Mamy przyjemność w tym roku być patronem medialnym festiwalu Spring Break. Z tej okazji chcielibyśmy, abyście poznali tegorocznych artystów i wybrali na co chcielibyście pójść. Dziś czas na Joulie Fox.
Spring Break to festiwal showcase’owy, który ma na celu promowanie nowych talentów i otwieranie ich na nową publiczność. Idea tego cyklu jest więc jedna. Zadaliśmy 10 identycznych pytań kilkudziesięsiu artystom tej edycji, abyście ich lepiej poznali. Pytania są proste, ale odpowiedzi nieoczywiste. Każdy ma równe szanse, aby Was przekonać. Cykl poprowadzi Łukasz Jaćkiewicz.
Łukasz Jaćkiewicz: Spring Break to festiwal showcase’owy, w którym artyści dają się poznać szerszej publiczności. Co dla Ciebie oznacza występ na takim festiwalu?
Joulie Fox: Jest to dla mnie miłe wyróżnienie i okazja, aby pokazać się przed ludźmi, którzy nie znają mojej muzyki.
Łukasz Jaćkiewicz: Na festiwalu wystąpi kilkudziesięciu artystów. Czym się wyróżniasz między nimi i jak zachęcisz słuchaczy to przyjścia na swój koncert?
Joulie Fox: Myślę, że nikt tu z nikim nie musi konkurować. Jestem pewna, że ludzie szczegółowo sprawdzają line-up festiwalu i zdecydują się na tych artystów, którzy ich czymś urzekli. Ja czekam z tą samą ekscytacją zarówno na osoby, które od samego początku planowały odwiedzić mój koncert jak i również na przypadkowych miłośników nostalgicznej elektroniki.
Łukasz Jaćkiewicz: Na występ których innych artystów z line-upu festiwalu chętnie byś się wybrała?
Joulie Fox: Ja wybrałabym się na KRÓL, Meek Oh Why?, Mery Spolsky, Ralph Kamiński, Tola Janowska, Vyspa, Melika.
Łukasz Jaćkiewicz: Jaką muzykę grasz? Opowiedz nam o sobie, swoich tekstach i muzyce.
Joulie Fox: Nazywam to Art Popem (z odrobiną zszarganego serca). Piszę nostalgiczne i smutne teksty, prosto z serca. Mój ostatni singiel „Oops I am Dead” powstał jako projekt opierający się na historiach 40 osób, które zgodziły się podzielić ze mną swoimi przeżyciami związanymi z problemami natury psychicznej. Z tych wyznań powstał wiersz zapowiadający singiel. Jest to temat, który obecnie gości w moich utworach, a dwa kolejne single będą swego rodzaju ciągiem dalszym tej historii. Teksty piszę w różnych okolicznościach, ale są to słowa nawiązujące do tego co przeżywam obecnie lub co było częścią mnie przez pewien okres.
Łukasz Jaćkiewicz: Co uznajesz za swój największy dotychczasowy sukces w ścieżce artystycznej?
Joulie Fox: Największy sukces i najprzyjemniejsze doznanie to bycie zauważonym przez Portugal The Man., którzy wybrali mnie i mój zespół do line-upu NOS ALIVE! 2019. Drugim pięknym doświadczeniem było użycie „Wild Heart” w brytyjskiej ITV w „Love Island”. Dodatkowo sesja w fundacji z Markiem Ronsonem.
Łukasz Jaćkiewicz: Z kim chciałbyś współpracować w przyszłości? Jakie jest Twoje muzyczne marzenie?
Joulie Fox: Mój numer 1 to praca nad moim albumem z Markiem Ronsonem, a numer dwa to zagranie na żywo z Metronomy.
Łukasz Jaćkiewicz: Jakich wykonawców słuchasz na co dzień? Kto Cię inspiruje?
Joulie Fox: Słucham przeróżnej muzyki. Jakbyś mnie zapytał, o mojego ulubionego artystę to powiedziałabym nie wiem. Obecnie jestem pochłonięta przez francuski pop. Stromae, Video Club, Vendredi sur Met, The Blaze.
Łukasz Jaćkiewicz: Polski rynek muzyczny jest duży. Którzy artyści są według Ciebie warci uwagi? Na kogo zwracasz uwagę?
Joulie Fox: Od 5ciu lat mieszkam w Londynie i musze przyznać, że ciężko u mnie ze znajomością polskiego rynku muzycznego. Kocham KRÓLA za jego cudowne teksty i wrażliwość. Daria Zawiałow to również niesamowita artystka. Nie są to jednak artyści, których trzeba by było komuś przedstawiać. Mogłabym tu wymienić tylko artystów, których wszyscy już znają.
Łukasz Jaćkiewicz: Jakie utwory ostatnio goszczą na Twojej dziennej playliście? (Wymień 3-5 z nich i powiedz za co je pokochałaś)
Joulie FoX: Stromae – Papaoutai – za nietuzinkowość Stromae, przesłanie w tekstach, emocjonalność. The Blaze – Territory – za nostalgię, przypominanie mi o niesamowitej wartości posiadania przyjaciół i rodziny, za porywanie mnie do tańca. (Swoją drogą miałam okazję zobaczyć ten duet live i był to jeden z piękniejszych koncertów jakie w życiu widziałam). I ostatni, żeby nie było, że jestem taka ą, ę artystyczna – ale uwaga będzie to mocne Guilty Pleasure. Dua Lipa – Don’t Start Now – każdy czasem potrzebuje jakiegoś odmużdżacza. Świetnie sprawdza się na zajęciach tanecznych. A do tego dobry basik, piękny żeński wokal.
