Taylor Swift – Lover (2019), recenzja Piotra Krajewskiego

Inne recenzje

Wygląda na to, że ciemne i deszczowe chmury odeszły. Na niebie pojawiła się tęcza, a wraz z nią kolorowa Taylor Swift. Po mrocznym, gniewnym oraz dość wrogo nastawionym Reputation, nadeszły spokojniejsze i szczęśliwsze czasy. Tak, 29-letnia Taylor Swift jest po prostu szczęśliwą kobietą i to słychać. Pora na Lover, kolejną odsłonę jej bogatego pamiętnika. 

Taylor Swift to postać, która nie przestaje przyciągać. Nawet tych mniej entuzjastycznie do niej nastawionych. Od wielu lat cały świat obserwuje każdy jej ruch, a kolejne posunięcia Amerykanki są szeroko komentowane, co niejednokrotnie już wymknęło się spod kontroli. 

W pewnym momencie jednocześnie uwielbiana i znienawidzona przez miliony artystka musiała zmierzyć się z wielkim hejtem. Znów zerwała ze znanym chłopakiem, zaraz napisze o nim piosenkę i dostanie Grammy. Kolejna kłótnia z inną topową gwiazdą, pewnie zrobi z siebie ofiarę, a potem powie, że to nie jej wina. Manipulatorka i podstępny wąż. 

View this post on Instagram

#ReadyForItMusicVideo. Link in bio.

A post shared by Taylor Swift (@taylorswift) on

Komentarze pod adresem piosenkarki nie należały do najprzyjemniejszych, a jej reputacja mocno podupadła, co sama szybko zauważyła. Z trudnym czasem postanowiła zmierzyć się po swojemu, czyli za pomocą muzyki. Tak narodziła się mroczna i agresywna Taylor Swift, która jednak nie wszystkim przypadła do gustu. Album Reputation, choć interesujący, nowoczesny i pełen muzycznych perełek, nieco podzielił słuchaczy. Wizerunek mściwej oraz bojowo nastawionej artystki nie każdemu bowiem się spodobał.

Od tego momentu minęły już niemal dwa lata i wygląda na to, że Taylor Swift jest na innym etapie życia. Kolorowym i pełnym pozytywnych barw. Bo tak można określić jej najnowsze dzieło Lover. Optymistyczne, romantyczne i ciepłe. To celebracja szczęśliwej miłości, o której marzyła i śpiewała przez lata Amerykanka. Wokalistka nie boi się powiedzieć głośno, że właśnie jej doświadcza, prezentując jednocześnie jedno z najbardziej dojrzałych i spójnych dzieł w swojej ponad dziesięcioletniej już karierze.

Lover to kopalnia najmodniejszego i świetnie wyprodukowanego niemal w całości przez Jacka Antonoffa popu, który chętnie miesza elektronikę z brzmieniami minionych dekad. Nikt tutaj jednak nie sili się na muzyczną rewolucję. 29-latka nie odkrywa nowych kart. Zgrabnie korzysta ze sprawdzonych już wcześniej pomysłów i prezentuje brzmienia dobrze znane chociażby z 1989, Reputation, a nawet przełomowego Red. Najnowsza płyta ma w sobie mnóstwo dobrej energii, radości, uroku, melancholii i wolności. Euforycznie synthpopowe Cruel Summer, wyjęte niczym z lat osiemdziesiątych The Archer, niesamowicie nastrojowe i seksowne False God, zaskakująco pop-punkowe Paper Rings czy momentalnie wpadające w ucho, ale jednocześnie bardzo tandetne ME!. Od dzisiejszej Taylor Swift bije niezwykła pewność siebie. Bez obaw lawiruje między melodiami, zestawiając obok siebie często bardzo różnie brzmiące piosenki. 

Przebojowa i prezentująca pop z najwyżej półki Swift robi wrażenie, ale wielu słuchaczy wręcz łaknie jej spokojniejszej, bardziej romantycznej odsłony. Szczęśliwie nie brakuje tego na siódmym albumie. Przejmująco subtelne Cornelia Street, nastrojowe Afterglow czy niezwykle delikatne Daylight pięknie budują klimat, jednak to powrót do brzmień country cieszy najbardziej. Utwór Lover, będący urzekającą laurką dla obecnego chłopaka, aktora Joego Alwyna, przywraca na myśl przeboje z pierwszych płyt artystki, a intymne Soon You’ll Get Better w niezwykle emocjonalny sposób porusza temat choroby nowotworowej mamy. Taylor Swift posiada po prostu naturalny talent do tworzenia takiej muzyki i nigdy nie powinna z niej rezygnować.

Może nie ma rewolucji w muzyce, ale jest ewolucja człowieka. 29-latka nie chce już śpiewać tylko o rozstaniach, złych momentach i walce z wrogami. Na najnowszym Lover prezentuje szeroki wachlarz ludzkich emocji, z którymi zmaga się szczęśliwie zakochana osoba. To także pierwszy raz, kiedy Taylor Swift tak mocno angażuje się tekstowo w politykę i sprawy społeczne. Subtelnie nawiązuje do dzisiejszej sytuacji politycznej w Stanach Zjednoczonych (Miss Americana & The Heartbreak Prince), odważnie reaguje na wciąż obecny seksizm (The Man) czy głośno apeluje o tolerancję i staje w obronie społeczności LGBTQ (You Need To Calm Down).

Taylor Swift wróciła silniejsza i szczęśliwsza niż kiedykolwiek. Lover nie zmieni świata muzyki, bo wcale nie sili się na to. Najnowsze dzieło potwierdza jednak, że pop w wykonaniu wielokrotnej zdobywczyni Grammy jest nadal ekscytujący, intrygujący i trzyma najwyższy poziom. To dojrzały album prezentujący nam postać silnej artystki oraz kobiety, która nie chce już krzyczeć, mścić się i walczyć na polu bitwy. Taylor Swift pragnie po prostu być szczęśliwa.

View this post on Instagram

There’s a dazzling haze…

A post shared by Taylor Swift (@taylorswift) on

Taylor Swift - Lover
  • Data premiery: 23 08 2019
  • Single: ME!, You Need To Calm Down, Lover
Najlepsze utwory: False God
Lover
Cruel Summer
The Man
Cornelia Street
Miss Americana & The Heartbreak Prince
Najsłabsze utwory: ME!


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Piotr Krajewski
Piotr Krajewski
Dziennikarz muzyczny z Warszawy. All About Music & Radio ZET. Kontakt: [email protected] / [email protected]

Czytaj również

Wygląda na to, że ciemne i deszczowe chmury odeszły. Na niebie pojawiła się tęcza, a wraz z nią kolorowa Taylor Swift. Po mrocznym, gniewnym oraz dość wrogo nastawionym Reputation, nadeszły spokojniejsze i szczęśliwsze czasy. Tak, 29-letnia Taylor Swift jest po prostu szczęśliwą kobietą i...Taylor Swift – Lover (2019), recenzja Piotra Krajewskiego