W minioną sobotę odbył się kolejny koncert The Dumplings z trasy pt. „Przykro mi”. Jest to pożegnanie zespołu z publicznością przed przerwą w działalności. Tym razem artyści zawitali do swoich rodzinnych stron, a mianowicie do katowickiego klubu P23. Była to jedna z wielu miejscowości, gdzie zespół dumnie przed nazwą mógł dopisać SOLD OUT.
Trudno wierzyć, że jednego z najlepszych zespołów polskiej sceny muzycznej nie zobaczymy w najbliższym czasie na scenie. Justyna i Kuba postanowili odpocząć, a tym samym zaczerpnąć nowych inspiracji. W takich momentach przychodzi czas pożegnania, a tacy artyści, jak oni nie mogli zrobić tego w inny sposób niż w swoim żywiole, czyli na scenie. Chętnych na póki, co ostatnie muzyczne spotkanie nie brakuję, o czym można było przekonać się w minioną sobotę w Katowicach.
Dwie godziny przed koncertem klub P23 już przepełniała masa sympatyków twórczości młodych artystów, którzy z niecierpliwością oczekiwali na dawkę muzycznych wrażeń. Czas oczekiwania umiliła im charyzmatyczna Ina West, która wystąpiła w charakterze supportu. W końcu zgasły światła i chwile po 21 na scenie pojawiły się gwiazdy tego wieczoru, czyli Justyna Święs i Kuba Karaś w towarzystwie Mateusza Modrzejewskiego, który pierwszy raz na tej trasie przejął branżową „pałeczkę”, grając na perkusji. Koncert rozpoczął się tytułowym utworem trasy, czyli „Przykro mi”, który bez dwóch zdań wprowadził publiczność w pożegnalny charakter całego przedsięwzięcia.
Artyści podczas koncertu sięgnęli po utwory nie tylko z najnowszego krążka „Raj”, ale była to muzyczna podróż w czasie po wszystkich trzech albumach i nie tylko. Na ich setliście znalazły się również „Dla nas” oraz „Bez słów”, które nie znalazły się na żadnym wydawnictwie. Utwory przeplatały się ze sobą obrazując różnorodność, jaka przez lata towarzyszyła zespołowi. Publiczność na przemian bawiła się i skakała do utworów, takich jak „Frank”, czy „Raj”, żeby potem wyciszyć się w rytmach „Darkside” oraz „Odyseusza”.
Całemu koncertowi towarzyszyła nie tylko genialna oprawa muzyczna, ale także wizualna. Przy spokojniejszych utworach takich, jak „Technicolor Yawn” ze sceny rozpromieniły się lasery, które stworzyły niepowtarzalny klimat. Każdy element świetlny doskonale współgrał z każdym dźwiękiem, a przy tym podkreślał, że to muzyka jest na pierwszym planie, a nie nawet osoby ją wykonujące. Artyści większość koncertu byli schowani pod ciemną smugą światła, z paroma wyjątkami, jak np. przy „Nie gotujemy”, który ponadto był jednym z najbardziej wzruszających momentów całego koncertu. Publiczność bowiem przygotowała kartki z napisem „Przykro mi”, które na tym utworze wzniosła dumnie do góry, pokazując zespołowi, że ich przerwa nie jest im obojętna.
Ostatnim z utworów był „Tam gdzie będzie nudno, ale gdzie będziemy szczęśliwi”, który był doskonałym zwieńczeniem całego wydarzenia. Zarówno spokojny, jak i dynamiczny pozwolił sympatykom zespołu na wspólną zabawę, a także wspólne wyciszenie i śpiewanie na solowych i wolniejszych partiach Justyny i Kuby. Myślę, że utwór sam w sobie jest podsumowaniem twórczości zespołu, który jednocześnie bawi, jak i wzrusza, jest spokojny i dynamiczny, tak jak zespół The Dumplings.
Koncert w Katowicach był zdecydowanie niebywałym muzycznym doznaniem. Kuba i Justyna weszli na światowy poziom. Na scenie nie ma już przestraszonych dzieciaków, a są dojrzali i świadomi artyści. Nazwa trasy jest niezwykle trafna, bo każdemu jest „przykro”, że na dłuższy czas stracimy tak zdolny duet, tym bardziej, że żegnają nas w tak wielkim stylu. Pozostaje nam z wytęsknieniem czekać na ich powrót, a znając tę dwójkę, będzie to wielkie wydarzenie pełne nowego, świeżego brzmienia, jakiego jeszcze nie było.

