Skubas – Brzask (2014), recenzja Łukasza Jankowskiego

Radosław Skubaja to jeden z takich muzyków, który za sprawą swojego debiutu pokazał, że natychmiastowo trzeba mu przyznać tytuł artysty kompletnego. Artysty, który nie musi wybijać się za sprawą nagrywanych coverów, tylko pokazuje klasę swoim autorskim materiałem. Skubas debiutanckim albumem pokazał publiczności, że jest świetnym tekściarzem a przede wszystkim bardzo dobrym wokalistą. Debiut sprawił, że podniósł sobie bardzo wysoko poprzeczkę. Nie łatwo będzie przebić płytę, która zdobyła dwie nominację do Fryderyków (Debiut Roku i Utwór Roku za kompozycję Linoskoczek), ale Radkowi to się udało. Na całe szczęście ustrzegł się syndromu drugiej płyty i stworzył kompozycje przepiękne.

Brzask nie jest rewolucją w dorobku artystycznym wokalisty, można powiedzieć, że jest bardzo małą ewolucją. Artysta postanowił, że nie będzie odbiegał od stylu, z którym mogliśmy zapoznać się na Wilczełyku. Nawet okładkę zaprojektował ten sam grafik – Przemek Sainer Blejzyk. Zamiast boksera możemy teraz ujrzeć dumnego jastrzębia. Pod względem muzycznym Radek też nie wprowadzał zbędnych innowacji. Nadal jest to mocno akustyczne granie z grunge’owym zacięciem, które podłączone do prądu mogłoby zmieść największych artystów tego gatunku z muzycznego światka. Na całe szczęście Skubaja wypracował swój piękny, czasem minimalistyczny styl, który mnie osobiście urzeka od pierwszych dźwięków. Na nowym krążku artysty podkład muzyczny został wypchnięty bardziej do przodu, nie jest tak skryty ja na debiucie. Na całe szczęście podkłady zostały idealnie zbalansowane i nie kradną całego show. Wszystko ze sobą współgra doskonale: muzyka, wokal i teksty.

Takich tekstów jakie znalazły się na Brzasku może pozazdrościć Skubasowi niejeden polski jak i zagraniczny wykonawca. Artysta wykazuje się tekstową niezależnością i pokazuje, że nie potrzeba mu grona tekściarzy, którzy nawet razem nie potrafią napisać nic co przyciąga uwagę. Radek przy tekstach współpracował tylko z Basią Flow Adamczyk i razem tworzą niezwykły. Za sprawą prostych słów opowiadają piękne historię ocierające się o naturalizm, nie brakuje tutaj licznych odwołań do świata przyrody i poetyckiej atawistyczności.

Wszystkie utwory są ze sobą bardzo spójne i żaden nie wybija się ponad inne. Wyjątkiem jest singlowe Nie mam dla ciebie miłości, które do gustu przypadło mi już od pierwszych dźwięków. Świetny podkład przeplata się z niezwykle osobistym tekstem. Na płycie nie znajdziemy radiowej przebojowości, ale Skubaja zdążył nas do tego przyzwyczaić. Zamiast niej otrzymujemy oryginalny dynamizm z grunge’owymi elementami. Idealnym tego przykładem jest otwierający Diabeł, w którym wokalista nie szczędzi sobie krytycyzmu i deklaruje, że:

Mieszka we mnie diabeł
Między mózgiem a sercem

Kolejnym kawałkiem jest Plac Zbawiciela, który pokazuje, że nie tylko emocjonalnymi kompozycjami Skubas stoi. Zachwyca nienachlaną poetycką warstwą tekstową, którą dopełnia (w porównaniu do innych utworów) energetyczny podkład. Jednakże Skubaja jest dla mnie muzykiem, który najbardziej zachwyca spokojniejszymi kompozycjami. Taka jest z pewnością Kołysanka wywołujące ogromne emocje, numer jest pełnym wątpliwości monologiem ojca do nienarodzonego jeszcze syna. Utwór poraził mnie swoją początkową subtelnością, która później wybucha niczym wulkan i ujawnia wszystkie emocje artysty. Coś pięknego. Ostatnią piosenką na Brzasku jest Wątpliwość dopełniająca i tak już świetną całość. Jest to najlepszy element recenzowanego wydawnictwa. Emocjonalny, liryczny, naturalistyczny, po prostu doskonały.

Dla czytelnika tego tekstu może być on monotematyczny, który wychwala Skubasa pod niebiosa i po prostu nie widzi w jego nowym wydawnictwie wad. Nie zaprzeczę, gdyż Brzask to album nieskazitelnej urody wywołujący niespotykane wcześniej odczucia. Myślałem, że Wilczegołyka pod względem artystycznym, Radosław Skubaja po prostu nie przeskoczy. Uwielbiam mylić się w ten sposób. Wydany niedawno album zalicza się do czołówki polskich wydawnictw tego roku.

Skubas – Brzask

Czytaj również