„Świat jest szalonym, porąbanym miejscem i dzięki temu naprawdę jest o czym pisać”. Wywiad z zespołem Archive

Jako zespół istnieją już od 25 lat. W swojej twórczości łączą niezliczoną ilość gatunków: od trip hopu, przez shoegaze, elektronikę, aż po rock progresywny. Do Polski przyjechali promować retrospektywną kompilację 25, która ukaże się 10 maja. Wywiadu All About Music udzielili dwaj członkowie zespołu Archive, Dave Pen i Pollard Berrier.

Izabela Zadura: Moje ogromne gratulacje z okazji 25 lat istnienia Archive. Bardzo miło Was widzieć. Jakie są Wasze pierwsze skojarzenia ze słowem „Polska”?

Dave Pen: Mój pierwszy koncert z Archive miał miejsce w 2004 roku w Warszawie, podczas trasy Noise. Pamiętam kilka myśli, które przebiegały mi wówczas przez głowę: co ja, do cholery, robię w Warszawie? Co ja robię z tym zespołem? Byłem strasznie zdenerwowany. Zajęło nam cały dzień, aby dotrzeć tutaj autokarem. Od tamtej pory często wracaliśmy do Polski, więc mam wiele ciepłych wspomnień. Polscy fani są bardzo zaangażowani i sympatyczni.

Pollard Berrier: Odkąd zaczęliśmy koncertować w Polsce, obserwowaliśmy, jak zmienia się kraj. Dobrym przykładem są drogi z Berlina do Warszawy czy z Warszawy do Krakowa: za pierwszym razem jadąc tymi trasami nie mogliśmy spać w autobusie, bo tak trzęsło. Mieliśmy okazję zobaczyć progres i wzrost ekonomiczny. Sama Warszawa też zmieniła się na lepsze. Nie mogę myśleć o Polsce bez wielu świetnych wspomnień: zepsute autokary, śnieg, spacery po śnieżnym Krakowie, pierwszy koncert w Gdańsku i genialny hotel nad Motławą, wszystkie pobyty w Warszawie, kiedy pogoda była piękna jak dzisiaj lub kiedy było minus dwadzieścia i nawet nie wystawiliśmy nosa z autokaru.

IZ: Zaplanowaliście na dzisiaj coś specjalnego dla Waszych fanów. Co się wydarzy?

Dave: Wytwórnia zorganizowała odsłuch albumu. Takie rzeczy zawsze nas trochę stresują – nie jesteśmy najlepsi w publicznym przyjmowaniu adoracji. Zawsze próbujemy się wymigać i uciec z pomieszczenia, w którym fani słuchają nowej muzyki.

Pollard: Może wymkniemy się stamtąd na paluszkach kiedy będą grane piosenki, a później po cichu wrócimy, żeby odpowiedzieć na pytania.

Dave: Robimy to dla fanów, którzy od lat są z nami. Bez fanów moglibyśmy istnieć, ale na pewno nie moglibyśmy pojechać w tyle miejsc.

Pollard: To jest też świetna okazja, żeby zbudować ekscytację fanów na nadchodzącą kompilację.

IZ: Wolicie, kiedy przemawia za Was muzyka?

Pollard: Raczej tak. Chociaż wiemy, że marketing też jest czasem konieczny.

Dave: Wydaje mi się, że zwykle przemawia przede wszystkim nasza muzyka.

IZ: Jesienią tego roku zagracie w Polsce aż pięć koncertów. Czy odczuwacie szczególną więź z polską publicznością?

Pollard: Zdecydowanie. Pięć koncertów to za mało.

Dave: Często tu przyjeżdżamy i zawsze jesteśmy świetnie odbierani. Więc dlaczego nie mielibyśmy spróbować dotrzeć do jak największej liczby osób, którym podoba się to, co robimy? Nie chcemy być jak niektóre zespoły i dać tylko jednego koncertu w jednym dużym mieście.

