Sorry Boys – Roma (2016), recenzja Piotra Krajewskiego

Warszawskiemu zespołowi wystarczyło jedynie kilka lat, aby zaskarbić sobie serca wielu fanów i pokazać, że da się robić w Polsce niezwykle interesujący alternatywny pop. Ciekawa mieszanka dźwięków, świetne koncerty i charyzmatyczna liderka zespołu. Sorry Boys wrócili do nas z trzecim albumem. Czy będzie to podróż do Rzymu?

Tytuł albumu nie odnosi się dosłownie do stolicy Włoch. Nie ma tu żadnych nawiązań w tekstach do włoskiego miasta. Jest za to spora różnorodność i mnogość dźwięków. A z czym może kojarzyć się Rzym? No właśnie z bogactwem – przede wszystkim kulturowym i architektonicznym. Panuje tam wspaniały klimat, ogromny przepych, jak również swego rodzaju elegancja.

Okazuje się, że album Sorry Boys posiada wszystkie z tych cech. Dzieło Roma to prawdziwa mozaika dźwięków pełnych wspomnianej elegancji. Dzieje się tu naprawdę dużo. Przepych instrumentalny jest tu zauważalny momentalnie. Słuchacz dostaje w prezencie kosz wypełniony różnorodnymi melodiami. To płyta pełna świetnych gitar, smyczków, puzonu, fortepianu czy wyrazistej, mocnej perkusji.

Roma to jedna wielka niejednoznaczność. Nie oznacza to jednak, że można przy niej pogubić się. Często zdarza się, że bogactwo aranżacyjne na płycie przytłacza i powoduje, że nie jesteśmy w stanie zdefiniować dzieła. Słuchacz dostaje za dużo w dość krótkim czasie. W przypadku Sorry Boys, rozmach to tylko i wyłącznie czysta przyjemność. To, w jaki sposób zespół łączy dźwięki – często na pierwszy rzut oka niepasujące do siebie – robi wrażenie. Wystarczy posłuchać kokietującego z elektroniką Apollo, pięknie wyważonego Roma czy lekko gospelowego Alleluia.

Zespół z niezwykłą lekkością potrafi scalić ze sobą różne brzmienia. Roma to muzyczne spotkanie z alternatywnym popem, rockowymi elementami oraz muzyką ludową. To właśnie folk jest najważniejszy i najbardziej wyrazisty na tym albumie. Szczególny etniczny klimat towarzyszy słuchaczowi praktycznie przez cały krążek.

Wykorzystanie brzmień typowych dla polskiej wsi było strzałem w dziesiątkę. Singlowe Wracam, wykorzystujące elementy muzyki kurpiowskiej, to zdecydowanie jeden z najlepszych polskich utworów 2016 roku. Zaproszenie do współpracy Apolonii Nowak, śpiewaczki z Kurpi, dodało piosence niezwykłego klimatu, którego na próżno szukać w rozgłośniach radiowych. Singiel ten ma w sobie coś wzniosłego i potężnego.

Zespół nauczył się komponować utwory z dużym ładunkiem emocjonalnym. Bądźmy jednak szczerzy – sam aranżacyjny przepych nie stworzyłby takiego klimatu. Wielkim skarbem tej grupy jest Bela Komoszyńska, często nie bez powodu porównywana do Florence Welch, Bat For Lashes czy Kate Bush. Takiej charyzmy w głosie i na scenie wiele polskich artystek może jej pozazdrościć. Manieryczny wokal Beli sprawia, że kompozycje nabierają ogromnej mocy, dynamiki oraz tego „czegoś”. Prawdziwy popis wokalny możemy podziwiać na Roma chociażby w Mojo, Supernowa i Miasto Chopina.

W jednym z wywiadów artystka porównała album swojego zespołu do drogi, która prowadzi w stronę miłości. Trudno się z tym nie zgodzić. Bela skupia się w warstwie lirycznej na własnych, często niełatwych doświadczeniach. Roma to ogromne emocje zaprezentowane za pomocą aranżacyjnej bomby.

Trzeci album Sorry Boys to prawdziwa muzyczna uczta, w której wieloznaczność, piękna paleta zdobień i wyjątkowy etniczny klimat łączą się w coś wspaniałego oraz dojrzałego. Rozmach, z jakim mamy do czynienia na tym wydawnictwie, zachwyca coraz bardziej z każdym kolejnym przesłuchaniem. Roma to płyta gęsta, różnorodna, pełna bogatych motywów oraz bezkresnych pejzaży. To kopalnia, do której trzeba i chce się wejść.

Czytaj również