Tego słuchamy: Utwory, których nie możecie przegapić (Tydzień 216)

Wiemy, że uwielbiacie poniedziałki, bowtedy prezentujemy Wam co słuchamy. Dziś muzycznie obnażą się panowie – Jakub, Łukasz i Paweł.

Jakub Kopaniecki

Trzynasta w Samo Południe – Miasto

W oczekiwaniu na najnowszą płytę wrocławskiej formacji, panowie z Trzynastej w Samo Południe zaoferowali nam kąsek na tyle smaczny, że pozwala przymknąć oko na niemałe opóźnienie ich długooczekiwanej, drugiej płyty. Styl zespołu trudno pomylić, melodia i tekst łatwo wpadają ucho, ale ucho cieszy też jakość samego nagrania – to już nie garażowe eksperymenty, to pełnokrwisty rock n roll!

Beast in Black – No Easy Way Out

A przy ostrzejszym graniu pozostając, grupa Beast in Black supportując Nightwish zachwyciła mnie na tyle, że z wypiekami czekałem na więcej. Nie zawiodłem się – nowa płyta jest jeszcze bardziej kiczowata, teksty są jeszcze bardziej niedorzeczne, a wokalista pozwala się jeszcze bardziej ponieść śpiewaczej fantazji. Najnowszy singiel udowadnia tylko, że zdobytą popularność przekuto na solidny kawałek metalu!

Ladytron – The Island

Mistyczne, enigmatyczne, hipnotyzujące – w odniesieniu do twórczości Ladytron przymiotniki można mnożyć w nieskończoność. Pierwszy singiel ze świeżutkiego jeszcze albumu brytyjskiej grupy zabiera nas w daleką, psychologiczną podróż w nieznane – nie wrócimy z niej już tacy sami.

Pet Shop Boys – On social media

I ponownie coś z brytyjskiego, elektronicznego podwórka, tym razem jednak mamy do czynienia z prawdziwą legendą. Aż trudno uwierzyć, że Pet Shop Boys debiutowali 38 lat temu. I chociaż ich brzmienie nie jest może najświeższe, trudno wyobrazić sobie, aby mogło być inne, zwłaszcza, że nowa EP-ka, promowana przez ten singiel, bardzo trafnie komentuje społeczeństwo drugiej dekady XXI wieku.

Say Lou Lou – Everything We Touch

Za nami Walentynki oraz Dzień Singla. O miłości nagrano wiele pięknych, wzruszających piosenek, zarówno radosnych, jak i smutnych. Mi w te dni w duszy grała nastrojowa ballada Everything We Touch, baśniowa, narkotyczna wręcz opowieść o miłości. To piosenka doskonała do zmysłowych uniesień, a dla mnie – nośnik wielu pięknych wspomnień.

Paweł Markiewicz

Mabel – Don’t Call Me Up

Właśnie dostaliśmy „New Rules” 2.0. tym razem od Mabel, która właśnie tą piosenką otworzyła sobie bramy do międzynarodowej kariery. Piosenka zdobyła w zawrotnym tempie listy sprzedaży w Wielkiej Brytanii i powoli zaczyna roznosić się po europejskich rozgłośniach radiowych. Choć artystka na swoim koncie ma znacznie lepsze piosenki od tej, to cieszę się, że w końcu świat ją dostrzegł i o Niej usłyszał. Od dawna zasługiwała na sukces i nareszcie się udało. Chwytliwy refren z domieszką kobiecej niezależności w tekście – to chyba sprawdza się teraz najlepiej.

Jorja Smith – Don’t Watch Me Cry

Z całą sympatią do Duy Lipy, ale to właśnie Jorja Smith powinna zostać otrzymać Grammy w kategorii najlepszego debiutu roku. Sama artystka jest niezwykle charyzmatyczna i oryginalna, jej głos przeszywa duszę, a tekst jest pięknym, emocjonalnym dopełnieniem artystycznej kreacji. To nie jest gwiazdka jednego sezonu, ona będzie lśniła przez wiele lat i zdobywała uznanie nie tylko wśród krytyków, ale także wśród słuchaczy. To piękne, że Jorja jest w stani pokazać najpiękniejsze walory brytyjskiego rynku muzycznego, który w niezwykle przewrotny sposób potrafi zaskoczyć.