Pollard: Ponieważ tak często tutaj wracamy, zbudowaliśmy swego rodzaju relację z fanami. Polska publiczność należy do najlepszych na świecie. Na początku, kiedy graliśmy w dziwnych klubach, które wyglądały, jakby miały się za chwilę rozlecieć, czasem mówiono nam, że powinniśmy się spodziewać jakichś dwóch tysięcy osób, a przychodziło dziesięć tysięcy. Teraz wszystko się zmieniło, gramy w innych klubach i myślę, że nasza praca też miała na to wpływ. Teraz możemy zagrać pięć koncertów w Polsce i to nadal nie wystarcza! Nigdy nie byliśmy na przykład w polskich górach. Nadal są miejsca, w które chcielibyśmy dotrzeć.

IZ: Jesteście doświadczonymi muzykami. Czy Wasze inspiracje do tworzenia muzyki nadal są te same, co na początku?

Dave: Myślę, że proces tworzenia ewoluuje. Świat się zmienia, zmienia się nasze życie, dojrzewamy jako ludzie i jako twórcy bierzemy to pod uwagę. Należy ciągle szukać nowych inspiracji – ciągłe oglądanie się do tyłu skutkuje wyłącznie nudą i staramy się tego nie robić. Świat jest teraz szalonym, porąbanym miejscem i dzięki temu naprawdę jest o czym pisać, a przez muzykę możemy wyrazić swoją frustrację. Elementy z przeszłości nadal się jednak pojawiają – to naturalne.

Pollard: Jako członkowie zespołu mamy podobny pogląd na kwestie społeczne. Na przykład utwór Bright Lights podnosi wiele pytań związanych z ludzkością, z tym, co robimy sobie nawzajem i dokąd to prowadzi. Oby w lepszym kierunku, niż wizja zaprezentowana w tym utworze.

IZ: Czy granie muzyki kiedykolwiek się nudzi?

Pollard: Czasem męczy, ale nigdy się nie nudzi.

Dave: Jeśli ten ogień gaśnie, trzeba się na chwilę wycofać, porobić coś innego, a później wrócić do muzyki. Granie może być męczące, ale tak samo jest z każdym innym zajęciem.

Pollard: Czasem w szóstym tygodniu trasy próbuję włożyć spodnie do góry nogami. Mój mózg jest tak bardzo wykończony.

Dave: Mimo to wiemy, że mamy świetną pracę.

IZ: Mówicie, że trasy koncertowe są męczące. Co w takim razie sprawia Wam większą satysfakcję – tworzenie muzyki czy koncertowanie?

Dave: To dwie kompletnie różne rzeczy. Nagranie albumu to ogromna satysfakcja, ponieważ cały proces zużywa dużo czasu i mentalnej siły. Koncertowanie wymaga innej energii.

Pollard: Koncerty dają natychmiastową gratyfikację.

Dave: Granie na żywo to świetna zabawa. Nic nie może się z tym równać.

Pollard: A później wracasz do domu, robisz wszystkim obiad i nikt nie klaszcze!

Dave: Zarówno nagrywanie, jak i koncertowanie mają też swoje wady.

Pollard: Tak, to dwie różne rzeczy. Nawet to, co robimy teraz, czyli promowanie nadchodzącego albumu, może być ekscytujące. Ale czekamy głównie na koncerty.

IZ: Czy chcielibyście, aby fani opuszczali Wasze koncerty wypełnieni konkretnymi emocjami? Czy jest jakaś wiadomość, którą chcecie im przekazać swoją muzyką?

Pollard: Jeśli pranie mózgu pójdzie zgodnie z planem…

Dave: … będą kupować nasze albumy już zawsze! Nie będą nawet słuchać ich na Spotify, tylko kupią CD. Taki jest plan.

Pollard: Nie idziecie najpierw do McDonald’s! Kupujecie nasz album [śmiech].

