Po dziesięciu latach były już członek legendarnego zespołu Fleetwood Mac – Lindsey Buckingham wydał kolejny, w pełni solowy album studyjny. Jakie dźwięki przynosi płyta, zatytułowana po prostu imieniem i nazwiskiem muzyka?
Na początku czerwca Lindsey Buckingham, czyli były już gitarzysta, wokalista, autor kultowego zespołu Fleetwood Mac, zapowiedział swój najnowszy album studyjny. Płyta zatytułowana po prostu imieniem i nazwiskiem muzyka to jego pierwszy od dziesięciu lat w pełni solowy projekt. Wydawnictwo ujrzało światło dzienne 17 września, a jego premiera poprzedzona była wydaniem trzech singli – I Don’t Mind, On The Wrong Side oraz Scream.
Płyta powstała w domowym studio Buckinghama w Los Angeles i naprawdę stanowi jego w pełni autorski projekt – artysta zaśpiewał, napisał teksty i zagrał na wszystkich instrumentach (jedynie utwór Time został napisany przez Michaela Merchanta). W oświadczeniu, informującym o wydaniu albumu, multiinstrumentalista określił, że bardzo chciał stworzyć album popowy, ale czy rzeczywiście właśnie to określenie najlepiej pasuje do projektu Lindsey Buckingham?
Nie da się ukryć, że wraz z dołączeniem do Fleetwood Mac Buckinghama i Stevie Nicks, brzmienie grupy zmieniło się – dotąd blues-rockowe, poszło w kierunku bardziej radiowego pop-rocka. Albumy solowe, które wydał w ciągu swojej kariery Lindsey, jasno wskazują, że, pod względem muzycznym, to on był za to w dużej mierze odpowiedzialny. Słychać to na debiutanckim Law and Order, ale też na późniejszych wydawnictwach, chociażby na poprzedniku Lindsey Buckingham, czyli Seeds We Sow.
Na najnowszy album muzyka złożyło się dziesięć premierowych utworów – całość otwiera wydany jako trzeci singiel Scream. Rozpoczynająca tą piosenkę partia gitary, pojawiający się nagle galopujący rytm perkusji i żeński chór w tle, natychmiast przywodzą na myśl dokonania nie tyle samego Buckinghama, co właśnie Fleetwood Mac i to z tych najlepszych czasów, czyli albumów Fleetwood Mac i Rumours. Według muzyka, w warstwie tekstowej Scream to bardzo optymistyczna piosenka, świętująca pewien aspekt życia, jakim jest budowanie relacji, zwłaszcza tych długotrwałych. Tekst to swoisty opis początkowych faz związków, pełnych emocji i uniesień. Fraza Oh, I love you when you scream wbija się w głowę i brzmi w niej jeszcze długo po zakończeniu piosenki.
I Don’t Mind, czyli singiel promujący całość mnie dość rozczarował. Utwór jest nudny, brzmi jak odrzut z Rumours. Dużo tu zresztą odwołań do tego właśnie albumu – o tym, że piosenka On The Wrong Side może przywodzić na myśl Go Your Own Way, czyli jeden z najbardziej docenianych utworów zespołu, mówił sam Buckingham. Chodzi przede wszystkim o sposób, w jaki kompozycja ta została zbudowana – smutny, przygnębiający tekst otulony został bardzo żwawą i pogodną melodią, opartą na brzdąkającej gitarze akustycznej i świetnej partii perkusji. Z każdym kolejnym przesłuchaniem podobieństwo do wspomnianego wyżej legendarnego utworu jeszcze bardziej się narzuca. Jest to o tyle ciekawy zabieg, że wydaje się, że słowa:
Time is rolling down the road
Now goes right in in a hearse
We were young and never old
Who can tell me which is worse?
I’m outta pity
I’m outta time
Another city, another crime
I’m on the wrong side
muzyk kieruje do swoich dawnych kolegów z zespołu, nawiązując do wyrzucenia go z grupy w 2018 roku. Wydaje się jednak, że utwór ten to swoiste rozliczenie się i pogodzenie z tym, co się stało.
