Smolik i Kev Fox oczarowali toruński Lizard King. Relacja Łukasza Jaćkiewicza i zdjęcia Jakuba Molina

To był jeden z tych koncertów, na które długo wyczekiwałem. Smolik i Kev Fox pojawili się w Toruniu na ostatnim tegorocznym koncercie w ramach promocji ich wspólnej płyty. Parę słów i kilkanaście zdjęć przygotowała nasza ekipa, która gościła na tym wydarzeniu.

Wspólna płyta kompozytora i muzyka Smolika oraz wokalisty i gitarzysty Kev Foxa, to jedno z najlepszych polskich wydawnictw tego roku. Co do tej tezy nie miałem wątpliwości nawet przed koncertem. Jeśli ktoś jeszcze waha się czy warto pobiec do sklepu po ten album, to szczerze polecam. Na płycie w wersji fizycznej znajdziecie dużą dawkę rocka i alternatywnych brzmień, muskanych odrobiną bluesa i elektroniki. Wszystko w odpowiednich proporcjach dawkuje nam świetny głos Kev Foxa.

Czy coś się zatem zmienia w wersji koncertowej? Tak! I nie mówię tu o żadnych minusach, bo koncert promuje płytę znakomicie. Koncertowe doznania sprawiły, że album jeszcze bardziej zyskał w moich oczach. Tam, gdzie miałem lekki niedosyt, maestro Smolik udowodnił, że świetnie spełnia się w roli koncertowej. Muzykę dawkował nam jak na wielkiego kompozytora przystało. Wolniejsze kompozycje zachował w rytmie stonowanym, gdzie wokal wysuwa się na pierwszy plan. Te bardziej energetycznie natomiast podrasował jeszcze bardziej dźwięcznymi nutami, dzięki czemu dostaliśmy kawał dobrej muzyki. Zauważyć to było można między innymi w piosence Run, gdzie basy stały się wręcz dyskotekowe – wielki plus i pora na szalone tańce! Pewnego typu melancholia przewija się jednak przez cały materiał, co uznać należy za bardzo dobry krok. To dobre nawiązanie do całego materiału w wersji studyjnej.

Kolejną składową dobrego koncertu jest głos. To on dopełnia piosenki, to on sprawia, że mamy często niedosyt. Wokal Kev Foxa jest jednak wyjątkowy. Tam, gdzie ma być spokojny i stonowany, taki właśnie jest. W większej części koncertu był jednak bardzo energetyczny. Długie dźwięki przenikały się wzajemnie i doskonale wpasowały się w aranżacje. Wielkim atutem tego wokalu jest skala. Muzyk potrafi śpiewać niezwykle wysoko, wydając przy tym modulowane dźwięki, o których pomarzyć może większość wokalistów. Do tego jego gra na gitarze – cudo!

Podczas koncertu muzycy mieli dla nas niespodziankę. O ile przy Regretfully Yours, wersy Y z zespołu BOKKA, zaśpiewał sam Kev, tyle przy Hollywood toruńska publiczność ujrzała gościa. Zwrotkę Natalii Grosiak zaśpiewała bowiem Wiktoria Gołuńska. Z całą pewnością muszę przyznać, że jej zastępstwo było świetnie wykonane i zdecydowanie młoda wokalistka temu zadaniu podołała. Jej głos był krystaliczny i bardzo dobrze wkomponował się w cały utwór. Brawo za odwagę.

Po ogromnych brawach muzycy zdecydowali się wyjść do nas jeszcze na dwa bisy. Podczas pierwszego zagrali piękne My Girl oraz cover Beatlesów – Come Together. Na drugim zaś dostaliśmy ponownie Run – najbardziej energetyczną kompozycję na płycie

Jeśli Panowie ogłoszą nowe daty koncertowe na przyszły rok (oby!), czym prędzej biegnijcie kupić bilety. Smolik i Kev Fox zagwarantują Wam dużą dawkę dobrej muzyki, która połączona z świetnym wokalem brzmi bardzo alternatywnie. Życzyłbym sobie także, aby ich nowe wydawnictwo poznało więcej ludzi, bo może to być jedno z bardziej niedocenionych krążków tego roku.

Fot. Jakub Molin

Czytaj również