The Drums – Brutalism (2019), recenzja Izabeli Zadury

Inne recenzje

The Drums: niegdyś zespół nazywany nową nadzieją współczesnej muzyki, dzisiaj już tylko frontman Jonny Pierce, tworzący co chce i jak chce. Czy to recepta na dobry album? Sprawdźmy, słuchając Brutalism.

Znalezione obrazy dla zapytania The Drums - Brutalism

Jonny i Jacob spotkali się jako dzieci na obozie poświęconym studiowaniu Biblii, i tak zaczęła się ich przyjaźń oraz współpraca. Po kilku przeprowadzkach oraz zbieraniu członków zespołu po całych Stanach Zjednoczonych, The Drums zaczęli wydawać albumy. Od debiutanckiego krążka zatytułowanego po prostu The Drums minęło już dziewięć lat. Lets Go Surfing słyszał chyba każdy – lekki utwór z wesołym pogwizdywaniem w tle niesamowicie wpadał w ucho, na nowo definiując surf rocka, czyli muzykę kojarzącą się z kalifornijską plażą, gdzie lato trwa przez cały rok.

Dzisiaj z oryginalnego składu The Drums ostał się wyłącznie wokalista Jonny Pierce, który najnowszy album, Brutalism, napisał i nagrał w większości samodzielnie, czasem prosząc o wsparcie znajomych muzyków, jeśli jakaś partia gitarowa sprawiała mu szczególny problem. Było to na pewno trudne zadanie, a jednak słuchając Brutalism odnosimy wrażenie, że artyście przyszło kompletnie bez wysiłku.

Album otwiera Pretty Cloud, zaskakując wyrazistym, elektronicznym rytmem w stylu retro. Utwór niepokoi dysonansem między dość mroczną warstwą muzyczną a słodkim, spokojnym tekstem (Hey, I’m so sorry you feel sad / I wanted to tell you that I love your sensitivity / And I was so glad you called me this morning / And for the messages that you sent me yesterday). Ten dysonans nadaje Pretty Cloud niesamowitej świeżości, która sprawia, że dodaję ten utwór do swoich ulubionych i na pewno będę do niego wracać. Kolejny utwór, Body Chemistry, to słodka melodia ze smutnym tekstem poruszającym kwestię depresji i poczucia izolacji (Oh, everyone is in one room / And I’m in the next room / I lean into the corner / I smell the wall, I exhale, I smell it again).

626 Bedford Avenue próbuje być gorzkim popem. Piosenka jest spójna, wygładzona i rytmiczna, ale irytuje swoją powtarzalnością i wylewającą się z każdego dźwięku ironią. Nie jest to raczej utwór, do którego kiedykolwiek wrócę. Dużo lepiej wypada Brutalism, którego warstwa muzyczna byłaby na miejscu w fitnessowym video z lat 80.: tym wesołym, świeżym bitem przykryty jest smutny, nostalgiczny tekst o miłości. Piosenka ma w sobie sporą dozę oryginalności i powietrza.

W samym środku albumu kryje się perełka pod tytułem Loner. Utwór z pozoru plażowy i niesamowicie lekki, z wibrującą gitarą nabiera wartości dopiero wtedy, gdy poświęcimy uwagę tekstowi, w rozbrajająco szczery sposób opisującemu samotność i problemy z nawiązywaniem relacji międzyludzkich (And I don’t want to be alone / And I am scared of all the people in the world / And I have never had a home / I am too afraid so I keep moving through the world). Utwór płynnie przechodzi w I Wanna Go Back, które zamienia gitary na syntezatory rodem z lat 80. Niepokojący klimat utworu świetnie wpasowałby się w ścieżkę dźwiękową do najnowszego sezonu Stranger Things, którego akcja będzie rozgrywać się latem. Są tu nawet dźwięki fal rozbijających się o brzeg!

Wrażenia nie robi na mnie Kiss It Away, kolejna słodka piosenka bez większej głębi, która pod koniec nagle się urywa. Następne jest Nervous, oparta na gitarze akustycznej prawie klasyczna ballada. Prawie, ponieważ coś w wokalu Jonny’ego nieustannie sprawia, że podaję w wątpliwość każde wyśpiewane przez niego słowo – wszystko wydaje się być przesiąknięte ironią, do pewnego stopnia prześmiewcze i zaserwowane z dystansu. Album zamyka Blip Of Joy, żywe i optymistyczne. Artysta nie uległ pokusie umieszczenia na końcu płyty powolnej, smutnej ballady, i należą mu się za to ogromne brawa – to jeden z trendów, które mogą irytować.

The Drums to alternatywny pop w swoim najczystszym, minimalistycznym wydaniu. Niezwykle modne inspiracje muzyką lat 80. znajdują na albumie Brutalism swoje miejsce między słodkimi dźwiękami surf rockowych gitar. Lirycznie, Jonny Pierce nie boi się opowiadać o swoich problemach i lękach, a to, czy jesteśmy w stanie mu uwierzyć, to już indywidualna kwestia każdego słuchacza. Brutalism to spójny album, który mimo wszystko pozostawia mnie z nieco mieszanymi uczuciami – następnym razem proponuję mniej cukru, a więcej pazura, jak w utworze Pretty Cloud.

The Drums - Brutalism
  • Data premiery: 05 04 2019
  • Single: Body Chemistry, 626 Bedford Avenue, Loner
Najlepsze utwory: Pretty Cloud, Loner, I Wanna Go Back, Brutalism
Najsłabsze utwory: 626 Bedford Avenue, Kiss It Away


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Izabela Zadura
Izabela Zadura
Poszukiwaczka wartościowych tekstów, propagatorka pop-punku, bywalczyni licznych koncertów.

Czytaj również

The Drums: niegdyś zespół nazywany nową nadzieją współczesnej muzyki, dzisiaj już tylko frontman Jonny Pierce, tworzący co chce i jak chce. Czy to recepta na dobry album? Sprawdźmy, słuchając Brutalism. Jonny i Jacob spotkali się jako dzieci na obozie poświęconym studiowaniu Biblii, i tak zaczęła...The Drums - Brutalism (2019), recenzja Izabeli Zadury