Stanisława Celińska – Atramentowa… Suplement (2015), recenzja Katarzyny Turowicz

Audrey Hepburn mawiała, że „Dobra piosenka to nie tylko słowa, ale także nastrój. Musisz umieć powiedzieć to, co masz do powiedzenia.” Celińska mówi. Buduje atmosferę. Stwarza intymną sytuację – sam na sam i mówi. Nie do masy. Do Człowieka.


Po ogromnym sukcesie płyty Atramentowa przyszedł czas na kolejny krążek. Atramentowa – Suplement to już drugie w tym roku wydawnictwo Stanisławy Celińskiej, które ukazało się 26 października. Jednak nie należy się łudzić – wbrew tytułowi, Atramentowa – Suplement nie jest uzupełnieniem swojej poprzedniczki, bo ona nie wymaga żadnych poprawek czy dopowiedzeń. Atramentowa – Suplement jest raczej kontynuacją tego, co znajdziemy na krążku go poprzedzającym.

Za produkcję tego albumu odpowiada Maciej Muraszko, który stał za sterami kompozytorskimi zarówno tego materiału, jak i Atramentowej. Także tym razem ta współpraca nie zawiodła oczekiwań słuchaczy i zaowocowała drugim już, równie dobrym, albumem. I ponownie muzyczny, delikatny klimat oprawia cały wachlarz instrumentów, wśród których można wymienić m.in. fortepian, saksofon, gitarę.

Jak się okazuje, poezja śpiewana zaczyna na polskim rynku muzycznym święcić triumfy. I to całkiem poważne. A to za sprawą niepowtarzalnych tekstów, których autorami jest m.in. Dorota Czupkiewicz, a nawet sama Stanisława Celińska. Zbiór 9. utworów wchodzących w skład tracklisty albumu zasilają też 2 covery. Jednym z nich jest Pod papugami autorstwa Czesława Niemena, a drugim Manha De Carnaval – utwór otwierający album, ale przede wszystkim przebój lat 60. XX w. rodem z popularnego musicalu „Czarny Orfeusz”, dla którego tekst w języku polskim stworzyła Celińska.

Stonowana, nastrojowa ballada z wyraźnymi akcentami fortepianu to Za spokojnie. Według mnie najpiękniejszy utwór krążka. Przepełniony nostalgią, specyficznym rodzajem… spokoju, chyba przede wszystkim. Słuchacz rozpływa się w melancholii nie tracąc przy tym skupienia, bo tekst wymusza też głęboką refleksję. Przynajmniej w moim przypadku.

Utwór mocno kontrastujący z Za spokojnie nosi tytuł Pomilczenie. Utrzymany w szybszym tempie z wyraźniej zaznaczoną melodią sprawia, że całość albumu nie jest utrzymana w jednym, zrównoważonym tonie, a odbiorca nie odnosi wrażenia powtarzalności i tym samym nie nudzi się. Zadziorny, charakterny głos Celińskiej brzmi fenomenalnie oraz jest zachwycającym pokazem jej wokalnych zdolności. Na szczególną uwagę w przypadku Pomilczenia zasługuje bezsprzecznie jego warstwa tekstowa rozbita na dwie strony – z jednej poważne, zagmatwane relacje, z drugiej zaskakująca końcowa część uwypuklona groteską i „niepamiętaniem” tekstu. To znaczący walor i wyraz dystansu artystki do świata, sztuki.

Dźwięki się łaszą. Słowa oplatają. Słuchacz Atramentowej – Suplement nieodzownie, niejednokrotnie doznaje uczucia zaopiekowania, ciepła, zrozumienia. Celińska wyraźnie przeżywa każdy z tych komponentów płyty, zarówno dźwięki, jak również słowa, a żaden oddech nie jest przypadkowy. To taki typ albumu, o którym nie da się napisać, bo żadne użyte słowo nie jest w stanie odwzorować jego kwintesencji, a który koniecznie trzeba przesłuchać.

Ta złota muzyczna jesień bezsprzecznie należy do Pani Celińskiej, która ozłaca nam kapryśną pogodę skrzącym, pastelowym, delikatnym głosem. Artysta pracuje wyłącznie na żywych tkankach dźwięku w każdej postaci. Celińska robi to z pełną świadomością w stopniu wykraczającym poza percepcję słuchacza. Nie da się chyba rozłożyć fenomenu Celińskiej na jak najmniejsze cząstki elementarne i móc go w pełni zrozumieć. Można jednak z całą pewnością stwierdzić, że jednym z tych elementów jest niewątpliwie autentyczność. Celińska jest dowodem na to, że bez medialnego szumu, bez nieustannego zapętlania singli przez komercyjne stacje radiowe aż do znudzenia, bez wyskakiwania z każdego kapelusza można osiągnąć sukces i zaskarbić serca słuchaczy. Bo prawdziwa sztuka obroni się sama. Choć brzmi to nad wyraz wyświechtanie.

Czytaj również