Spring Break z All About Music. Poznaj zespół Cinemon

Mamy przyjemność w tym roku być patronem medialnym festiwalu Spring Break. Z tej okazji chcielibyśmy, abyście poznali tegorocznych artystów i wybrali na co chcielibyście pójść. Dziś czas na zespół Cinemon.

Spring Break to festiwal showcase’owy, który ma na celu promowanie nowych talentów i otwieranie ich na nową publiczność. Idea tego cyklu jest więc jedna. Zadaliśmy 10 identycznych pytań kilkudziesięsiu artystom tej edycji, abyście ich lepiej poznali. Pytania są proste, ale odpowiedzi nieoczywiste. Każdy ma równe szanse, aby Was przekonać. Cykl poprowadzi Łukasz Jaćkiewicz.

Łukasz Jaćkiewicz: Spring Break to festiwal showcase’owy, w którym artyści dają się poznać szerszej publiczności. Co dla Was oznacza występ na takim festiwalu?

Granie na ESB to wyróżnienie samo w sobie, bo każdy by chciał, a nie każdy może. Jest to oczywiście okazja, żeby pokazać się nowym ludziom, którzy, być może, gdyby nie ESB, nie przybywaliby tak tłumnie.
Ale showcase to oczywiście okazja żeby pokazać się przede wszystkim branży – bo „każdy z branży” tam jest! Czasem sami występujemy w roli organizatorów (Halo! Czy znacie Tak Brzmi Miasto?) więc wiemy, jak przyatakować ważne osobistości. Oczywiście niewiele potem z tą wiedzą robimy, bo jesteśmy wstydliwe chłopaki. Ale uczymy się, uczymy.

Łukasz Jaćkiewicz: Na festiwalu wystąpi kilkudziesięciu artystów. Czym się wyróżniacie między nimi i jak zachęcicie słuchaczy to przyjścia na swój koncert?

Szczerze mówiąc JESTEŚMY TOTALNIE ZSZOKOWANI, że organizatorzy nas wybrali. W ogóle NIE NADAJEMY się do tego line-upu, jesteśmy z CAŁKIEM INNEGO ŚWIATA. Czy to wystarczy? Bardziej poważnie… to czasem faktycznie tak się czujemy. To, co gramy chyba nie za bardzo przystaje do tego, czego dzisiaj się słucha. I z jednej strony czujemy się trochę jak stare dziady, bo nie mamy żadnych synthów w składzie, a z drugiej mam wrażenie, że dzisiejsza wszechobecność ejtisowych brzmień jest jest lekką przesadą. Konsekwentnie siedzimy więc w swojej własnej niszy, dłubiąc coś, co nie jest ani popem, ani rockiem,  ani alternatywą, ani indie, ani grungem. A po trochu jest właśnie tym wszystkim (ale nadal bez synthów!). Więc jara cię nieuczesane gruzowate granie na rozstrojonych gitarach, ale jednak lubisz by była w tym jakaś piosenka – to właśnie my, o.

Łukasz Jaćkiewicz: Na występ których innych artystów z line-upu festiwalu chętnie byście się wybrali?

Michał: Od dawna staram się zwiedzać festiwale przypadkowo. Większość muzyki z dzisiejszych line-upów w ogóle mi nie siedzi, gdy słucham jej w internetach. Z drugiej strony, na żywo bardzo łatwo czymś mnie zachwycić. Więc chodzę i zwiedzam, a jak coś zarezonuje, to zostaję i chłonę. Chciałbym na pewno odwiedzić znajomych, których nie miałem jeszcze okazji słyszeć na żywo: Fickle Vibe, Elizę Tkacz, Swiernalisa, Box Anima, Diunę, Jana Serce, Panilas…
A na koniec odwiedzę .WAVS bo ich akurat znam i są zajebiści.

Łukasz Jaćkiewicz: Jaką muzykę gracie? Opowiedźcie nam o sobie, swoich tekstach i muzyce.

Jest to z pewnością jakiś rodzaj rokendrola. Musi być – jesteśmy przecież tzw. „power trio” – gitara, bas, bęben. Czasem skręcamy bardziej w stronę Stonesów, czasem w stronę Neila Younga, czasem w jakieś dziwne, niezbadane rejony, improwizacje czy wręcz free jazz. Jest w tym dużo piosenki – staramy się, by to co gramy, było raczej strawne. Choć ile byśmy się nie starali to RMF tego nie puści, cholera. Proweniencję mamy prog-rockową i trochę to ostatnio wraca – wdajemy się w jakieś dziwne historie typu 11/16, ale potem, reflektując się, wracamy pokornie do 4/4. Jest sporo przesteru – zazwyczaj na wszystkim – i na gitarze, i na basie, i na bębnach i na wokalu. Ale w wersji studyjnej zawsze wychodzi nam to jakoś grzeczniej niźlibyśmy chcieli. No i tak to się kręci.

