Audrey Hepburn mawiała, że „Dobra piosenka to nie tylko słowa, ale także nastrój. Musisz umieć powiedzieć to, co masz do powiedzenia.” Celińska mówi. Buduje atmosferę. Stwarza intymną sytuację – sam na sam i mówi. Nie do masy. Do Człowieka.
Po ogromnym sukcesie płyty Atramentowa przyszedł czas na kolejny krążek. Atramentowa – Suplement to już drugie w tym roku wydawnictwo Stanisławy Celińskiej, które ukazało się 26 października. Jednak nie należy się łudzić – wbrew tytułowi, Atramentowa – Suplement nie jest uzupełnieniem swojej poprzedniczki, bo ona nie wymaga żadnych poprawek czy dopowiedzeń. Atramentowa – Suplement jest raczej kontynuacją tego, co znajdziemy na krążku go poprzedzającym.
Za produkcję tego albumu odpowiada Maciej Muraszko, który stał za sterami kompozytorskimi zarówno tego materiału, jak i Atramentowej. Także tym razem ta współpraca nie zawiodła oczekiwań słuchaczy i zaowocowała drugim już, równie dobrym, albumem. I ponownie muzyczny, delikatny klimat oprawia cały wachlarz instrumentów, wśród których można wymienić m.in. fortepian, saksofon, gitarę.
Jak się okazuje, poezja śpiewana zaczyna na polskim rynku muzycznym święcić triumfy. I to całkiem poważne. A to za sprawą niepowtarzalnych tekstów, których autorami jest m.in. Dorota Czupkiewicz, a nawet sama Stanisława Celińska. Zbiór 9. utworów wchodzących w skład tracklisty albumu zasilają też 2 covery. Jednym z nich jest Pod papugami autorstwa Czesława Niemena, a drugim Manha De Carnaval – utwór otwierający album, ale przede wszystkim przebój lat 60. XX w. rodem z popularnego musicalu „Czarny Orfeusz”, dla którego tekst w języku polskim stworzyła Celińska.
Stonowana, nastrojowa ballada z wyraźnymi akcentami fortepianu to Za spokojnie. Według mnie najpiękniejszy utwór krążka. Przepełniony nostalgią, specyficznym rodzajem… spokoju, chyba przede wszystkim. Słuchacz rozpływa się w melancholii nie tracąc przy tym skupienia, bo tekst wymusza też głęboką refleksję. Przynajmniej w moim przypadku.
Utwór mocno kontrastujący z Za spokojnie nosi tytuł Pomilczenie. Utrzymany w szybszym tempie z wyraźniej zaznaczoną melodią sprawia, że całość albumu nie jest utrzymana w jednym, zrównoważonym tonie, a odbiorca nie odnosi wrażenia powtarzalności i tym samym nie nudzi się. Zadziorny, charakterny głos Celińskiej brzmi fenomenalnie oraz jest zachwycającym pokazem jej wokalnych zdolności. Na szczególną uwagę w przypadku Pomilczenia zasługuje bezsprzecznie jego warstwa tekstowa rozbita na dwie strony – z jednej poważne, zagmatwane relacje, z drugiej zaskakująca końcowa część uwypuklona groteską i „niepamiętaniem” tekstu. To znaczący walor i wyraz dystansu artystki do świata, sztuki.
Dźwięki się łaszą. Słowa oplatają. Słuchacz Atramentowej – Suplement nieodzownie, niejednokrotnie doznaje uczucia zaopiekowania, ciepła, zrozumienia. Celińska wyraźnie przeżywa każdy z tych komponentów płyty, zarówno dźwięki, jak również słowa, a żaden oddech nie jest przypadkowy. To taki typ albumu, o którym nie da się napisać, bo żadne użyte słowo nie jest w stanie odwzorować jego kwintesencji, a który koniecznie trzeba przesłuchać.
Ta złota muzyczna jesień bezsprzecznie należy do Pani Celińskiej, która ozłaca nam kapryśną pogodę skrzącym, pastelowym, delikatnym głosem. Artysta pracuje wyłącznie na żywych tkankach dźwięku w każdej postaci. Celińska robi to z pełną świadomością w stopniu wykraczającym poza percepcję słuchacza. Nie da się chyba rozłożyć fenomenu Celińskiej na jak najmniejsze cząstki elementarne i móc go w pełni zrozumieć. Można jednak z całą pewnością stwierdzić, że jednym z tych elementów jest niewątpliwie autentyczność. Celińska jest dowodem na to, że bez medialnego szumu, bez nieustannego zapętlania singli przez komercyjne stacje radiowe aż do znudzenia, bez wyskakiwania z każdego kapelusza można osiągnąć sukces i zaskarbić serca słuchaczy. Bo prawdziwa sztuka obroni się sama. Choć brzmi to nad wyraz wyświechtanie.


