Ogromny sukces High violet, trzy lata milczenia i w końcu zostajemy uraczeni dobrą płytą (płyta ukazała się 20 maja 2013). Ale czy uraczeni jest tu odpowiednim słowem? Po wielkim sukcesie, słuchacza zawsze dopadają wątpliwości, co będzie dalej? I dostajemy przyjemną płytę, jak to kiedyś powiedział wokalista rzeczonego zespołu – Matt Berninger tworzenie piosenek nie polega na pisaniu dobrych utworów, lecz na niepopełnianiu tych złych i to powinien być skrócony opis albumu.
Brooklyn w słuchawkach
Trudno zarzucić Trouble Will Find Me złego brzmienia czy niedojrzałych tekstów, ale trudno zostać powalonym na kolana. Jest to niewątpliwie album, którego chce się słuchać czy do niego wracać, by oderwać się od wszechobecnego dubstepu czy po prostu szumu w około.
High Violet była niczym roller coaster w porównaniu z ich najnowszym dzieckiem, które charakteryzuje się swoistą jednorodnością. Panowie nie chcieli zrobić kopii poprzednika, zrezygnowali z lekko przesterowanych gitar czy dodawania kolejnych partii perkusji. Album utrzymany jest w jednym, średnim tempie, brak wykrzykiwania przez frontmana partii wokalnych – choć kto wie, co będzie się działo na koncertach, jest to raczej bazowanie na jednym patencie wyśpiewywania wersów i łączenia rytmicznego.
Sea of Love niewątpliwie najlepszy wybór na singiel, jest zarazem 'najżywszym’ kawałkiem, zmiana tempa i 'marszowa’ perkusja jest budzikiem dla słuchacza. Wiele miejsca zajmują jednak patetyczne kawałki jak Fireproof czy Slipped. Ukłony dla finału This Is the Last Time, który jest genialnym pomysłem, wzbogaconym o żeński wokal i instrumenty smyczkowe – mistrz w budowaniu nastroju.
Moją sympatię niespodziewanie zdobył utwór I Need My Girl, które idealnie ukazuje kunszt zamykania całej esencji piosenki w jednym wersie- czy 'lejące się’ Humiliation.
Podsumowując to nieinwazyjna, kojąca dawka muzyki na wolne popołudnie. Ci, którzy oczekiwali HV II zostaną rozczarowani, ci, którzy kochają The National i tak będą zachwyceni. Jak dla mnie płyta niestety jest letnia, choć po kilku przesłuchaniach, można znaleźć w niej coraz więcej. Zastanawia mnie też czy moja ocena płyty wynika z przyzwyczajenia się do udziwnień i wybuchów w muzyce czy to kwestia czystego gustu niczym niepodyktowanego? I to jednak gust, a płyta nie stała się pretendentem do czołówki w mojej skromnej liście.