Billie Eilish – bury a friend

Niedawno została porównana do Nirvany, a lada dzień wyda swój pierwszy studyjny album, na którego premiere czekają setki tysięcy fanów na całym świecie. Przed wydaniem krążka pojawiła się kolejna zajawka w postaci bury a friend. Dość spokojna piosenka, w której produkcja jest raczej minimalistyczna (ale przemyślana) ma w sobie coś hipnotyzującego. Powstało wiele teorii spiskowych na temat samego tekstu oraz teledysku. To ciekawe, że Billie wzbudza tak wiele skrajnych opinii – choć na szczęście większość ją uwielbia. Na szczęście, bo ta dziewczyna pomimo tak młodego wieku jest niezwykle świadoma artystycznie.

MARINA – Handmade Heaven

Na jej powrót musieliśmy czekać kilka lat. Wszyscy bacznie wyczekiwali informacji, z której dowiedzielibyśmy się szczegółów czwartego studyjnego albumu oraz jego pierwszej zapowiedzi. Wróciła z przytupem i nową estetyką. Handmade Heaven to coś pomiędzy emocjonalnymi balladami z Froot i lekkością artystyczną z The Family Jewels. MARINA (już bez diamentów) zrobiła mi ogromnego smaka na ten krążek i może ona sprawi, że poziom muzyczny popu znów wzniesie się na wyżyny.

Lauren Jauregui – More Than That

Jestem całkowicie pewien, że to nie Normani „is that bitch”, ale właśnie Lauren Jauregui. Ona powinna odnieść sukces na poziomie Camili Cabello, ponieważ jej muzyka jest znacznie lepsza i klimatyczna, lekko ambitna i zmuszająca do myślenia, nie tylko do próżnego czerpania i typowej rozrywki. Dobrze, że Lauren poszła w klimaty zbliżone do dźwięków charakterystycznych dla Halsey, ponieważ to chyba jedyny odłam popu, w której sprawdzi się jej niski, piaskowy wokal. Piosenka jest niezwykle zmysłowa i kusząca.

Łukasz Jaćkiewicz

Daria Zawiałow – Szarówka

Od piątku jest to numer jeden na mojej dziennej playliście – Daria Zawiałow po raz kolejny mnie zaskoczyła. Szarówka to przykład, że nie wszystkie brzmienia są oklepane i w polskiej muzyce nadal można poczuć świeżość. Piosenka bardzo przebojowa, ale z pięknym tekstem, który mówi o ważnej sprawie. Wsłuchajcie się sami i obejrzyjcie teledysk.

H.E.R. – Hard Place

Przyznaję się do bicia, że poznałem ją dopiero na Grammy. H.E.R. wykonała tam przepiękną piosenkę Hard Place i od tej pory cały czas ją nucę. R&B ma się jednak dobrze.

BOKKA – Forgive Me (Smolik Mix)

Uwielbiam Forgive Me odkąd zostało wydane na płycie. To co jednak zrobił maestro Smolik przeszło wszystkie moje oczekiwania. Piosenka nabrała nowego tempa, nowej mocy i stała się jeszcze lepsza. Tak potrafi tylko on.

Cage the Elephant – Ready to Let Go

Nie jest to coś odkrywczego dla Cage the Elephant, nie jest to też nic nowatorskiego. Jest to po prostu równie dobre i równie wciągające jak ich poprzednie single.

Juliette Armanet – A la folie

Jestem wielkim fascynatem piosenki francuskojęzycznej. Co chwilę odnajduję jakieś nowe dźwięki i nowe perełki. Ostatnio natrafiłem na taką.

Czytaj również