Zwykle redaktorzy wrzucają swoje utwory o różnych porach dnia i nocy i nie widzą tego, co ich koledzy dodadzą w tej rubryce. W tym tygodniu złożyło się tak, że dwie osoby zakochały się w tym samym utworze, jakim? Sprawdźcie. Powtórzyli się również artyści (Rihanna!) ale z innymi utworami. :) Dzisiaj swoje mieszanki najnowszych przebojów (choć nie zawsze najnowszych i niekoniecznie przebojów) prezentują Łukasz Mantiuk, Piotr Krajewski oraz Filip Wiącek. Sprawdźcie, na co postawili!
Łukasz Mantiuk
Rihanna – Bitch Better Have My Money
Rihanna eksperymentuje. Przedstawiła nam trzy single i każdy inny. Przedstawiła nam soundtrack do Home, tam też w ogóle inna Rihanna. Która najlepsza? Towards the Sun z soundtracka Home jest moim faworytem w ogólnym podsumowaniu jednak… w tym tygodniu moją głowę zaprząta kawałek Bitch Better Have My Money. Zadziorna, (sorry za to słowo) zdzirowata, zaczepna, dzika. Nie do końca jest to moja „ulubiona” Rihanna, jednak ten utwór ma w sobie coś takiego, co mnie porwało. Nie wiem co to jest, ale jest.
Jess Glynne – Hold My Hand
Jessicę Glynne kojarzycie z duetu z Clean Bandit. Młoda artystka jednak stawia już na solową karierę – i idzie jej znakomicie. Hold My Hand spędza już trzeci tydzień na szczycie brytyjskiej listy przebojów. Zaczyna również podbijać moje serce. Jest żywiołowy, ciepły, frywolny… taki utwór, jakich na tę wiosnę i zbliżające się lato potrzebuję. Brawo Jess, czekamy na płytę.
Walk the Moon – Shut Up and Dance
W podobnym, letnim i szalonym klimacie jest kolejny utwór – Shut Up and Dance. Piosenka ta zaczyna właśnie podbijać Stany Zjednoczone, mimo, że jest już dosyć stara. Czy będzie to kolejny sleeper hit? Życzyłbym sobie. Niech podbija Stany i stanie się tegorocznym Summer Song of the Year.
AWOLNATION – Run
Jak zwykle na mojej playliście, z wesołych i skocznych klimatów skaczemy w dokładnie przeciwstawne klimaty. Run to mroczny, mocny utwór z najnowszej płyty AWOLNATION. Godny następca Sail, mimo, że (jeszcze) singlem się nie stał. Ogółem, ku mojemu zaskoczeniu, cała nowa płyta AWOLNATION przypadła mi bardzo do gustu. Coraz mocniejsze i bardziej zadziorne dźwięki wbijają się w moje playlisty. To chyba dobrze.
Elnur Hüseynov – Hour Of The Wolf
Piąty utwór w moim dzisiejszym zestawieniu jest totalnie 'od czapy’ i do niczego nie pasujący. Eurowizja. Około 40 dni od dzisiaj i rozpocznie się to wielkie, europejskie święto. Moim zdecydowanym faworytem do zwycięstwa jest Szwecja i reprezentujący ją Måns Zelmerlöw. Jednak to nie on dzisiaj się tutaj pojawi. Oto kompozycja azerska, Elnur Hüseynov i ballada Hour Of The Wolf. Jest to bardzo eurowizyjna kompozycja, bardzo powtarzalna i niczym się nie wyróżniająca. Mi jednak bardzo przypadła do gustu. Razem z Włochami i Szwecją, widzę Azerbejdżan w TOP 3 tegorocznego finału.
Piotr Krajewski
Mumford & Sons – The Wolf
Utworem tym udowodnili, że wraz z nadchodzącym krążkiem – nadchodzą również wielkie zmiany. Mumfordzi odchodzą od brzmienia folkowego (trochę szkoda) i stawiają pierwsze, ale bardzo pewne kroki w świecie mainstreamowego rocka. The Wolf można porównać nieco do kompozycji z repertuaru m.in. Kings Of Leon. Wszystko jednak brzmi tu naprawdę dobrze i z pomysłem. Choć zespół zmienił swoje instrumentarium na dużo mocniejsze, to wciąż jestem pewien jednego. Mumford & Sons są zespołem, który nadal warto bacznie obserwować. Świetna robota!
Florence + The Machine – Ship to Wreck
To już czwarta odsłona nadchodzącego krążka. Co ją wyróżnia na tle pozostałych? Jest zdecydowanie najbardziej pogodna. Po trzech zupełnie innych klimatem kawałkach, Welch postanowiła zabawić się ze słuchaczem i zbiła go nieco z tropu. Ship to Wreck to kompozycja mocno dynamiczna, ale jednocześnie bardzo przyjemnie melodyjna. Chce się jej słuchać i może się podobać. Tym bardziej, gdy wiosna za oknem. Faworytem moim jednak nie zostanie, Florence i jej Maszynę stać na dużo więcej.
