków.
Brak autorskich, premierowych utworów Stonesów w żaden sposób nie czyni tego albumu w jakimkolwiek stopniu słabszym. Cechą wielkich artystów jest wzięcie na swój warsztat obcych utworów i zaaplikowanie w nich własnych pierwiastków w sposób wysublimowany i nieprzesadzony, bo – jak wiemy – coverów nie tworzy się na oryginalny wymiar. Stonesi ponownie pokazali wielką klasę.


Ten album Rolling Stonesów jest dla mnie zbyt bluesowy, zbyt tradycyjnie bluesowy, ale chwała zespołowi, że wciąż jeszcze daje muzycznie radę i jest na topie. :-)
Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.