THE CARTERS – EVERYTHING IS LOVE (2018), recenzja Weroniki Oszajcy

Gdy kilka miesięcy temu Beyoncé i Jay-Z ogłosili ogólnoświatową trasę On The Run II, wśród fanów zawrzało. Pierwsze koncerty tour’u już za nami, a do wyczekiwanego z ekscytacją koncertu pary w Polsce pozostały niecałe dwa tygodnie. Nikt nie spodziewał się, że ni stąd ni zowąd na należącym do pary Tidalu zadebiutuje wspólne wydawnictwo słynnego małżeństwa. Sobotniej nocy, Carterowie wydali pierwszy stworzony wspólnie studyjny album, EVERYTHING IS LOVE. Cóż, w ich przypadku niespodzianki powinny przestać kogokolwiek zaskakiwać, prawda? Przecież kto jak kto, ale Carterowie doskonale wiedzą co należy robić, by utrzymać się na szczycie.

Tak kończy się trylogia, zapoczątkowana w 2016 roku. To wtedy Beyoncé niespodziewanie wypuściła Lemonade, wybitny album koncepcyjny, w którym artystka wyraziła swoje emocje związane między innymi ze zdradami męża. Znaleźliśmy na nim nie tylko gniew i ból silnej, pewnej siebie kobiety, ale również miłość i przebaczenie.  Raper również podjął tę tematykę w zeszłorocznym wydawnictwie 4:44, gdzie z nieukrywanym żalem i skruchą przyznał się do ran zadanych żonie. Everything Is Love zawiera dziewięć całkowicie nowych utworów, powstałych w wyniku współpracy wokalistki i rapera, a także osobny bonus w postaci kawałka SALUD!. Dzieło rozpoczyna się nastrojowym kawałkiem Summer, gdzie dominującą rolę odgrywa mocny wokal Beyoncé. Jest to spokojny utwór, który idealnie sprawdzi się letnią porą, podczas sielankowych wieczorów i wakacyjnych przejażdżek. Nie mamy jednak wiele czasu, by zagłębić się w ten klimat, gdyż zaraz potem przychodzi czas na prawdziwą petardę – singiel APESHIT, stworzony we współpracy z trio Migos oraz Pharellem Williamsem. Elektroniczne, potężne bity oraz świetnie zarapowany tekst z pewnością przypadną do gustu fanom zarówno raperskiego talentu Jay’a Z, jak i miłośnikom Beyoncé. Oczywiście wraz z singlem, natychmiast pojawił się również teledysk. Małżeństwo zdecydowało się nakręcić go w Luwrze, efekt jest miażdżący, a utworowi wróżę szybki podbój szczytów niejednego prestiżowego notowania.

Warto zwrócić uwagę na Nice, to następny efekt współpracy małżonków z Pharrellem Williamsem. Jego obecność podczas procesu twórczego okazała się bardzo korzystna, bowiem zarówno tekst, jak i melodia momentalnie wpadają w pamięć, szumiąc w głowie na długo po zakończeniu się utworu. Kolejna nuta to 713, jeden z moich absolutnych faworytów. Dominuje rap w wykonaniu Jay’a, jednak nie brakuje też partii Beyonce, które doskonale dopełniają kawałek, dodając mu mocy. Fani z pewnością zwrócą uwagę na nawiązanie do pierworodnej córki artystów Blue Ivy oraz solowego kawałka Beyoncé, Blue. Ciekawymi pozycjami są także rytmiczne, zdominowane charakterystyczną barwą głosu wokalistki Heard About Us oraz Black Effect. Ten ostatni został wzbogacony samplami z kawałka Broken Strings, autorstwa japońskiej grupy grającej progresywnego rocka, Flower Travellin’ Band, dzięki czemu kawałek brzmi świeżo i z łatwością można poczuć w nim klimat lat 70. Nie jest to jedyny utwór, w którym zastosowano ten zabieg, w zamykającym album kawałku LOVEHAPPY również pojawiły się sample z innej nuty. Tym razem wybrano dzieło Victory Is Certain awangardowo – ambientowego amerykańskiego basisty, Billa Laswella. Jest to świetne podsumowanie treści longplay’a – mówi o głębokiej, i mimo przebytego bólu, szczęśliwej miłości między dwojgiem muzyków.

Nie sposób nie wspomnieć o osobnym, bonusowym utworze. Wspomniane już wcześniej przeze mnie SALUD!, to EVERYTHING IS LOVE to apetyczne zakończenie historii, która odbiła się głośnym echem zarówno w muzyce, jak i w świecie hollywoodzkich gwiazd. Jest to coś całkowicie świeżego, a zawartość krążka odbiega od tego, czego można by oczekiwać od solowych wydawnictw diwy, która nieoczekiwanie dobrze sprawdziła się w roli raperki. Powstanie tego longplay’a było kwestią czasu, pamiętamy przecież, że Carterowie mają za sobą już kilka udanych kolaboracji i chętnie współpracują ze sobą przy różnych projektach. Wydany ostatnio album to doskonały dodatek do trwającej trasy koncertowej oraz manifest miłości, jedności i współpracy, czyli tego, co łączy dwójkę małżonków. Połączenie wielkiego głosu Beyonce, wybitnego talentu raperskiego Jay’a z dopracowanymi do perfekcji tekstami, muzyką i charakterystycznym dla Carterów rozmachem nie mogło pozostać bez echa. Cóż, można ich uwielbiać, albo nienawidzić, ale jedno jest pewne – obok debiutu THE CARTERS nie da się przejść obojętnie.

 

Czytaj również