Dzisiejsze wydanie rubryki Tego Słuchamy będzie pełne różnorodnych dźwięków. Będzie instrumentalnie, rockowo, popowo – do wyboru do koloru! Zadbali o to nasi niezawodni redaktorzy – Jonatan, Karolina oraz Maciek. Zapraszamy!

Izabela Trojanowska – Skos
Urodziny swoich ulubionych artystów najlepiej obchodzić w jeden sposób – słuchając ich płyt. Idąc tym tropem, w minioną sobotę towarzyszyła mi najnowsza płyta Izabeli Trojanowskiej, a wraz z nią singiel Skos, do którego niedawno ukazał się całkiem zabawny teledysk. W rolę Salvadora Dali wcielił się Tomasz Karolak, a jego muzą była sama Izabela Trojanowska.
T.Love – Lucy Phere
To zdecydowanie jeden z moich ulubionych utworów zespołu T.Love, całkiem inny od jego największych przebojów. Główną rolę odgrywa w nim tekst, oczywiście, któremu głos Muńka Staszczyka nadaje dodatkową wartość. Warto zaznaczyć, że tym roku grupa będzie obchodzić 35-lecie swojego istnienia.
Wojtek Szczepanik – Instinct III
Wojtek Szczepanik jest młodym pianistą i kompozytorem, mającym na swoim koncie dwa instrumentalne albumy. Jego najnowsza płyta, Instinct, to kwintesencja tego, co można wydobyć tylko i wyłącznie z pianina – bez dodatkowych instrumentów, bez efektów specjalnych, bez wokalu. Utwór Instinct III to jedna z najbardziej interesujących pozycji z tego wydawnictwa, wprost idealnego do odpoczynku. Chętnych zapraszam do przeczytania recenzji.
Amy Macdonald – Poison Prince
Dokładnie miesiąc temu Amy Macdonald zagrała w Polsce swój pierwszy od dawna koncert. W ostatnich dniach przypomniałem sobie jej długogrający debiut, który – jeśli dobrze pamiętam – był moim pierwszym świadomie zakupionym albumem muzycznym. To płyta wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju, tak samo jak wyjątkowa jest Amy. Dziś przypominam jedną z moich ulubionych piosenek z całego repertuaru Amy Macdonald – Poison Prince – opowiadającą o życiu Pete Doherty’ego.
Coma – Los, cebula i krokodyle łzy
Całkiem przypadkiem natknąłem się w minionym tygodniu na jeden ze sztandarowych utworów Comy – Los, cebula i krokodyle łzy. To mocno angażująca, ciężka w interpretacji kompozycja, ale skoro Spotify zasugerował mi jej odsłuch, to czemu nie. Czasem warto posłuchać takich utworów ot tak, po prostu, bez wnikania w szczegóły.

Organek – Wiosna
Za oknem pogoda nie rozpieszcza nas słońcem. Na ratunek przychodzi nam Organek! Wiosna to kolejny singiel Czarnej Madonny, moim zdaniem traf w dziesiątkę. Utwór doskonały, zwłaszcza w warstwie tekstowej. Nawiązanie do utworu Marka Hłaski raduje moją polonistyczną duszę!
HEY – I tak w kółko
Pachnie Saska Kępa, choć przecież minął maj… Kolejny wiosenny kawałek pochodzący z albumu BŁYSK. Tutaj akurat nawiązanie do popularnej Małgośki autorstwa Agnieszki Osieckiej. Wielka szkoda, że piosenka została usunięta z koncertowej setlisty.
Barbara Dziekan – Ulica Japońskiej Wiśni
Pokrewnie, piosenka napisana przez Agnieszkę Osiecką, która przechodziła kiedyś tą ulicą i zapragnęła napisać tekst o niej. Usiadła, poprosiła Jerzego Satanowskiego o skomponowanie muzyki i tak powstała. Mimo licznych wykonawców najbardziej podoba mi się interpretacja Barbary Dziekan.
Izabela Trojanowska – Posłańcy wszystkich burz
Utwór pochodzący z najnowszego albumu Skos. Moje najnowsze odkrycie. Upijam się twórczością pani Izabeli jak Beata Kozidrak w jednej ze swoich piosenek. Cały album utrzymany w stylu wcześniejszych utworów. Jestem na tak dla wszystkich piosenek.
Organek – Mississippi w ogniu
Po raz kolejny Organek. Na oklaski zasługuje nie tylko sam singiel promujący, ale również teledysk: klimatyczny, przemyślany. Mam nadzieję, że pan Tomasz wraz z zespołem nie zgubią swojej drogi, bo na razie wydeptują ją perfekcyjnie!

