Słodko-gorzka rozprawa z rzeczywistością. Maria Peszek – Ave Maria, 2021 (recenzja)

Inne recenzje

Po ponad pięciu latach przerwy od albumu Karabin powraca ona – Maria Peszek. Nazwisko głośne na scenie muzycznej, jednak nie dzięki ilości zdobytych Fryderyków czy spektakularnych występów w Opolu, a za sprawą uznawanych za kontrowersyjne tekstów oraz tematów poruszanych w twórczości. To prawdopodobnie jedna z najważniejszych premier tego roku, choć raczej nie usłyszycie jej w radiu. Oto Ave Maria.

Zapowiadając album Maria Peszek śmiało stwierdziła, że jest to „najprawdopodobniej najpiękniejsza płyta, jaką nagrałam”. Takie słowa z ust samej artystki już od początku postawiły wysoko poprzeczkę i sprawiły, że apetyt na album urósł do niebotycznie wysokiego poziomu. Obawy można jednak schować do kieszeni, ponieważ trzeba przyznać, że Maria Peszek nie rzuca słów na wiatr.

Ave Maria to prawdziwa podróż już od pierwszego, tytułowego utworu. To kawałek na wskroś magiczny dzięki niesamowitemu połączeniu niezwykle osobistego tekstu z hipnotyzującą, przeszywającą wręcz muzyką. Całość dopełnia również wspaniały teledysk (ukłony dla Grajpera za wizualny majstersztyk). Ave Maria to intymna, bardzo osobista spowiedź artystki, która łączy w sobie skrajne uczucia. Smutek i rezygnacja mieszają się z nadzieją i akceptacją nowego stanu rzeczy. Piosenka może z początku dawać mylne wrażenie, że Maria złożyła broń, jednak już za chwilę słychać zapewnienie „ave maria nie umarłam”, rozbrzmiewające niczym bojowa mantra, na której dumnie zasadza się płyta.

Zdecydowanie największym zaskoczeniem na albumie okazał się utwór Szambo Wybiło. Sam tytuł jest zwodniczy – może wskazywać na kawałek mroczny i trudny. Tymczasem jest to piękna i momentami beztroska, a momentami smutna historia dwójki bezdomnych, Witka i Anny, okraszona euforyczną wręcz warstwą muzyczną. Problem bezdomności podczas pandemii nie był poruszany w przestrzeni społecznej wystarczająco często ani z odpowiadającą mu wagą. Szambo Wybiło skłania do refleksji w tym kierunku: w figlarny i intymny, ale jednocześnie stanowczy sposób rzuca światło na problemy ludzi, którzy choć żyją wśród nas od zawsze, często pozostają niezauważeni i wzgardzeni. Maria w piękny sposób przydaje im człowieczeństwa, z którego odarło ich życie.

nie ma domu witek aktualnie wszystko musi robić zdalnie
zdalna miłość zdalna praca zdalny sex i zdalny spacer

Szambo Wybiło

Czas na płycie Maria poświęciła również celebracji kobiecości i feminizmu, a także pierwotnej siły, jaka płynie ze sromu. Artystka bierze go na sztandar i głośno woła: „viva la vulva niech żyje brzuch”. Viva La Vulva to hymn bezkompromisowy i odważny jak czarownice, które zebrały się pod symbolem czerwonej błyskawicy. To właśnie im – wszystkim kobietom, które miniony rok spędziły na ulicach, walcząc o prawo do własnego ciała, dedykowany jest utwór. To celebracja wszystkiego tego, czego patriarchat nauczył się je wstydzić. I mimo zaciśniętej, uniesionej wysoko w górze pięści, lekarstwo jest zgoła inne – to miłość. Jak śpiewa Maria: „kochać wszystkich nikogo nie oszczędzać / załatwimy to miłością / kochać wszystkich nikogo nie oszczędzać / człowiek człowiekowi siostrą”.

Piękno albumu tkwi również w jego niezwykłej warstwie romantycznej. Utwory J*bię To Wszystko oraz Lovesong, tak delikatne i czułe, są niewyobrażalnie piękne. Pierwszy z nich, jak określiła sama artystka, to „lesbijski love song”, ponieważ „chociaż jedna piosenka się polskim lesbijkom należy”. Tymczasem queerowy wątek na albumie porusza również Virunga, która rozbrzmiewa echem rozpaczliwego wołania o pomoc dla tęczowych goryli, walczących o przetrwanie we własnym domu. Charakterystyczny dla obydwu piosenek jest powracający motyw zamkniętego lasu, symbolizujący przykry stań państwa.

