The Fruitcakes powrócili z nowym albumem! Kompozycje ponownie utrzymane są w retro klimacie, przenosząc nas do pięknego świata muzyki lat 60-tych. To pozycja idealna dla fanów chociażby The Beatles, ale nie tylko! Muzyczna podróż z Into The Sun zachwyca bowiem na każdym kroku i jest po prostu warta poznania – o czym więcej w dzisiejszej recenzji.

The Fruitcakes zapewniają relaks, ukojenie, wyciszenie, wręcz wyłączenie z tego świata. Słuchacz mimowolnie wprowadzany zostaje w pewien rodzaj muzycznego transu, do którego chce się później wracać i wracać.
Już pierwsza pozycja na albumie Into The Sun jest absolutnie ujmująca. Wherever to zarówno dobry tekst, rozczulający wokal, jak i świetna, klimatycznie budowana warstwa instrumentalna. Pomyśleć, że to tylko początek…
Bas, gitara elektryczna, czy też perkusja? W Tell You More współpraca instrumentów przebiega tak płynnie i kojąco zarazem, że choćby tylko dla nich ma się ochotę ten numer wielokrotnie zapętlać! Z kolei Home to numer wręcz stworzony do filmowej sceny z wolnym tańcem, kiedy to zakochane pary całkowicie zatracają się w danej chwili, której ważny element stanowi właśnie oprawa muzyczna.
Tytułowa kompozycja – Into The Sun – jest najdłuższą na płycie, trwa aż ponad 7 minut. Niekiedy utwory takie stają się nieco przytłaczające, zbyt monotonne, ale nie w tym przypadku! Ciężko wymienić wszystko, co w tym kawałku zachwyca! Panowie zadbali o doskonałe budowanie jego napięcia przez każdą minutę, wykorzystując do tego między innymi klimatyczne smyczki. Znakomita pozycja!
Płynne zmiany tempa w Dalai Lama w prosty, acz rozważnie przemyślany sposób, urozmaicają kompozycję. Swoją drogą, „zabieg” ze zmianą tempa pojawia się na albumie wyjątkowo często. Mimo to, za każdym razem wszystko zdaje się idealnie ze sobą łączyć i absolutnie nie nudzi, czy też nie irytuje. Wydawnictwo pozostaje spójne. Dalej dostajemy Unravel, zatracające słuchaczy w brzmieniach organów, od lat nieustannie robiących wrażenie. Oczywiście wrażenie pozytywne! W kolejnym numerze – She Loves The Rain – szczególnie przypadło mi do gustu rozbicie wokalu, wypadające w pełni naturalnie, zupełnie nienachalne.
Pojawiło się już wiele instrumentów, ale o tych z grupy dętych jeszcze nie wspomniałam. Również i takie dźwięki znajdziecie na albumie, choćby w utworze Aim For The Sun. W kończącej go partii instrumentalnej nie znajdziecie popisowych solówek. Klimat albumu pozostaje jednak jak najbardziej utrzymany, w niezwykle przyjemny dla uszu sposób i… niczego więcej tam nie potrzeba! Choć zbliżamy się do końca płyty, poziom wciąż nie spada! W Lavender słyszymy między innymi wyraźniejszą gitarę, czy też chwytliwą perkusję. No i ten rozczulający chórek… Wydawnictwo kończy znany już słuchaczom singiel – Words of Love. Tym razem przestrzenią muzyczną władają dźwięki pianina, towarzyszące nam od intra, aż do końca trwania piosenki. Choć zapętlany jest stały motyw, nie odczuwamy, jakby wszystko stało się nadto jednolite i nudne. Jak oni to robią?!
Wychwaliłam The Fruitcakes, ale inaczej nie potrafię! Into The Sun jest albumem absolutnie zachwycającym na każdym polu. Choć kompozycje są w różny sposób zróżnicowane, to nie ma mowy o efekcie przerysowania. Wszystko odpowiednio wyważono. Warstwa instrumentalna została wyraźnie urozmaicona i jednocześnie niezwykle starannie dopracowana. Wokal brzmi świetnie, bardzo magnetycznie, nastrojowo, tworząc z melodią harmonijne połączenie. Również i teksty idealnie wpisują się w klimat wydawnictwa.
Panowie zabierają nas w podróż do lat 60-tych, w której osobiście będę z pewnością jeszcze niejednokrotnie im towarzyszyć. Wiem, że za każdym razem odnajdę w niej coś nowego, coś wyjątkowego. To jeden z najlepszych, najbardziej dopracowanych polskich krążków, jakich przyszło mi w ostatnim czasie wysłuchać. Dziękuję za tę wyborną muzyczną ucztę!
- Data premiery: 13 03 2020
- Single: Wherever, Words of Love

