Po trzech latach przerwy, głośnym debiucie albumem Cheese oraz przebojowym singlu Alors on danse z 2009 roku, Stromae powraca z nową płytą. Znacznie dojrzalszą muzycznie, równie uzależniającą i przepełnioną jeszcze bardziej rytmicznymi propozycjami.
Paul Van Haver z Belgii rozpoczynał swoją karierę w 2000 roku pod pseudonimem Opsmaestro. Po jakimś czasie zmienił ksywkę na Stromae (nazwa powstała poprzez przestawienie sylab w słowie Maestro – przyp. red.). W 2003 roku razem z raperem J.E.D.I.’m założył duet Suspicion. Współpraca nie trwała długo, a Van Haver już w 2007 roku zadebiutował z materiałem solowym. Wydał pierwszą EP-kę – Juste un cerveau, un flow, un fond et un mic…, a już dwa lata później jego najgłośniejszy singiel – Alors on danse podbił radiowe listy przebojów w całej Europie. Na debiutancki album nie trzeba było czekać – w czerwcu 2010 roku na sklepowych półkach pojawił się Cheese, a trzy lata później – Racine carrée. Album wydały 16 sierpnia br. wytwórnie Universal Music Group i B1 Recordings.
Autorem wszystkich utworów z płyty jest sam Stromae. Do przesłuchania jego nowego wydawnictwa zachęcają dwa single, oba rozpoczynające się grą na pianinie. Ale o ile do pierwszego z nich, Papaoutai, po chwili dołączają klubowe, rytmiczne brzmienia oraz ciekawy wokal Stromae, to w drugim – Formidable, łzy same spływają po policzkach słuchacza. Dramaturgii kompozycji dodają bowiem nie tylko przepiękne brzmienia klawiszy, ale także łamiący się ze wzruszenia głos wokalisty.
Trzynastoutworową płytę otwiera żywiołowy Ta fête, który ma wielkie szanse na podbicie światowych list przebojów oraz stadionów narodowych. Utwór porywa do tańca, kojarzy się z muzyką stadionową (ale tą światową, a nie polską..) i typowymi dla niej, wakacyjno-tanecznymi przebojami. Identyczne skojarzenia nasuwa także zamykający płytę utwór Avf, w którego tle cały czas słuchać słynną melodyjkę kibiców piłki nożnej. Piosenka poraża elektrycznymi beatami i pozytywnym nastrojem, a gościnnie pojawili się na nim Maitre Gims i Orelsan.
Do grona dynamicznych, klubowych numerów można zaliczyć także Tous les mêmes, którego wisienką na torcie są brzmienia trąbki Barta Marisa oraz bogate instrumentalnie Ave Cesaria. W utworze usłyszeć można zarówno harmonijkę Vincenta Peiraniego, subtelne pianino Antonio Santosa oraz gitarę Mauricio Delgadosa. Dwaj ostatni zaśpiewali również w chórku, dodając wszystkiemu świetnego klimatu.
Dużym plusem Racine carree są te mniej dyskotekowe utwory, takie jak elektroniczne Moules frites czy synthpopowo-house’owe Quand c’est?. Oba szybko wpadają w ucho dzięki świetnym zabiegom dźwiękowym i atmosferze, jaką tworzą. Bardzo ciekawe na tle innych wypada również instrumentalne Merci, które nasuwa skojarzenia z synthpopową muzyką Depeche Mode czy Goldfrapp.
Świetnym pomysłem ze strony Stromae było również wykorzystanie najpopularniejszej arii George’a Bizeta i stworzenie z niej elektronicznej perełki pt. Carmen. Chociaż wielu może uważać, że taki zabieg nie powinien mieć miejsca, po przesłuchaniu nietrudno zakochać się w tej wersji.
Od samego początku słychać, że cała płyta została przemyślana w najmniejszym szczególe i warto było na nią czekać trzy lata. Każdy dźwięk, każda przeszkadzajka miała swoje miejsce, a wokal Stromae dodał wszystkiemu francuskiej klasy. Teraz pozostaje mieć nadzieję, że już niedługo na sklepowych półkach pojawi się kolejny krążek Belga, pełen jeszcze lepszej muzyki.

