Niedzielne popołudnie to najgorszy moment, by pooglądać coś w telewizji. Mniej więcej do godziny 17 niemalże każda stacja katuje widza tym, co można już było zobaczyć dzień czy nawet kilka dni wcześniej. Jednak w ostatni weekend nie miałem żadnych ambitnych planów do wykonania, więc po trzykrotnym przeskoczeniu wszystkich kanałów, zatrzymałem się na powtórce odcinka Twoja twarz brzmi znajomo.

Jakiś czas wcześniej zastanawiałem się, jaki jest najgłupszy i najbardziej idiotyczny utwór muzyczny, który kiedykolwiek dotarł do opinii publicznej. Skupiłem się jednak na kawałkach wydanych przez jakąś wytwórnię, pojawiających się na regularnych albumach muzycznych dystrybuowanych do masowej sprzedaży, przez co musiałem zrezygnować z oczywistych kandydatów, takich jak Rebecca Black, Tiger Bozno, Szymon Smorąg czy innych „gwiazd Internetu”. Gdy już myślałem, że muzyczny świat muzyki rozrywkowej jest idealny i nieskażony czysto ludzką głupotą, z pomocą przyszedł mi właśnie wspomniany we wstępie program.
W odcinku tym jedna z uczestniczek musiała wystąpić jak lider niemieckiej grupy Scooter. Wykonała, całkiem dobrze, piosenkę How Much Is The Fish?. Oczywiście znałem tę piosenkę już wcześniej, ale z niejasnych dla mnie przyczyn (pewnie dlatego, że chciałem się raz na zawsze pozbyć tego syfu z mojej głowy) kompletnie o niej zapomniałem. Lecz pamięć powróciła ze zdwojoną siłą, a obecnie każdą wizytę pod prysznicem okraszam nuceniem linii melodycznej zawartej w refrenie tegoż wspaniałego utworu. Kto nie zna, zapraszam do odsłuchania (żeby nie było – nie polecam).
Generalnie Scooter to klasyka lat 90. Dekada ta była dosyć ciekawym okresem dla muzyki, ponieważ z jednej strony swoje debiutanckie albumy wydawały tak ważne dla gatunku rockowego grupy jak Oasis, Blur czy Coldplay, a z drugiej swój złoty okres odnotowała muzyka dance i eurodance spod znaku What Is Love, Dr. Albana czy właśnie Motorbike’a, sorki, Scootera. Historia jednoznacznie oceniła wartości artystyczne i komercyjne tych dwóch odległych muzycznie barykad, dlatego nie widzę żadnych przeszkód, dla których nie mógłbym się pośmiać z piosenki How Much Is The Fish?.
Zacznę od warstwy muzycznej. Utwór oparty jest na klasycznym schemacie, stosowanym w 1272637 podobnych kawałków. Właściwie nie ma tutaj niczego niezwykłego, prócz faktu, że wspomniana chwilę temu linia melodyczna, którą nucę pod prysznicem, oparta została na tradycyjnej pieśni Bretończyków (co pokazuje, że gatunek ten, niczym huba na drzewie, funkcjonuje jedynie dzięki pasożytowaniu i zrzynaniu z innych utworów), dlatego od razu przechodzę do warstwy tekstowej.
I tu zaczynają się już prawdziwe jaja. H.P. Baxxter (taką ksywę ma wokalista zespołu. Trudno mu się dziwić, że ukrywa się pod pseudonimem, skoro jego prawdziwe imię i nazwisko to niezbyt techno brzmiące Hans-Peter Geerdes…) śpiewa: Pogoń jest lepsza od schwytania/ Zmieniamy melodię/ Potrzebujemy waszego wsparcia/ Jeśli musicie odetchnąć, to pierwsza strona drugiego rozdziału/. Co to do cholery jest? Brzmi to jak jakiś zlepek przypadkowo rzuconych wyrazów tworzących zdania. Równie dobrze ja mogę napisać taki tekst. Oto szybka próba (wersy te piszę na bieżącą, bez nawet sekundy zastanowienia i refleksji): Ubieram spodnie, skarpetki są już na stopach/ Atomowa bomba wybucha w środku Słońca/ Pola ryżu płoną na północy Warmii i Mazur/ Pomidory chcą swoich praw konsumenckich. Gdyby przetłumaczyć to na angielski, uwierzcie mi, dla osób nieobeznanych w języku Szekspira, brzmiałoby to naprawdę dobrze. Zwłaszcza z jakimś komputerowym bitem i linią melodyczną w stylu ti-ru-ri-ru-ra odgrywaną na klawiszach.
Jednak prawdziwym deserem, crème de la crème, jest refren, oparty na jednym zdaniu: Po ile ta ryba? Fakt, zdarzyło mi się kilka razy w życiu zadać to pytanie pani na dziale mięsnym, ale dlaczego stosować takie zapytanie w piosence? Jeszcze jakoś bym zrozumiał, gdyby utwór był żeglarską szantą i opowiadał o grupie młodych adeptów tego jakże eleganckiego sportu, którzy po bardzo męskiej przeprawie po jeziorze Śniardwy zapragnęli posmakować zdrowej żywności w postaci ryby i po przycumowaniu zapytali kelnerkę w najbliższej restauracji: po ile ta ryba? A jak wiadomo, w sezonie wakacyjnym ryba jest bardzo droga, więc pytanie to de facto byłoby trochę bez sensu. Zresztą jak cała piosenka Scootera. Potem pomyślałem, że fraza how much is the fish to jakiś phrasal verbs. Nic z tego. W słownikach nie znalazłem żadnych informacji potwierdzających tę naciąganą tezę. Sprawa rozwiązała się w momencie, gdy zobaczyłem okładkę tego singla. Znajduje się na niej, a jakże by inaczej, ryba.
Nie zrozumcie mnie źle. Nie twierdzę, że muzyka musi być w stu procentach tworzona na serio. Lubię sobie od czasu do czasu posłuchać np. grupy Steel Panther, jawnie naśmiewającej się z gatunku glam rocka, lub nazywanego bardziej dosadnie – pudel metalem (członkowie tego typu zespołów w latach 80. nosili natapirowane fryzury przypominające pudla). Jestem wielkim fanem kapeli Blink- 182, która na przełomie XX i XXI wieku raczyła swoich fanów w czasie koncertów piosenką zatytułowaną Blow Job (tłumaczenie chyba w tym przypadku jest zbędne). Ale w przypadku wspomnianych grup ironia i jajcarskie podejście do tematu były klarowne i łatwe w interpretacji. U Scootera ja tego kompletnie nie czuję. Ich twórczość, zwłaszcza z lat 90., była tworzona na serio. Tak samo jak twórczość innych gwiazd tego gatunku, którzy po wejściu w nowy wiek nie znaleźli już takich rzesz fanów jak kiedyś i obecnie zmuszone są do granie koncertów w ramach imprez typu I Love 90’s. Ja tez kocham lata 90. – w końcu się w nich urodziłem. Lecz daleko mi do pokochania muzyki, która wtedy królowała.
Występ jednej z uczestniczek Twoja twarz brzmi znajomo chyba najlepiej podsumował siedzący w jury DJ Adamus. Stwierdził: Taką piosenkę mógł stworzyć jedynie zespół pochodzący z Niemiec. I niech ten cytat będzie również podsumowaniem dzisiejszego felietonu.