Ave Maria wzbudza całą paletę emocji. Mroczna strona płyty należy zdecydowanie do utworów Dzikie Dziecko i Pusto, które swoimi brzmieniami przyprawiają o ciarki. Każda sekunda obydwu piosenek powoduje narastające uczucie niepokoju, które potęgują odarte ze wszelkich ozdobników, brutalne wręcz teksty. I mimo całego swojego smutku, są to niesamowicie ważne utwory.

Album Ave Maria jest zamknięciem pewnego rozdziału w dorobku artystycznym Marii Peszek. Słychać to w utworze Nic O Polsce, gdzie z bólem śpiewa: „nic nie będzie już o polsce / polski we mnie nie ma”. To niemalże list pożegnalny. Rozbrzmiewa tu nostalgiczne, smutne nawiązanie do pierwszej płyty Miasto Mania oraz motywu miasta, teraz utraconego, a także domu, który zmienił się nie do poznania. Po części zmieniła się także twórczość Marii – dojrzała i trudna, lecz niezmiennie piękna.

chciałabym wierzyć ale nie umiem
chciałabym ufać ale się boję
chciałabym kochać to za trudne
chciałabym odejść a jednak stoję

Nic O Polsce

Na osobny akapit zasługuje również ostatnia pozycja na płycie – Barbarka. Nagrana z gościnnym udziałem rapera Oskara Tuszyńskiego z duetu PRO8L3M, opowiada o pedofilii w Kościele katolickim. Sam tytuł jest grą słów pomiędzy imieniem Barbara, a ukochaną pieśnią Karola Wojtyły, której fragment z resztą otwiera piosenkę. To bardzo trudny i zatrważający wręcz kawałek – rytmiczny bit rozbrzmiewa na podobieństwo bicia przerażonego serca, a rozpaczliwy lament Marii przywodzi na myśl cierpienie tysięcy ofiar. To piosenka, która boleśnie zapada w pamięć, dokładnie tak, jak powinna. Artystka śpiewa bez ogródek – nie ma tu zawoalowanych przekazów, ukrytych metafor. Wszystko podane jest na tacy. Peszek mówi jasno: dosyć gwałtów Kościoła na społeczeństwie. Nie jest to utwór, którego słucha się dla przyjemności, niemniej jest on konieczny i bardzo ważny dla całokształtu płyty, a przede wszystkim samej Polski.

Ave Maria to album dopracowany na najwyższym poziomie, zarówno lirycznie, jak i muzycznie. To spójna i przemyślana produkcja, która kryje w sobie niesamowite pokłady piękna. Ogromne brawa należą się Kamilowi Paterowi, producentowi płyty, który dokonał prawdziwej magii. Każde kolejne odsłuchanie sprawia, że co do stwierdzenia Marii nie mam wątpliwości – jest to najpiękniejsza płyta, jaką stworzyła. Słuchając jej trudno nie wyczuć goryczy, która natarczywie bije od składających się na nią piosenek. Ale kryje się tam jednocześnie pewnego rodzaju słodycz, którą Maria jak zawsze umiejętnie przemyca między słowami. Właśnie na tym polega piękno albumu: na zdolności niesienia tego malutkiego płomyczka nadziei i szczęścia pośród przytłaczającej rzeczywistości.

Maria Peszek - Ave Maria
  • Data premiery: 10 09 2021
  • Single: Virunga, Ave Maria, J*bię To Wszystko, Barbarka
Najlepsze utwory: Ave Maria, J*bię To Wszystko, Szambo Wybiło, Pusto, Nic o Polsce
Najsłabsze utwory: Brak


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Czytaj również

Po ponad pięciu latach przerwy od albumu Karabin powraca ona – Maria Peszek. Nazwisko głośne na scenie muzycznej, jednak nie dzięki ilości zdobytych Fryderyków czy spektakularnych występów w Opolu, a za sprawą uznawanych za kontrowersyjne tekstów oraz tematów poruszanych w twórczości. To prawdopodobnie jedna...Słodko-gorzka rozprawa z rzeczywistością. Maria Peszek - Ave Maria, 2021 (recenzja)