Australijski zespół pop-punkowy The Faim wkracza w świat wielkiej muzyki ze swoim debiutanckim albumem State of Mind.
Australijczycy z The Faim (z francuskiego „głód”, aczkolwiek zbieżność brzmieniowa z angielskim słowem „sława” również zapewne nieprzypadkowa) poznali się w liceum. Josh Raven (wokal), Sam Tye (gitara), Stephen Beerkens (bas i klawisze) oraz Linden Marissen (perkusja), wcześniej znani jako Small Town Heroes, złapali wiatr w żagle latem 2016 roku. To właśnie wtedy znany producent muzyczny John Feldmann ogłosił, że poszukuje zespołów z doświadczeniem koncertowym, ale nie mających podpisanego kontraktu z żadną wytwórnią. Pomimo braku doświadczenia The Faim postanowili odpowiedzieć na ogłoszenie, przekonani, że ich kreatywność i zaangażowanie zapewni im szansę na rynku muzycznym. Udało się – w 2017 roku byli już w kalifornijskim studio, gdzie pod okiem Feldmanna pisali i nagrywali z pomocą takich sław jak Pete Wentz (Fall Out Boy), Mark Hoppus (blink-182), Josh Dun (Twenty One Pilots) czy Ashton Irwin (5 Seconds of Summer).

Wśród swoich inspiracji Australijczycy wymieniają All Time Low, The 1975, Paramore, State Champs, A Day To Remember, Fall Out Boy, Panic! At The Disco czy nawet Metallicę. Muzyka, którą proponują na swoim debiutanckim albumie, to świetnie wyprodukowany pop rock / pop punk, w którym słychać echa wyżej wymienionych zespołów, ale także sporą dawkę oryginalności.
Album otwiera Tongue Tied, oparte na szybkim, pop-rockowym hooku, szokujące nagłą zmianą rytmu w refrenie. Od samego początku na pierwszy plan wysuwa się utalentowany wokalista Josh, bez problemu radzący sobie w górnych rejestrach. Zespół robi z tego świetny użytek, nie stroniąc od hymnowych, momentami patetycznych refrenów – taki pojawia się na przykład w Infamous, które brzmi podobnie do nowych dokonań ONE OK ROCK czy All Time Low.
To jednak tylko jeden z kilku „typów” utworów, z którymi mamy do czynienia na State of Mind. Ten drugi to piosenki o wolniejszym tempie, nastawione na wzruszanie – takie jest singlowe Humans, Beautiful Drama z wykrzyczanym, agresywniejszym refrenem, czy opowiadające o nostalgii za utraconym uczuciem Words Apart. Jedyna pełnokrwista ballada na albumie to Where The River Runs, poruszający temat skomplikowanej relacji z ojcem.
Kolejny rodzaj utworów, które proponują słuchaczom The Faim, to energetyczne hity. W tej kategorii mieści się niesamowicie chwytliwe, przewrotne lirycznie Summer Is a Curse. Instrumentacja tego utworu od razu przywodzi na myśl jakość spod znaku 5 Seconds of Summer – nic dziwnego, ponieważ to właśnie w tworzeniu tego utworu pomagał Ashton Irwin. Z kolei Buying Time serwuje nam znakomite gitary oraz ciekawe efekty na wokalu. Nie można także nie wspomnieć o znakomitym singlu Amelie z niesamowicie radiowym refrenem – komercjalny potencjał tej piosenki jest ogromny. Według zespołu, za utworem stoi następujący koncept: wszyscy rodzimy się tacy sami, ale kształtuje nas środowisko. Bodźce zewnętrzne mogą wpływać na nas zarówno pozytywnie, jak i negatywnie, ale to my kontrolujemy nasze reakcje. Tytułowa Amelie, zainspirowana francuskim filmem o tym samym tytule, to zarazem przyjaciółka wokalisty Josha.
Na wyróżnienie, a może nawet miano najlepszej kompozycji na płycie zasługuje zamykające ją, tytułowe State of Mind. Utwór jest energiczny i refleksyjny zarazem, z wybuchowym refrenem, w którym prym wiedzie perkusista. Jeśli The Faim zdecydują się grać State of Mind na żywo, utwór na pewno stanie się jednym z faworytów publiczności.
State of Mind, chociaż wydany już po wakacjach, to album letni całym sercem i duszą. Chociaż nie jestem kierowcą, chciałabym słuchać go w samochodzie – uważam, że świetnie sprawdziłby się w długiej podróży. The Faim z powodzeniem stosują zabieg przeplatania energetycznych utworów wolniejszymi i bardziej nostalgicznymi, zapewniając słuchaczowi rozrywkę i jednocześnie szybko się z nim zaprzyjaźniając. Pisane przez nich teksty są proste, ale skuteczne, nad przesłaniem utworów nie trzeba się zastanawiać, chociaż momentami brakuje im nieco głębi. Na szczęście Australijczycy nie toną w pop-rockowej słodyczy, nie bojąc się głośnych gitar i perkusji. Umiejętnie posługują się także talentem swojego wokalisty. W świat wielkiej muzyki The Faim wkraczają ze znakomicie wyprodukowanym, dopracowanym albumem, którego nie powinni się wstydzić nawet za dwadzieścia lat.
Jeśli chcecie zobaczyć The Faim na żywo, zespół wystąpi 7 września w warszawskim klubie Hydrozagadka. Bilety w cenie 49 złotych dostępne są na stronie Livenation.pl.
- Data premiery: 13 09 2019
- Single: Summer Is a Curse, Amelie, Humans
