Kilka dni temu we wrocławskim Centrum Kongresowym A2 pojawił się zespół Son Lux. Trio z Nowego Jorku w cudowny sposób umiliło nam jeden z pierwszych jesiennych wieczorów.

Koniec września wielu kojarzy się z końcem wakacji. Ja jednak wolę o tym okresie myśleć jako o rozpoczęciu sezonu na klubowe koncerty i w tym roku dla mnie zaczął się naprawdę zacnie, bo koncertem grupy Son Lux. Ryan Lott, Rafiq Bhatia i Ian Chang do wrocławskiego Centrum Kongresowego A2 przyjechali by promować krążek Brighter Wounds.
Zanim jednak zespół pojawił się na scenie, zadanie rozgrzania publiczności do koncertu grupy z Nowego Jorku miał SK Kakraba, artysta z Ghany, który gra na oryginalnym instrumencie, jakim jest gyil. Muzycy postawili na bardzo ciekawy support, ale niestety według mnie nie spełnił on swojej roli. Dźwięki, które Kakraba wydobywał ze swojego instrumentu po prostu nie przypadły mi do gustu. Nie potrafiłem się wczuć w muzykę i patrząc na reakcje osób wokół mnie, nie byłem w tym osamotniony.
Na szczęście chwilę później na scenę wyszły gwiazdy tego wieczoru. Wyszli ubrani skromnie, cali na czarno, czasem ciężko było dostrzec ich sylwetki z kłębów dymu. A to dlatego, że oprawa graficzna nie jest im w ogóle potrzebna. Na koncert Son Lux przychodzi się słuchać muzyki, żyć nią. To było moje drugie zetknięcie z grupą na żywo i ponownie połowę koncertu spędziłem z zamkniętymi oczami. Po prostu odpływałem. Niektórym w tym momencie może się nasunąć więc pytanie po co w ogóle przychodzić na koncert, ale już śpieszę z odpowiedzią.

Praktycznie każdy utwór na żywo wzbogacony jest o improwizacje, nowe dźwięki, których nie usłyszymy na albumie. Tego właśnie oczekuję od takich zespołów jak Son Lux. Powiewu świeżości, akcentów, dzięki którym powiem sobie, że warto było rzucić wszystko w środku tygodnia i wybrać się w podróż do Wrocławia, a nie słuchać ich w domowym zaciszu. Współgrało tutaj wszystko, muzycy potrafią połączyć elektronikę, jazz i gitarowe brzmienie w jedność. Idealny wokal Ryana Lotta z pewnością jest najmocniejszym punktem grupy. Gość potrafi zrobić ze swoim głosem dosłownie wszystko. Łatwość z jaką przychodzi mu odśpiewanie i wysokich, i niskich dźwięków, jest nie do opisania. Zaraz obok niego za perkusją zasiada znakomity Ian Chang, a dalej gitarzysta Rafiq Bhatia. Cała trójka doskonale rozumie się i wspólnie dopełnia na scenie.
Trio swój występ rozpoczęło od zagrania The Fool You Need, trzeciego singla z płyty Brighter Wounds. To co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło na samym początku to brak morza telefonów nagrywających każdą sekundę koncertu. Nieco więcej ich było na następnym w setliście Easy oraz na początku piosenki Lost It To Trying, ale nie na tyle, by w jakikolwiek sposób przeszkadzało to w odbiorze.
Po odśpiewaniu Easy muzycy kontynuowali promocję najnowszej płyty kawałkami Surrounded oraz wprowadzającym w refleksyjny klimat Labor. Później przyszedł czas na utwór Stolen z wydanej w ubiegłym roku EPki Remedy, które charakteryzuje się genialnymi, energicznymi wstawkami. Kawałek idealny na koncerty!
Muzycy nie zwalniali tempa i już po chwili usłyszeliśmy początek
You Don’t KnowMe, jedynego w setliście kawałka z wydanej trzy lata temu płyty Bones, a później pojawiły się Slowly oraz Dream State, czyli dwa pierwsze single z ostatniego albumu studyjnego, który muzycy promują podczas tej trasy.
Przed rozpoczęciem utworu All Directions przyszedł czas na właściwie pierwszą interakcję Matta z widownią. Wcześniej jedynie dwa razy odezwał się do mikrofonu i dwa razy po to, by przedstawić członków swojego zespołu.
Na początku powiedział, że jedna osoba z jego teamu, bodajże człowiek odpowiedzialny za transport, ma dziś urodziny, na co publiczność odpowiedziała oczywiście odśpiewaniem Sto lat. A kiedy nasze głosy zostały już rozgrzane, wokalista poprosił, byśmy w trakcie All Directions zaczęli robić chórki według jego wytycznych. I takim sposobem każdy z nas może się pochwalić, że wykonał utwór razem z Son Lux na żywo! Wyszło całkiem fajnie, nie zrobiło na mnie to już aż takiego wrażenia, bo na Tauronie zrobili dokładnie to samo, ale nie dziwię się, że muzycy nie rezygnują z wspólnego śpiewania. Naprawdę fajny element całego show.
Na bis zagrali dwa utworu. Rozpoczęli od Aquatic, natomiast finał mógł należeć tylko do jednej kompozycji – Lost It To Trying, którą, tak jak zresztą prawie każdy kawałek, o czym wspominałem wcześniej, otrzymaliśmy w zupełnie innej aranżacji niż tej, którą słychać na płycie.
Po koncercie muzycy pojawili się na stanowisku z merchem, by tam porobić sobie zdjęcia z fanami i mają za to u mnie kolejnego dużego plusa!
Son Lux występem we Wrocławiu przypisało sobie w mojej głowie łatkę zespołu, na którego koncert warto pójść zawsze, niezależnie od tego, czy jeżdżą po świecie z nowym materiałem, czy spotykam ich praktycznie na tej samej trasie. Ich muzyka na żywo naprawdę zyskuje, liczne improwizacje i solówki chłopaków są wspaniałe, a ja po raz kolejny ich show opuszczałem przepełniony pozytywną energią. Do następnego!
This may temporarily increase the size of your penis, until the erection goes away. cialis price malaysia The drug does have a few serious side effects, but these rarely occur.


