Dzisiaj swoje utwory, którymi ostatnimi czasy są opętane, prezentują trzy panie z All About Music – Zuzanna, Joanna i Agata. A tu mieszanka rocka, muzyki alternatywnej i… w sumie samych mocniejszych dźwięków! No plus trochę MØ i Katy B. Sprawdźcie koniecznie!
Zuzanna Janicka
The Neighbourhood – Afraid
Frontman The Neighbourhood, Jesse Rutherford, pochwalić się może dość delikatnym wokalnym instrumentem o lekko kobiecym zabarwieniu. Idealnie wypada on w piosence pokroju Afraid – niezbyt szybkiej, ale przyjemnej, sympatycznej, oszczędnej w brzmienie i posiadającej niezły tekst odsłaniający niepewność i wątpliwości jego autora.
Katy B – Still
Drugi studyjny album brytyjskiej wokalistki Katy B był w ubiegłym roku moim imprezowym soundtrackiem. W 2015 słucham go dużo mniej, ale wciąż bardzo cenię nagranie Still, w którym w ruch poszło pianino, tworząc z komputerowymi wstawkami przebojową balladę.
Joss Stone – Don’t Stop Lying to Me Now
Wydany w 2011 roku album LP1 jest najlepszym wydawnictwem w karierze obdarzonej czarnym głosem Joss Stone. Dość polecić tylko to nagranie. Podoba mi się w niej chórek, który od czasu do czasu wyśpiewuje tytułowe słowa. Warto zwrócić uwagę na pianino, które co jakiś czas na chwilkę wybija się na pierwszy plan. Świetnie kontrastuje z gitarą elektryczną.
MØ – Never Wanna Know
Duńska wokalistka zaliczyła w ubiegłym roku udany debiut. Z jej albumu No Mythologies to Follow do gustu przypadła mi ostatnio piosenka Never Wanna Know, która brzmi najmniej elektronicznie z całego krążka oraz posiada świetny mówiony mostek. Co więcej, słuchając tego utworu, przed oczami co i raz staje mi Paloma Faith.
Kate Bush – All We Ever Look For
Do grona moich ulubionych piosenek z albumu Never For Ever od razu trafiła kompozycja All We Ever Look For. Jest to interesujący kawałek wzbogacony różnymi efektami dźwiękowymi (stukot obcasów, otwieranie drzwi), które sprawiają, że nie sposób pomylić tego utworu z jakimkolwiek innym.
Agata Omelańska
Grimes, Oblivion
Choć ostatnio pojawiła się nowość od Grimes, demo utworu REALiTi, postanowiłam umieścić w tym zestawieniu właśnie Oblivion. Kawałek ten poznałam mniej więcej rok temu: co jakiś czas powraca on do mnie i chodzi po głowie bez końca. Lubię jego rytmiczny, samplowany początek i baśniowy wokal Grimes – cała jej muzyka jest połączeniem subtelnej elektroniki oraz delikatności. Na wiosnę idealna!
Camo & Crooked, Vice
W kolejnej przygotowywanej przeze mnie piątce planowałam umieścić wreszcie jakieś techno, ale nieco zmieniłam plany. W tak zwanym między czasie pojawił się u mnie kawałek austriackiego duetu Camo & Crooked – i przyznaję bez bicia, że od razu oszalałam na jego punkcie. Vice to utwór niezwykle energetyczny, pełen szalonej elektroniki i drum and bass’owego ognia, który budzi lepiej niż kawa!
Edwin Collins, A Girl Like You
Edwin Collins to w zasadzie artysta jednego przeboju, ale za to jakiego! A Girl Like You to jeden z tych kawałków, przy których szaleje na parkiecie – jest zadziorny, nieco rockowy i zmysłowy. Podczas słuchania same chodzą nóżki, rączki i bioderka, a i hipnotyzujące riffy dodają dynamiki. And I’ve never known a girl like you before…
Royal Blood, Ten Tonne Skeleton
Usłyszane w samochodzie, czyli Rock Radio robi mi dzień o poranku. Royal Blood znam od dawna, ale ostatnio zaniedbałam bardziej gitarowe granie – gdy tylko usłyszałam Ten Tonne Skeleton, od razu nabrałam ochoty na nieco ostrzejsze klimaty. Szybka gitara, porządna perkusja i świetny wokal Mike’a Kerra to cechy, za które uwielbiam Royal Blood… I czekam z niecierpliwością na ich nowe nagrania.