Michał: Jeśli chodzi o teksty to, hm, są po angielsku. Podobno to pójście na łatwiznę, a dla mnie to cholernie istotny aspekt piosenki. Wyrzucę to z siebie: po prostu boli gdy ktoś mówi, że pisanie po angielsku jest łatwe bo męczę się z tym straszliwie, obracając myśli tysiące razy zanim wyjdzie ze mnie fraza, z którą będę czuł się ok. Są nasze teksty bardzo osobiste, czasem mam wrażenie że zrozumiałe jedynie dla mnie, chyba nawet introwertyczne. Więc z jednej strony są ważne, ale z drugiej strony, żeby się dokopać do ich znaczenia, trzeba chyba bardzo chcieć.

Łukasz Jaćkiewicz: A co robicie na co dzień? Utrzymujecie się już z muzyki czy to nadal jeszcze marzenie?

Kiedyś chyba faktycznie wydawało się, że jest to jakieś marzenie, nawet jeśli nieco rozmyte. Nie po to przecież zakłada się zespół, żeby grać próby, tylko żeby były stadiony, fanki i rokendrol! Dziś patrzymy chyba na to nieco bardziej trzeźwo: pomijając fakt, że tego typu kariera jest w dzisiejszych czasach mało realna, to właściwie chyba nawet nie jest pożądana. Ot, w pewnym momencie ceni się bardziej możliwość zostania w domu i poczytania książki niż bujania się po backstage’ach w losowych miejscach na świecie. Zwłaszcza, że tego siedzenia w domu i tak zostaje nam niewiele – obydwaj z Tomkiem mamy sporo jeżdżenia w fundacji, którą prowadzimy. Obydwaj żyjemy w jakimś sensie z muzyki – robimy różne okołomuzyczne projekty. Głównie rzeczy pod marką Tak Brzmi Miasto i Krakowska Scena Muzyczna – czy to konferencja, czy festiwal, czy projekt edukacyjny. Kuba prowadzi swój zakład poligraficzny i chyba powoli odchodzi od tłoczenia płyt i robienia okładek, bo ma lepsze rzeczy do roboty, ale kiedyś i w ten sposób było to „muzyczne”.

Taki stan rzeczy daje zupełnie różną perspektywę na robienie zespołu. Staje się to bardziej opcją, niż koniecznością. Nie musimy grać by wyżywić rodzinę, a właściwie nie musimy grać w ogóle. Natomiast lubimy to robić, lubimy też się rozwijać i realizować w swoim tempie jakieś dziwne plany, więc… tak to się kręci.

Łukasz Jaćkiewicz: Co uznajecie za swój największy dotychczasowy sukces w ścieżce artystycznej?

Największym sukcesem według mnie jest to, że nadal istniejemy. To brzmi nieco idiotycznie, ale to jest naprawdę gruby temat: grać kilkanaście lat i nie dać się złamać myśleniu „co z tego mam”. Bo oprócz kilku fanów i przyjaciół, mamy przeróżne długi i garba. Ale kurde, granie jest fajne. Nie jako cel, a jako proces. I nadal – skoro tu jesteśmy – chyba nam się to podoba.

Michał: A artystycznie… ciężko samemu oceniać co jest sukcesem, a co nie. Najnowsze rzeczy najbardziej mi się podobają bo są „najgłębsze”, ale też najbardziej aktualne. Mikołaj Trzaska zagrał solo na naszym singlu, co jest dla mnie kosmosem, bo to człowiek, no właśnie, z kosmosu. Legenda. Na drugim numerze zaśpiewała Misia Furtak, która parę lat temu była w jakiejś niedostępnej dla nas rzeczywistości. To nie są wielkie rzeczy, bo to mały singiel był. Ale to strasznie fajne słuchać swojej muzyki, do której ktoś, kogo podziwiasz, dorzuca swoje trzy grosze.

Łukasz Jaćkiewicz: Z kim chcielibyście współpracować w przyszłości? Jakie jest Wasze muzyczne marzenie?