Zaskakująco, ale w pozytywnym znaczeniu, brzmi Swan Song. Muzycznie to powrót do brzmienia lat ‘80, a więc do debiutanckiego albumu Buckinghama, ale też do Tango in the Night. Nie sposób nie odnieść także wrażenia, że ten styl muzyczny, w połączeniu z tekstem, to swoisty przytyk do Stevie Nicks, prywatnie dawnej ukochanej muzyka, do ich trudnej relacji, która ostatecznie doprowadziła do usunięcia muzyka z Fleetwood Mac – Buckingham wprost oskarżył Nicks o to, że to ona postawiła pozostałym członkom ultimatum, według którego Ci musieli wybrać, kto pozostanie w zespole. Stevie wielokrotnie zaprzeczyła, jakoby to ona miała być odpowiedzialna za zaistniałą sytuację.
Na każdym wydawnictwie Lindseya Buckinghama musi znaleźć się ballada – nie inaczej dzieje się tutaj, czego odzwierciedleniem jest bardzo przyjemna, soft rockowa kompozycja Blind Love. W spokojniejszym, bardziej refleksyjnym nastroju pozostajemy także za sprawą utworu Time – folkowy, ujmuje spokojnym głosem muzyka. Jesteśmy w połowie albumu i już słyszymy, że różni się on od swoich poprzedników ogromną dozą melodyjności – nie ma tu tak dużej ilości brzdąkającej gitary, jest za to przepiękna muzyczna wolność, w którą naprawdę chce się wsłuchać. Świetnie oddaje to Santa Rosa, która ujmuje swoim lekkim, prześlicznym refrenem.
Blue Light szybko mi uciekło, ale tuż po nim mamy bardzo ciekawy Power Down, czyli utwór sytuujący się gdzieś pomiędzy popem, folkiem, a muzyką elektroniczną, przywodzący mi na myśl dokonania Placebo. Album zamyka kompozycja Dancing, czyli refleksyjna ballada z przepiękną gitarą. Piosenka od razu skojarzyła mi się z numerem Darling z najnowszego albumu Halsey – nieprzypadkowo, gdyż za wspaniały gitarowy riff, który w nim słychać, odpowiada właśnie Buckingham. Jest to jednak kompletnie odległa melodia od otwierającego całość Scream. Być może będący obecnie w trakcie rozwodu muzyk chciał pokazać w ten sposób słuchaczowi, że każda relacja ma swoje fazy – rozpoczyna się jako niezwykle żywa, pełna emocji, by na różne sposoby zakończyć się, pozostawić z poczuciem smutku.
Ktoś nieznający całej twórczości Fleetwood Mac, osiągnięć Lindseya Buckinghama, mógłby powiedzieć, że muzyk zbyt mocno zainspirował się tu brzmieniem tej słynnej grupy z czasów, gdy dopiero co do niej dołączył. Wiedząc jednak, jak dużo Buckingham wniósł do stylu muzycznego tego zespołu, bardziej powiedziałabym, że tu wreszcie dał sobie wolność, robiąc na swoim solowym projekcie to, co robił przez wielką część swojej kariery. Artysta przestał od tego uciekać, szukać innych muzycznych dróg, co brzmi tak bardzo słonecznie, jednolicie, pięknie, jak nigdy wcześniej w jego dyskografii.
Wiadomo, że kompozycje te stanowiły pierwotnie materiał na wydawnictwo Fleetwood Mac, dobrze jednak się stało, że całość stała się nową płytą Buckinghama. Lindsey Buckingham to piękny, pozostający na wysokim poziomie artystycznym sposób na pokazanie, jak wiele brzmienie, z którego znamy Fleetwood Mac, zawdzięcza multiinstrumentaliście. Najnowsze wydawnictwo artysty to rzeczywiście coś, co można nazwać albumem popowym, łagodnym, prostym, ale nie infantylnym. Projekt też jasno pokazuje, że Buckingham ma się dobrze bez swojego głównego zespołu i jest w stanie iść swoją własną drogą. Nawet jeśli pod tymi słonecznymi, pogodnymi brzmieniami w dużej mierze kryje się smutek i żal – artysta jest po genialnej, bynajmniej nie złej, stronie (muzyki).
- Data premiery: 17 09 2021
- Single: I Don't Mind, On The Wrong Side, Scream