Major Lazer feat. MO & Dj Snake, Lean On
Świeżynka od Major Lazer nie od razu przypadła mi do gustu, ale minęło kilka dni, by utwór Lean On wkręcił mi się na dobre. Dancehall’owe rytmy, fajny tekst i świetna wokalnie MO naprawdę mnie oczarowały. Godny następca fantastycznego Get Free z Amber of Dirty Projectors!
Joanna Gulewicz
Easter – Psychobitch
Coś dla sympatyków muzyki z domieszką „psycho”. To była miłość od pierwszego odsłuchu! Psychobitch to porządna dawka elektroniki ze stonowanym wokalem z pogranicza śpiewu i mowy. Mogłoby się wydawać, że z subtelnymi odcieniami głosu kłóci się makabryczny tekst. Nic podobnego! Dzięki minimalistycznej szacie dźwiękowej i nałożeniu na automat perkusyjny echowych syntezatorów kompozycja nabiera niepokojącego, złowieszczego charakteru. Tekst podany w takim otoczeniu wydaje się idealnie harmonizować z koncepcją utworu. Całkowite olśnienie!
Nadine Shah – To Be A Young Man
Pewnie nie zdążyliście jeszcze się na nią natknąć, bo Fast Food jest raptem czwartym albumem tej utalentowanej Brytyjki. Niektórzy porównują ją do Nicka Cave’a, czy PJ Harvey, warto więc zapewne sprawdzić, co takiego ma do zaoferowania. To Be A Young Man to zmysłowy dialog niespiesznej, ociągającej się z każdym dźwiękiem gitary i głębokiego, niskiego wokalu. Jest gęsty, zniewalający i sensualny. Być może to tylko moja wewnętrzna intuicja ale czy nie mamy tu czasem do czynienia z kobiecą wersją niezastąpionego Jeffa Buckley’a?.. Prawdziwa wirtuozeria!
Awolnation – Run
Pierwszy utwór z najnowszej płyty Awolnation – Run. Kawałek – bomba. Zaczyna się dynamicznie, choć molowo – stłumionym, szeptanym wręcz wokalem i urzekającą melodyką. W drugiej części utworu ten stały rytm zostaje całkowicie przełamany najeżonymi, niepokojącymi, syntetycznymi dźwiękami. Atmosfera gęstnieje, nuty piętrzą się w bzyczącym jazgocie a słuchacza zostawia się oniemiałym, wręcz porażonym. Rewelacja!
Jamie T – Riverbed
Muszę przyznać że najnowszy krążek Jamie’go T był dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Chłopak, który do tej pory kojarzył mi się raczej z buńczuczną sceną spod znaku Babyshambles, czy the Kooks nagle powraca z czymś zupełnie innym. Magnolia Melancholia to z całą pewnością album przełomowy. Płyta jest refleksyjna, subtelna, pełna gracji i świetna warsztatowo. Taka jest również kompozycja Riverbed.
The National – Sunshine On My Back
A teraz coś dla fanów indie spod smutnej gwiazdy. Jeśli zapytalibyście mnie, jakie zespoły są moim zdaniem podstawowym tworzywem tego prężnego nurtu, z cała pewnością w pierwszej trójce znalazłoby się The National. Ich muzyka to refleksyjna mieszanka stonowanych gitar i perkusji z subtelnym, graniczącym z nuceniem głosem. Na początku kwietnia wyszedł ich najnowszy album – Sunshine On My Back. Kto zna, ten wie, że tytuł trafnie opisuje ich muzykę. Niezmiennie posępni, chmurni i melancholijni. I jak zawsze doskonali warsztatowo.