Nie mamy chyba jakiegoś wielkiego marzenia tego typu. Takie rzeczy dzieją się raczej spontanicznie – powstaje jakiś numer, do którego „aż prosi się” o gościa – i wtedy kombinujemy jak do niego dotrzeć. Czasem pojawia się myśl o kimś w zespole na stałe, ale raz to że raczej nierealne historie, a dwa, że koniec końców we trzech czujemy się najlepiej – trio daje fajną intymność i łatwość kontaktu i chyba nie ma sensu tego zmieniać.

Jeśli chodzi o supporty to fajnie byłoby zagrać przed Pearl Jamem albo Neilem Youngiem. O! Czy na Spring Breaku da się to załatwić?

Łukasz Jaćkiewicz: Jakich wykonawców słuchacie na co dzień? Kto Was inspiruje?

Każdy z nas ma kolekcje płyt CD oraz winyli. Bardzo fajnie słucha się muzyki z fizycznych nośników – kierunkując szczególną uwagę w stronę czarnego nośnika. Problem czasami polega na tym, że na delektowanie się muzyką w salonie nie zawsze jest czas. Na szczęście – albo nieszczęście – XXI wiek obdarował nas czymś takim jak streaming. A tu można słuchać wszystkiego i wszędzie. Przebierać, wybierać. Jesteśmy tzw. starej daty, więc mało interesują nas elektroniczne ścieżki, które obecnie zalewają rynek i internet. Zazwyczaj słuchamy „staroci” i klasyki. Często jest to nurt grunge i wszelkie pochodne temu zespoły.  A jeżeli są to nowe rzeczy to zdecydowanie – rzeczy grane na „żywych” instrumentach. Ze względu na szerokie zainteresowanie muzyką – słucha się trochę nowoczesnej klasyki, troszkę jazzu, więcej rockowej lub „songwriterskiej” muzyki lub po prostu – z powodu natłoku informacji zewsząd – muzyki, która relaksuje. A inspirujemy się …chyba sami sobą. Wciąż szukamy. Ale to słychać na naszych albumach. Każdy ma inny charakter.

Łukasz Jaćkiewicz: Polski rynek muzyczny jest duży. Którzy artyści są według Was warci uwagi? Na kogo zwracacie uwagę?

Michał: Ja wpatruję się cały czas w swoje podwórko i znajome bandy: uwielbiam krakowski .WAVS, polecam Taraban, bardzo lubię Francis Tuan.
Kuba: Ja osobiście średnio prześwietlam naszą muzykę. Najlepiej słucha mi się artystów z którymi gramy koncerty. A to są nasi dobrzy znajomi. Oni wszyscy mają wspaniałe zespoły. Katedra, Francis Tuan, Izzy and the Black Trees, Killers in Red, Taraban, Monsieur Premiere, etc. Zdecydowanie mistrzem w kategori „słuchanie polskich artystów” jest nasz basista Tomek, ale na to potrzebujemy oddzielnego wywiadu.

Łukasz Jaćkiewicz: Jakie utwory ostatnio goszczą na Waszej dziennej playliście? (Wymień 3-5 z nich i powiedź za co je pokochaliście)

Michał: Ostatnio, w związku z nadchodzącym koncertem, powtarzam nowsze płyty z dyskografii Pearl Jamu – znam je słabo, a są z roku na rok mi bliższe.
Kuba: Na mojej playliście – po przeczytaniu biografii TOOL – niestannie zachwycam się projektami Maynarda. TOOL. Puscifer, A perfect Circle. Tak mam po przeczytaniu każdej biografii. Lubie nowoczesną klasykę, coś pomiędzy muzyką filmową a klasyką. Polecam twórczość japońskiego pianisty Ryuichi Sakamoto. On skomponował muzykę do filmu The Revenant. Bardzo altenatywny twórca. Polecam również brytyjskiego młodego artystę Douglasa Dare.  Wydał ostatnio płytę: pianino i wokal. Z branży rockowej – wspomniany wcześniej Pearl Jam – wyczekuje ich nowego albumu. Świeże single są bardzo przyjemne w odbiorze. To właśnie mam na playliście.

Łukasz Jaćkiewicz
Łukasz Jaćkiewicz
Fan muzyki alternatywnej, dobrego bitu i niespotykanej wrażliwości. Szukający nowych wrażeń, alternatywnych perełek i ludzi z pasją. Najbliższe są mu klimaty R&B, ale jest otwarty na wiele innych, ciekawych gatunków.

Ostatnio opublikowane