Dziś swoją premierę ma nowy singiel zespołu Muchy. Z tej okazji chłopacy prezentują nam utwory, których aktualnie słuchają.
Szymon: Jon Hopkins – Singularity
W sierpniu, na Offie spotkalem podczas koncertu Hopkinsa, koleżankę z klasy. Więcej się nie widzieliśmy. Od tego czasu spotkałem kilka koleżanek z klasy, ale też już się więcej nie widzieliśmy. Kiedy plączę się w sentymencie, „Singularity” pięknie wykłada mi wtedy pojęcie aury, rozpuszcza betonową tożsamość i wpuszcza trochę świeżego powietrza w zamknięty od dawna układ. W tym audialnym spa, oswajam bodźce i myśl, żeby dać jednak szansę mieszczańskiej wrażliwości i nie obrażać się na trend, tym bardziej, że następny na tej plejliście jest Moderat. Taki ładny i dyskretny melanżyk, wyjątkowo bez lodu, ale raczej na teraz niż potem.
Piotr: Low – Dancing and Blood
Tak to już najwyraźniej bywa, że po 25 latach kariery jedni zawieszają działalność, inni bezwstydnie odcinają kupony od dawnej chwały, a jeszcze inni nagrywają najlepszą i najodważniejszą płytę w swym dorobku. Trio z Minnesoty (przy niepodważalnym udziale jak-zwykle-błyskotliwego producenta Briana Burtona) właśnie pokazało młodszej o pokolenie konkurencji jak to się robi. Gorzka i twarda pigułka, którą najlepiej połykać w całości, choć niewątpliwie jest tu co rozgryzać. A i popić nie zaszkodzi.
Stefan: Big Red Machine – Lyla
Bardzo miło jest usłyszeć głos Justina Vernona bez autotune’ów, harmonizerów i wszelkich innych udziwnień. To co na płycie „22, A million” brzmiało miejscami jak nadużywanie nowo zakupionej „zabawki”, tu jest jedynie przyjemnym, wykorzystywanym ze smakiem dodatkiem.
Wiraszko: Paul McCartney – I Don’t Know
To taki typ piosenki, ktora wyprzęga z autopresji, wyhamowuje swiat i uspokaja, Ze nie wszystko jest takie predkie, jednorazowe; nowoczesne i atomowe. Ze po fali wszystkich tych fatalnych odejsc muzykow od 2016 roku, pewne rzeczy sie nie zmienily i ze piosenki to przede wszystkim prawda, dopiero potem kreacja i produkcja.