Słuchając po raz pierwszy Interpretacji odniosłem wrażenie, że jest to genialna płyta. Po jakimś czasie jednak przysiadłem do niej na dłużej i wykonałem to, co sugerował mi tytuł – podjąłem interpretację. Muzyki, słów, klimatu, doboru wierszy. Co mi to dało?
Właściwie nic, bo pierwsze wrażenie okazało się być bardzo złudne. Być może było to spowodowane tym, że w tytule krążka występuje nazwisko wielkiego poety. Zaraz, zaraz… Różewicz? Coś mi się wcześniej obiło o uszy, jednak o jego wielkości dowiedziałem się dopiero ze strony na Wikipedii. Nie czuję przy tym jakiegoś wstydu, bo niewiedza nie jest niczym złym, jednak stąd nasuwa się dalszy wniosek połączony z pytaniem: czemu nie znałem twórczości pana Tadeusza i czy aby na pewno był on wielkim poetą?
Co do drugiej kwestii, to nie będę się wypowiadał, gdyż polonista ze mnie żaden. Jednak sprawa nieznajomości twórczości Różewicza wydaje się ciekawa. Odpowiedź na ten problem jest tylko jedna i nazywa się 'biały wiersz’. Nienawidzę. Nigdy nie zrozumiałem fenomenu tej formy poezji i zapewne nigdy nie zrozumiem, gdyż traktuję ją na równi ze stereotypową polską mentalnością i źle przyrządzonym spaghetti – wara ode mnie. Uzasadnienie mojego hejtu jest tutaj zbędne, dlatego przejdę do sedna sprawy, czyli do samej płyty.
Jest ona owocem dwójki raperów, Sokoła i Hadesa, oraz duetu producenckiego Sampler Orchestra. Jak już wspomniałem, po pierwszym kontakcie z płytą moje 'wow’ było dość spore. Wczułem się w klimat wierszy, budowany przez rap i muzykę, i przyjemnie mi to współgrało. Jednak już drugi przesłuch krążka wywołał we mnie skrajnie negatywne emocje. Po pierwsze: dusiłem się natłokiem muzyki. Klimat, który wcześniej mi się podobał, stał się dla mnie tym, czym atmosfera dla ryby. Po drugie: jakie to interpretacje, jak wiersze są po prostu rapowane? Zgodzę się z tym, że zarówno Sokół jak i Hades przerobili je na swój sposób, chociażby przez celowe zapętlenia czy odpowiednie akcentowanie danych wyrazów, jednak czegoś mi tutaj zabrakło. O czym mówię?
A chociażby o jakimś komentarzu własnym. Mogliby się oni wysilić na jedną czy dwie zwrotki własne, w których opisaliby swoje odczucia, myśli czy cokolwiek innego, co wiązałoby się ich zdaniem z wierszem. Na początku, w trakcie, czy na końcu tekstu – nieistotne. Myślę, że byłoby to ciekawą wstawką wzbogacającą całość. Ale cóż: nie ma co gdybać, lecz warto sprostać temu, co otrzymaliśmy od twórców.
Można to porównać niejako do leku będącego placebo. Ciekawą tezę postawił Mateusz Murawski z Onetu w swojej recenzji. Zadał on sobie pytanie co robić z takimi płytami, odnosząc się do tego, że rapowane są w niej właśnie wiersze Różewicza. Z jednej strony można podziwiać kunszt, talent zarówno autora tekstów, jak i wykonawców, jednak z drugiej strony czy nie jest to swego rodzaju hipsterstwem? Tutaj mamy zawarte wspomniane przeze mnie placebo: coś nam się podoba, bo jest to podniesione na piedestał. Sam uległem tej hiperboli, więc wiem o czym mówię.
No ale zanim skreślę ostatecznie płytę Różewicz – Interpretacje, warto wspomnieć jeszcze o jednym, ważnym aspekcie. Do jej realizacji przyłączyło się bowiem Narodowe Centrum Kultury, co należy przy tej okazji podkreślić. Jest to bowiem swego rodzaju wyciągnięcie ręki w stronę kultury hip-hop, aby została ona doceniona przez większą rzeszę odbiorców. Drugim celem jest pokazanie, że rap nie składa się tylko z bezwartościowego natłoku 'młodych kotów’, którzy prześcigają się w ilości złota na swym ciele i ilości słów wypowiadanej na minutę. 'Rap niesie za sobą przesłanie’ – wydaje się rzec NCK. Za to danie szansy – ogromne brawa.
Na koniec chciałbym jeszcze napisać małą dygresję odnośnie tego, co chcieli osiągnąć raperzy tym projektem. Przede wszystkim miał być on czymś nowym na polskiej scenie. To zadanie się udało, bowiem czegoś takiego jeszcze nie było. Tutaj jest być może wilk pogrzebany, gdyż być może polski słuchacz nie jest jeszcze gotowy na takie eksperymenty. Być może należało wybrać innego autora tekstów, gdyż poezja pana Tadeusza nie należy do najłatwiejszych. Być może inny podkład muzyczny byłby lepszy pod te teksty. Być może. Takich kwestii jest jeszcze sporo, jednak stało się to, co się stało i nie ma co rozpaczać. Płyta jest miłą ciekawostką, jednak długofalowo nie wniesie nic do polskiego rapu. Takie jest moje zdanie, więc życzcie mi, żebym się mylił.
POSŁOWIE
Jeżeli ktoś chciałby usłyszeć odbicie lustrzane płyty Różewicz – Interpretacje, to gorąco polecam album Albo Inaczej, gdzie można usłyszeć jazzowe aranżacje klasyków polskiego rapu. W jej tworzeniu udział wzięli m.in. Ewa Bem, Krystyna Prońko czy Zbigniew Wodecki, co gwarantuje bardzo dobry poziom. Na pewno brzmi to ciekawiej niż wyżej recenzowany krążek, dlatego być może warto udać się jednak w tę stronę?