The Revivalists – Keep Going
Ten przegląd zaczniemy delikatnie i chronologicznie prezentując zespoły, które udało mi się odkryć w tym miesiącu, i które zasłużyły na to by znaleźć się na mojej liście. Pierwszym z nich jest The Revivalists. Zdecydowanie mocnym punktem tej kapeli jest wokalista o charakterystycznym lekko chrypiącym głosie. Idealnie dopełnia on wszystkie instrumenty grające w tle. Coraz bardziej doceniam wszystkie dęciaki, dzięki którym piosenka ma zupełnie inny klimat niż utwór gdzie możemy usłyszeć tylko gitarę i perkusję. Płytę Men Amongst Moutains z czystym sumieniem mogę polecić fanom takiego grania.
Of Monsters and Men – Organs
Islandzki zespół Of Monsters and Men znany jest chyba szerszej publiczności. Zdobyli oni szczyty list przebojów utworem Little Talks w 2011 roku. Chcę jednak zaprezentować kawałek zdecydowanie wolniejszy, bardziej melancholijny, z których znane są islandzkie kapele. Nanna Bryndís Hilmarsdóttir – główna wokalistka zespołu – usypia wręcz swoim głosem, a wszystkie instrumenty towarzyszące nadają niepowtarzalny klimat, który po zamknięciu oczu pomaga znaleźć się w nordyckiej krainie gejzerów.
St. Paul And The Broken Bones – Half the City
Moja ekscytacja instrumentami dętymi spowodowała, że ten zespół absolutnie zajmuje czołowe miejsce w mojej playliście. Lecz w tym przypadku instrumenty są tutaj na drugim planie, a na czoło wyszedł Paul Janeway ze swoim niespotykanym głosem, który w wyższych partiach powoduje ciarki na całym ciele. Wybrałem utwór Half the City chociaż ciężko było mi zdecydować się na odpowiedni kawałek z kapitalnego repertuaru zespołu. Wokalista delikatnie buduje napięcie pokazując swoje zdolności po to by na koniec dosłownie wybuchnąć pełną gamą dźwięków powodując u mnie zachwyt nad jego talentem i uśmiech od ucha do ucha. Zdecydowanie polecam posłuchać i obejrzeć tych Panów w wersji live.
Royal Blood – Lights Out
Po świetnie przyjętej pierwszej płycie, Royal Blood powracają z nowym singlem zwiastującym kolejny krążek. Według mnie duet bardzo dobrze postąpił nie zmieniając swojego stylu grania. Nadal jest to mocna perkusja, wyrazista gitara i silny wokal. Utworem Lights Out Mike Kerr i Ben Thatcher postawili wysoko poprzeczkę i mam nadzieję, że zbliżająca się płyta będzie obfitowała w tego typu kawałki. Brytyjczyków będzie można usłyszeć w tym roku na Open’er Festival.
Mother’s Cake – Creation’s Finest
Ten zespół znalazłem przy okazji przeglądania wykonawców, którzy wystąpią na tegorocznym Sziget Festival. Gdy usłyszałem wokal od razu włączyłem do odsłuchu całą płytę. Intryguje mnie fakt, że głos wokalisty Yves’a Krismera kojarzy się w niektórych partiach z głosem Michaela Jacksona. Może Was to dziwić, ale właśnie takie miałem pierwsze spostrzeżenie. W utworze Creation’s Finest można usłyszeć wyeksponowanie każdego instrumentu. Wyraźne szarpanie strun basu, długie gitarowe solówki i dużo dźwięków perkusyjnych talerzy. Mother’s Cake to dobra odskocznia od miłych brzmień i spokojnego śpiewania.