Of Monsters and Men – Crystals
Nowa propozycja zespołu, który zasłynął hitem Little Talks w 2013 roku. Co tym razem proponuje nam grupa pochodząca z Islandii? Coś naprawdę dobrego. Nanna Bryndís Hilmarsdóttir nadal czaruje swoim interesującym wokalem, łącząc go niezwykle udanie z dźwiękami indie popu i folku. To klimatyczny utwór z porywającym refrenem i żywiołową perkusją.
Hilary Duff – Sparks
Mam ogromny sentyment do tej artystki. Słysząc gdziekolwiek jej nazwisko, od razu przypominają mi się młode lata, kiedy zdarzało mi się oglądać Hilary na ekranie telewizora. Amerykanka wraca do świata filmu i muzyki po długoletniej przerwie. Przyznam, że utworem tym nieco mnie zaskoczyła. Nie jest to materiał wysokich lotów, ale nie o tu chodzi. Sparks to przykład świetnie wyprodukowanej piosenki. Spełnia ona wszystkie wymogi dobrego popowego utworu, który ma szansę na sukces. Stworzony idealnie do radia, z bardzo chwytliwym refrenem.
Ben Howard – Promise
Propozycja dużo spokojniejsza od pozostałych. Jeżeli masz właśnie gorszy moment i szukasz utworu w cichym i delikatnym klimacie, dobrze trafiłeś. Jestem z natury osobą wrażliwą, więc kompozycje tego typu trafiają do mnie bardzo mocno. Promise to ponad sześć minut z dźwiękami stonowanymi i przejmującymi, które klimatem odpowiadają dużo bardziej porze jesiennej niż obecnej. Niemniej jednak, polecam!
Filip wiącek
Rihanna – American Oxygen
Choć era #R8 jest chyba najbardziej nieprzemyślanym i chaotycznym okresem w twórczości Rihanny, same prezentowane przez wokalistkę utwory naprawdę bardzo mi się podobają. Zwłaszcza American Oxygen – refleksyjna, nieco smutna piosenka dedykowana (jak w tytule) Ameryce. Ri tak mocno angażująca się politycznie i emocjonalnie to nowość – liczę na więcej tego typu kawałków w przyszłości.
Madonna – Ghosttown
Ghosttown nigdy nie należało do mojej czołówki nagrań z Rebel Heart. O wiele bardziej podobały mi się Joan of Arc, Messiah czy nawet pierwszy singiel Living for Love. Kiedy jednak ujrzałem ten niesamowity, post-apokaliptyczny teledysk, zakochałem się. Jest to naprawdę przepiękny obrazek, po którym i sam utwór nabrał głębszego znaczenia.
…dlatego tym bardziej ubolewam nad faktem, że Madge próbuje teraz sabotować całą erę tym tragicznym Bitch I’m Madonna.
Woodkid feat. Lykke Li – Never Let You Down
Kocham Woodkida i kocham Lykke Li, jednak z ich najnowszym, wspólnym utworem nie od razu żeśmy się pokochali. Potrzebowałem trochę czasu, by się do niego przekonać. W Never Let You Down zarówno on, jak i ona poszli na pewne ustępstwa i kompromisy. W rezultacie utwór brzmi jak wyjęty z płyty Szwedki, ale z drugiej strony wpływ Francuza jest dosyć mocno wyczuwalny. Suma summarum to bardzo ciekawa kompozycja, która trafia w serce i z pewnością znajdzie się wysoko w moim końcowo-rocznym podsumowaniu.
Florence + the Machine – Ship to Wreck
Florence nie oszczędza wspaniałości przed premierą płyty. Jeszcze nie ochłonęliśmy po premierze niesamowitego What Kind of Man i znacznie delikatniejszego St. Jude, a ta już serwuje Ship to Wreck. Nowy utwór jest najbardziej pogodny i radosny z tej trójki. Ale czy to znaczy, że gorszy? Absolutnie nie. Taki powiew świeżości na wiosnę był nam potrzebny. Z każdym przesłuchaniem nowego singla czuję przypływ pozytywnej energii.
The National – The Rains of Castamere
Poza Florence w mojej piątce dominują smutasy i smutasem także tę piątkę zakończę. Uwielbiam Grę o tron (może bardziej książkę niż serial, ale to już inna historia), nie mogłem więc przegapić i muzyki stworzonej do obrazu. Moją uwagę przykuł szczególnie niesamowity utwór The Rains of Castamere grupy The National. Trzymający w napięciu numer należy do najlepszych w całej ich twórczości, a w dodatku doskonale komplementuje się z klimatem powieści.


