Swiernalis – Drauma (2016), recenzja Michała Kaźmierczaka

0
271

Pawła Swiernalisa poznałem kilka dobrych lat temu, gdy tworzył jeszcze jako Lord and the Liar. W tamtym zetknięciu uderzyło mnie to, że w jego muzyce zbyt dużo było Toma Waitsa. Dziś Waitsa słychać nadal, chociażby w sposobie konstruowania tekstów, ale jest go mniej i Swiernalis wychodzi na prostą – swoją własną prostą.

Na płycie zatytułowanej Drauma i wydanej przez Kayax, znajdziemy dziesięć kompozycji. Jakie są to kompozycje? Są to utwory w przesiąknięte smutkiem i właśnie tak reklamowana była cała płyta. Niestety – jest to momentami smutek trącający infantylnością i pretensjonalnością. Dzieje się tak chociażby w jednym z dwóch singli – Sierść. Nie dość, że muzyk śpiewa tutaj o smutku, który będąc w jego żyłach sprawia, że ten czuje się bezpiecznie, to w refrenie używa topornego rymu – ktoś potruł wszystkie koty. Oczywiście ma to związek z resztą tekstu, ale ja bym się głęboko zastanowił nad takim rozwiązaniem. Na szczęście całkiem inaczej ma się sprawa w przypadku drugiego singla – Dzikie palmy. Jest to zdecydowanie jedna z najlepszych kompozycji całego albumu, bo mamy tutaj świetny tekst, rewelacyjną linię melodyczną i idealne rock&rollowe podparcie muzyczne.

Jedną z najmocniejszych stron Pawła Swiernalisa są z pewnością subtelne, stonowane ballady. Najlepszymi przykładami właśnie takich utworów są Chłopiec z papierosem i Wstyd. W przypadku pierwszego mamy do czynienia ze zmianami tempa oraz melodii na przestrzeni całego utworu – jest to strzał w dziesiątkę, bo świetnie pokazuje jak można szachować emocjami. Drugi utwór to akustyczna ballad z jednym intensywniejszym podrywem, który chyba nie był koniecznością – tym bardziej, że Swiernalis wokalnie lepiej wypada w odsłonie melancholijnej. Ale jest tutaj również ogromny plus – chórki podłożone w całym utworze sprawiają, że w to miejsce chce się wracać.

Drauma kryje w sobie nie tylko ballady, ale też pokłady energii. Są trzy momenty, które wyróżniają się pod tym względem – L.U.C.A, Wściekłość i wrzask oraz Kolekcja piękności. Niestety pierwszy z nich to moment, który nie powinien się w ogóle na krążku znaleźć. Dlaczego? Po pierwsze kompletnie nie pasuje do całej koncepcji. Po drugie – jest zwyczajnie kiepski. Jest to psychodeliczny manifest ateistyczny i polemika z religią w takiej formie kompletnie do mnie nie trafia. Drugi z wymienionych utworów zdecydowanie ratuje artystę – również robi się lekko psychodelicznie, mamy znów chórki, dobry tekst. I ostatni moment to w zasadzie przedostatni etap utwory Kolekcja piękności – ten, w którym słychać wrzask, muzyka jest lekko przesterowana i tylko dlaczego to trwa tak krótko?

Wspominałem na samym początku o Tomie Waitsie, więc wspomnę teraz o najbardziej waitsowskim utworze – Ewolucja skrzydeł. Otóż znaleźć w nim można takie waitsowskie elementy jak: charakterystyczny rytm, konstrukcja tekstu – frazowanie, demoniczny klimat; czy minimalizm instrumentalny. Ale od razu zaznaczam – nie jest to zarzut, bo oczywiście Waitsa tutaj słychać, ale daleki jestem od posądzania o naśladownictwo, a jak wiadomo – dobrych inspiracji nigdy za wiele.

Drauma jest płytą wielu sprzeczności – chociażby w utworze Ptak słyszymy dobrą linię melodyczną, ale całość jest banalna. Jest to też płyta nierówna – z jednej strony mamy tak dobre utwory jak Dzikie palmy, a z drugiej – krzyczące o przełączenie jak Sierść. Nie zmienia to jednak faktu, że całość prezentuje się ciekawie i nie można odmówić Swiernalisowi potencjału. Liczę na to, że ów potencjał kiedyś eksploduje z całą mocą i dostaniemy płytę nie tyle dobrą – taką jak Drauma – ale po prostu wybitną.