Dave: A tak serio, każdy występ Archive jest czymś szczerym i prawdziwym.

Pollard: Chcemy, żeby fani wychodzili z koncertu zakochani w muzyce. To tyle.

Dave: Chcemy, żeby uczestnicy koncertu myśleli, że warto było przyjść, że zobaczyli prawdziwy show i prawdziwy zespół. Nie ma nic gorszego niż wychodzić z koncertu myśląc, że było beznadziejnie.

IZ: Czy wybór utworów na kompilację 25 był trudnym zadaniem? Jak wyglądał ten proces?

Dave: Darius [Keeler, jeden z założycieli zespołu] wybrał utwory. Rozmawialiśmy o tym i zdecydowaliśmy, że gdybyśmy chcieli zrobić to wspólnie, byłoby to koszmarem. Darius wziął to na siebie i okazało się, że wcale nie było to takie trudne.

Pollard: Na początek wybrał single, a następnie wszystkie inne utwory, które zasłużyły na miejsce na kompilacji.

Dave: Nie chcieliśmy układać utworów chronologicznie, więc są nieco pomieszane, tak, żeby słuchanie albumu było swego rodzaju podróżą.

IZ: Z których osiągnięć Archive jesteście najbardziej dumni? Co ma specjalne miejsce w Waszych sercach?

Dave: Trochę tego jest, bo Pollard i ja gramy z Archive już od piętnastu lat. Przed naszym przybyciem zespół istniał już dziesięć lat i wykonał wiele pracy. Pamiętam koncert, tuż po zmianie managementu, na który przyjechałem prostu z podróży poślubnej. Ożeniłem się dosłownie tydzień wcześniej, byłem więc w świetnym nastroju.

Pollard: Kiedyś dostaliśmy klucze do jednego z polskich miast! Graliśmy też na festiwalu Woodstock. To było kompletnie szalone: ludzie chodzili wokół bez ubrań, z niezwykłymi fryzurami…

Dave: Przyjechaliśmy taksówką z Niemiec.

Pollard: A gdy wracaliśmy, zamknięto drogi, musieliśmy więc jechać naokoło, żeby dotrzeć na lotnisko Schönefeld.

Dave: Stamtąd polecieliśmy do Belgii i dosłownie godzinę po lądowaniu byliśmy na scenie kolejnego festiwalu.

IZ: Biorąc pod uwagę całą Waszą karierę, czy jest coś, czego żałujecie? Coś, co zrobilibyście inaczej, gdybyście mieli szansę?

Dave: Pamiętam pewną akustyczną trasę w okresie, kiedy paliłem dużo trawki. Tuż przed koncertem wypaliłem ogromnego jointa, i była to najgorsza rzecz, jaką w życiu zrobiłem. Koncert był okropny. Przez cały czas byłem przerażony i chciałem, żeby ziemia mnie pochłonęła. Ale dzięki temu rzuciłem trawkę.

Pollard: Darius powiedział mu, że nie może już więcej palić przed wejściem na scenę [śmiech]. Ja żałuję, że kilka razy straciłem głos i nie mogłem śpiewać. Mieliśmy kiedyś akustyczny koncert w Paryżu. W pierwszych rzędach byli nasi fani, ale ludzie z tyłu robili mnóstwo hałasu, śpiewałem więc głośniej i głośniej, prawie krzyczałem. Po koncercie poszliśmy do zadymionego klubu. To była śmiertelna kombinacja. Potem musiałem z boku sceny obserwować, jak Dave śpiewa moje piosenki. Ciężko powiedzieć, że czegoś żałujemy, ponieważ te rzeczy po prostu się dzieją, ale na pewno dużo nas uczą i pozwalają zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości.

Izabela Zadura
Izabela Zadura
Poszukiwaczka wartościowych tekstów, propagatorka pop-punku, bywalczyni licznych koncertów.

Czytaj również

Najczęściej czytane