Symphonica w toruńskim CKK Jordanki, relacja Doroty Kutnik

0
127

Mamy już w Polsce JIMKA, który łączy hip-hop z muzyką graną przez orkiestrę symfoniczną. Ale mamy też genialnego dyrygenta Mikołaja Blajdę i śpiewaczkę Sylwię Lorens, którzy zajęli się produkcją wyjątkowego muzycznego widowiska – Symphoniki. Na jego potrzeby zaaranżowali klasyczne rockowe, metalowe i grunge’owe kawałki oraz zaprosili wspaniałych muzyków z Toruńskiej Orkiestry Symfonicznej. To nie mogło się nie udać.

Koncert odbył się w toruńskim Centrum Kulturalno-Kongresowym Jordanki, czyli w budynku, który robi duże wrażenie pod względem architektonicznym. Jeśli chodzi o samą organizację to trochę się zawiodłam, jednak byłam nastawiona przede wszystkim na muzyczne wrażenia, więc szybko zapomniałam o początkowym niesmaku. A wiedziałam, że słuchając moich ulubionych piosenek w takim wydaniu, na pewno będę usatysfakcjonowana. I nie myliłam się!

Symphonica rozpoczęła się od utworu, na który niecierpliwie czekałam, czyli od Smoke on the Water. Już po pierwszych dźwiękach piosenki chciało się wstać i poruszać się w rytm przeboju Deep Purple. Jednak jako, że miejsca siedzące, charakter koncertu wyjątkowy, to nie wypadało. Z drugiej strony, łatwiej było się skupić na wszystkich aspektach widowiska, które było też multimedialne, więc publiczność mogła podziwiać obraz, dźwięk, światło, taniec i muzykę. Ludzie na widowni mogli, ale ja nie – media usadzono tak, że miałam dość ograniczone pole widzenia, nie załapałam się na piękny taniec uosobienia Symphoniki, czyli Agaty Glenc i nie widziałam zbytnio tego, co wyświetlano na ekranie. Ale za to bardzo dokładnie przyjrzałam się zarówno orkiestrze, jak i wokalistom. A wspomniane Smoke on the Water wykonali artyści znani z The Voice of Poland – Monika Pilarczyk, Ernest Staniaszek i Damian Ukeje. Razem zaśpiewali pięknie, a Monika na scenie to istna petarda, choć wokalnie moim ulubieńcem niezmiennie pozostaje Ukeje. Ubiegłego wieczoru specjalizował się on w piosenkach z repertuaru Metalliki. Publiczność szczególnie upodobała sobie jego wykonanie Enter Sandman, które Damian powtórzył na drugim bisie. Cieszę się też, że pojawił się mój ukochany utwór Nothing Else Matters. Ukeje zaśpiewał go w duecie z gościem specjalnym koncertu, czyli z Małgorzatą Ostrowską. Wspólnie podołali wyzwaniu i genialnie wykonali ten kawałek. Pojawiło się też genialne wykonanie The Unforgiven II i Whiskey In The Jar.

Ernest Staniaszek na scenie pojawiał się stosunkowo rzadko, ale jak już wyszedł to dał bardzo dobry występ. Na pewno zapamiętam go z Lithium, świetnie oddał emocjonalny charakter tej paradoksalnej piosenki i tak jak Kurt pozostawał raczej w swoim świecie. Innym utworem z repertuaru Nirvany, który wybrzmiał tego wieczoru, był oczywiście Smells Like Teen Spirit. Na początku śpiewała sama Monika i radziła sobie całkiem nieźle, a potem dołączyła do niej Małgorzata Ostrowska. Razem tworzyły świetny duet, nawzajem bardzo dobrze się uzupełniały. Jednak mistrzostwem w wykonaniu byłej wokalistki Lombardu był według mnie znany kawałek Iron Maiden Run to the Hills, piękna klasyka. Małgorzata Ostrowska gdyby mogła, rozniosłaby scenę. Ma genialny, silny głos i ta piosenka naprawdę do niej pasowała, niestety w przeciwieństwie do nastrojowej ballady Aerosmith. Podczas śpiewania I Don’t Want to Miss a Thing, piosenkarka wystąpiła w okazałej czerwonej kreacji z wielkimi skrzydłami. W tym utworze nie sprawdziła się już tak dobrze jak w energiczniejszych numerach. Przy okazji muszę wspomnieć o pierwszym bisie będącym zapowiedzią Symphoniki 2. Wszyscy byli zadowoleni, bo w CKK wybrzmiała Szklana pogoda, i to w oryginale!

Monika Pilarczyk okazała się wulkanem energii, mogła skakać, tańczyć, biegać po scenie. I za to duży plus, bo w rockowych kompozycjach pewność siebie na scenie jest wręcz pożądana. Bardzo miło słuchało się Sweet Child O’Mine w wykonaniu tej wokalistki. Aż chciało się śpiewać razem z nią. Wszystkie wokalizy z tego utworu, które znam na pamięć, wybrzmiały świetnie. A przy dźwiękach Born To Be Wild rozpływałam się ze szczęścia. Wszystkie moje ulubione utwory zostały zebrane i wykonane na wysokim poziomie.

Jako, że za produkcję widowiska odpowiadała też Sylwia Lorens, to śpiewaczka również miała swój moment. Zaśpiewała klasyczną Habanerę z Carmen, ale z rockowym akompaniamentem. Przyznam, że całość robiła wrażenie, a takie połączenie wcale się nie gryzło. Dodatkowo, Lorens wykazała się w utworze z repertuaru zespołu Nightwish The Phantom of the Opera. A wykonała go wspólnie z Damianem Ukeje, czyli wokalnie było super. Na finał wykonawcy nie mogli wybrać innej piosenki niż The Final Countdown. Wszyscy artyści wykonali ją razem jako uwieńczenie koncertu.

Pisząc o tym koncercie muszę zwrócić też uwagę na piękną muzykę, bez której to całe wydarzenie nie byłoby tak wyjątkowe. Uwielbiam słuchać melodii, które są grane na żywo, a to była wirtuozeria. Takie aranże dla orkiestry nie są łatwe, musi być idealna synchronizacja. Toruńska Orkiestra Symfoniczna pod batutą Mikołaja Blajdy spisała się na medal. Podczas występów obserwowałam też niektórych muzyków, a szczególnie sekcję smyczkową. Wszyscy byli skupieni, ale nie sztywni tak jak na klasycznych koncertach. Można było odczuć po prostu miłą atmosferę.

Z wieczoru spędzonego przy dźwiękach Symphoniki jestem bardzo zadowolona. Mnogość muzycznych wrażeń i masa miodu na moje uszy przysłania mi małe niedociągnięcia. Także jeśli będziecie mieli możliwość wybrać się na drugą część tego widowiska, tym razem po polsku, nie zastanawiajcie się ani chwili. A o ile się nie mylę, premiera już w listopadzie!