Trzy albumy studyjne w wieku 19 lat to naprawdę może robić wrażenie. Shawn Mendes jest idealnym dowodem na to, że internet ma moc. Z aspirującego artysty, który jeszcze niedawno publikował covery w sieci, stał się jedną z największych gwiazd młodego pokolenia. Platynowe krążki, radiowe przeboje, koncerty na całym świecie. Dokonał tego wszystkiego jako nastoletni chłopak. Czy jego nowa płyta jest symbolicznym przejściem w dorosłość? Oto Shawn Mendes.
„Zaśpiewam, zagram jak najlepiej potrafię, nagram to i wrzucę do internetu” – w ten sposób każdego dnia myśli wielu młodych muzyków, którzy marzą o wielkiej karierze w branży muzycznej. Tak też pomyślał i zrobił Shawn Mendes w 2013 roku, kiedy zaczął publikować krótkie covery w serwisie społecznościowym Vine. Stał się jednym z najpopularniejszych użytkowników tego portalu, a niedługo później podpisał swój pierwszy kontrakt płytowy.
Dziś 19-letni Shawn Mendes jest jednym z najbardziej wpływowych muzyków młodego pokolenia, a jego hity kochają miliony fanek z całego świata. Dwa pierwsze albumy Handwritten oraz Illuminate charakteryzowała pop-rockowa mieszanka pełna chwytliwych melodii oraz gitarowego akustycznego brzmienia. Amerykanin szybko nauczył się opowiadać o swoich nastoletnich problemach w bardzo przebojowy sposób, o czym świadczą sukcesy singli Stitches, Treat You Better czy There’s Nothing Holdin’ Me Back.
Album numer trzy to kolejna odsłona przebojowości Shawna Mendesa, ale podana w nieco łagodniejszy i jeszcze bardziej uczuciowy sposób. Nie ma tu zbyt wielu refrenów mogących zawojować szczyty list przebojów, ale jest za to wielka dawka emocji od nastolatka, który pewnym krokiem wkracza w pełną wyzwań dorosłość. Szczęśliwie nie stara się na każdym kroku podać słuchaczowi oklepanego hooka gwarantującego czołowe miejsca w notowaniach na całym świecie. Mendes nie boi się zwolnić na tej płycie. Chce być czasami zwyczajnie delikatny i cichy. Słychać to w rozmyślającym Why, zmysłowym Where Were You in the Morning? czy ciepłym When You’re Ready.
19-latek pokazuje gotowość do eksperymentowania z popowymi melodiami. Wciąż jednak nie daje nam czegoś nowego. Muzyka na jego trzecim albumie to sprawdzony muzyczny zestaw. Być może na innowacyjne brzmienie w wykonaniu Kanadyjczyka przyjdzie jeszcze pora. Fani jego poprzednich krążków niemal natychmiast zakochają się w energetycznym Mutual.
Da się też zauważyć wpływy idoli, z którymi zresztą wokalistka miał okazję współpracować na płycie. Ryan Tedder, Julia Michaels, Ed Sheeran, John Mayer. Naprawdę niezłe nazwiska, a ich obecność wyraźnie objawia się w brzmieniu. Wystarczy posłuchać iście „sheeranowej” ballady Fallin’ All in You, flirtującego z R&B Particular Taste czy mocno nawiązującego do Bad Liar Seleny Gomez Nervous, w którym oczywiście swoje palce maczała wspomniana Michaels. Popularną songwriterkę słyszymy też w utworze Like To Be You. Całkiem niezły akustyczny duet.
Mendes poważnieje i słychać, że dojrzewa także jego twórczość. Nie próbuje jednak zrobić muzycznej rewolucji, a swoje historie o niełatwej miłości ubiera w różnorodne, ale dobrze znane już dźwięki. Because I Had You to niemal drugie Love Yourself Justina Biebera, co niestety bardziej drażni niż cieszy. Można jednak zainspirować się także w niezwykle udany sposób. Lost In Japan czaruje funkowym klimatem wyjętym niczym wprost z płyt Justina Timberlake’a, a singlowe i mocno osobiste In My Blood to jedna z najlepszych piosenek w repertuarze 19-letniego Kanadyjczyka, której antemicznego refrenu nie powstydziliby się muzycy Kings of Leon. Za to w Youth, czyli duecie Shawna i Khalida, możemy obserwować interesujące połączenie dwóch muzycznych światów – subtelnego popu oraz delikatnego r&b.
Shawn Mendes to solidna oraz ambitna kolekcja popowych kawałków, w których 19-latek lekko eksperymentuje i próbuje flirtować z różnymi gatunkami, pozostając jednak w bezpiecznej odległości od swojej sprawdzonej już stylistyki. Nie ma tu złych momentów, nie ma też wielkich muzycznych fajerwerków. W ciepłym głosie artysty słychać pasję i szczerość, dzięki czemu delikatny klimat płyty wyczuwalny jest już od pierwszych dźwięków. To osobiste, mocno introspektywnego dzieło, którym Mendes wkracza powoli w świat dużo dojrzalszej muzyki.


