Sky Tonia Ferreira, czyli imię i nazwisko, którego mogą pozazdrościć gwiazdy porno i łupu cupu, łupu cupu jako muzyka. Tak właśnie ta dwudziestojednolatka dotychczas była przeze mnie kojarzona. Dopiero możliwość zrecenzowania pierwszej z prawdziwego zdarzenia płyty tej Pani, dała mi szansę wgryzienia się w nią (niestety to przenośnia tylko).
Tak naprawdę wolałbym zająć się recenzowaniem sesji fotograficznych młodziutkiej artystki niż jej muzyki. Tak, tak Sky Ferreira jest podobno wszechstronna, robi muzykę, jest modelką, jest aktorką, pozostaje czekać na jej książki i odkrycie kolejnych połaci jej jeszcze nie pokazanych talentów. Przemawia przeze mnie cynizm, wiem, wiem. Dlaczego? Wystarczyło mi, że obejrzałem kilka wywiadów z tą dziewczynką i dawno nie widziałem tak zblazowanej gwiazdeczki. Poza tym bawiąc się w dziennikarza śledczego doszperałem się informacji, że ta panienka od narkotyków też nie stroni i w sumie nie mam nic przeciwko (artyści mogą więcej) ale ona tak naprawdę rozpoczyna karierę od życia rock’n’rollowca nie mając jeszcze nic na koncie muzycznym. Sky od dziecka, czyli nie tak dawno temu, miała możliwość otaczania się muzycznymi ikonami w stylu Michaela Jacksona, jednak jej kariera rozpoczęła się dopiero dzięki tak zapomnianemu kanałowi social media jakim jest/był Myspace. To tam została zauważona i zaproszona do współpracy przez duet producencki Bloodshy & Avant (którzy są producentami między innymi: Britney Spears, Ms. Dynamite, Kate Perry czy Madonny). I tak rozpoczęła się kariera młodziutkiej Sky…
Płyta Night Time, My time jest pierwszą pełną produkcją jaką otrzymujemy. Wcześniej artystka wydała zaledwie dwie epki pod tytułami: As If oraz Ghost. Jako swoje inspiracje w procesie tworzenia albumu podaje jednym tchem taki misz masz: Madonna, Prince, Gwen Stefani, Alice Cooper, Nancy Sinatra czy Britney Spears. W sumie dobrze, prawda? Jednak próżno tego szukać na płycie.
Album otwiera kawałek Boys. Tekst? Przemilczmy… zbyt dużo ostatnio słyszałem fajnych utworów, żeby zawracać sobie głowę cytowaniem linijek na temat chłopaków w fajnych ciuchach, których wokalistka by chciała dodać do kolekcji. Natomiast muzycznie jest ciekawie, naprawdę! Delikatnie przesterowane dźwięki dodają kompozycji pazura, łupu cupu o którym pisałem w pierwszym akapicie przypomina szaleństwo Crystal Castles. Jest całkiem dobrze i powiem szczerze, że pierwszy numer, sprawił, że byłem ciekawy co też dalej będzie na tej płycie. Podobnie rzecz ma się z kolejnym trackiem Ain’t Your Right, teksty tekstami, ale ma to swój urok mimo wszystko. Werble i stopy dudnią jak szalone, ale jest w tym okiełznany chaos, który oceniam jak najbardziej na plus. Jestem już mile zaskoczony gdy trafiam na utwór 24 hours. Co to jest?! Radio złote przeboje? Przecież to brzmi jak Wanda i Banda, czy inny Lombard. Nie mam nic przeciwko takim podróżom muzycznym, ale płyta rozpoczyna się naprawdę ciekawie i nagle dostaję refren rodem z High School Musical, czy innej stylistyki, która mnie odrzuca.
I to jest największy problem tego albumu. Night Time, My Time jest jak choroba dwubiegunowa. Utwory ciekawe, muzycznie skomplikowane, przeplatane są tak banalnymi kompozycjami, że muszę sprawdzać czy nie mam wciśniętego shuffle. Dawno nie słyszałem tak nierównego albumu, który właściwie mogę to powiedzieć szczerze, irytuje mnie. Poza pierwszymi kawałkami, potem dostaje w kółko to samo, raz w wersji pop, raz w wersji bardziej skomplikowanej, której odpowiednia nazwa to chyba synthpop.
Jeszcze kilka słów o singlu. Perkusje na początku przypominają Umbrella Ela Ela (Rihanna po dwóch nutkach) ale potem okazuje się, że jednak to nie to. Fajnie się patrzy na panią Sky, wizualnie mnie przekonuje, jednak jest to dla mnie jedna z tych nijakich kompozycji, która absolutnie niczym nie wyróżnia się na rynku muzycznym.
Sky Ferreira – You’re Not The One
No cóż, chociaż wydaje się, że ten album dostanie u mnie bardzo niską ocenę to jednak mała niespodzianka. Mam problem z muzką pop taki, że nie mam skali porównawczej, bo nie jestem w stanie przesłuchać całego albumu K. Perry, czy Britney. Po dwóch trzech utworach muszę przeskakiwać dalej, a Sky Ferreira została wysłuchana w całości i to nie jeden raz! I właściwie to tyle z plusów. Została wysłuchana, oceniona średnio, kiedyś zerknę na nią w klipie bez głosu.
