Kolumbijska wokalistka Shakira w jednej sprawie przypomina mi zespół Goldfrapp. Tak jak w przypadku projektu Alison Goldfrapp i Willa Gregory’ego, tak i u artystki przewidzieć można, jaką płytę zaserwuje nam następnym razem. Jednak o ile brytyjski duet konsekwentnie wydaje spokojne albumy po tych bardziej tanecznych, tak Shakira po anglojęzycznych wydawnictwach zawsze wraca do swoich korzeni. Tym razem na jej najnowszy hiszpańskojęzyczny krążek czekaliśmy aż siedem lat. I jak zawsze nasuwa się pytanie, czy było warto.
Od premiery Sale el Sol sporo się u kolumbijskiej gwiazdy pozmieniało. Znalazła miłość swojego życia i została mamą. W międzyczasie wydała angielski album Shakira, który wprawdzie nie dorównuje Laundry Service czy Oral Fixation Vol. 2, ale zawiera parę kompozycji, które i dziś są chętnie przeze mnie odtwarzane (np. Empire, You Don’t Care About Me, Cut Me Deep).
Mam wrażenie, że artyści popadają dziś ze skrajności w skrajność. Albo wydają swoje płyty nagle i bez tracenia czasu na ich zapowiadanie, albo chętnie udostępniają nowe kompozycje, sprawiając, iż przed premierą znamy już połowę materiału. W drugiej grupce odnalazła się Shakira, odsłaniając przy okazji El Dorado cechę, o którą jej nie podejrzewałam – lenistwo. Serio? Mieć trzy lata i wypełniać płytę cudzymi piosenkami, w których jesteś tylko prostym do zastąpienia gościem? Żeby jednak nie było – La bicicleta (feat. Carlos Vives) to bardzo dobry kawałek, w którym podoba mi się to połączenie melodyjności z nieco melancholijnym klimatem końcówki wakacji. Nie jestem za to fanką nużącego Comme Moi feat. Black M (zastanawialiście się kiedyś, jak brzmi francuski rap? Ja też nie i wolałam żyć w nieświadomości). Jakby tego było mało, niedługo potem dostajemy angielską wersję wspomnianej kompozycji, w której udziela się Nasri z zespołu MAGIC!. Z odgrzewanych kotletów, które nie powstały w muzycznej kuchni Shakiry, zostaje nam jeszcze przewidywalne, choć przyjemne Deja Vu (feat. Prince Royce). W podobnym, choć bardziej tanecznym tonie, utrzymany jest premierowy duet Perro Fiel (feat. Nicky Jam). Nie macie możliwości przesłuchania tego kawałka? Pomyślcie, jaka melodia gra wam w głowie na hasło latin pop. Tak, właśnie poznaliście ten utwór. Perro Fiel jest latynoskim klasykiem.
Jakby mało było gości, na El Dorado trafiły jeszcze dwie piosenki, które artystka nagrała z kolumbijskim wokalistą Malumą. Chantaje i Trap to najlepsze, co spotkało nowy album Shakiry. Oba utwory są seksownymi, zmysłowymi propozycjami, nowocześnie patrzącymi na latynoskie brzmienia. Chętnie łączącą je z reggaetonem i przepysznym popem (Chantaje) oraz pościelowym r&b, przecinanym w końcówce niesamowitą gitarą elektryczną (Trap). Krótko mówiąc – Shakira i Maluma proszeni są o nagranie wspólnej płyty. Te dwie kompozycje często będą do mnie wracać.
Z pozostałych piosenek warto zerknąć na ballady Nada i Toneladas. Są to nagrania proste, niezbyt oryginalne, ale za to ładnie wykonane. Kolumbijce nie obce są prawdziwe emocje. Nieźle także wypada Amarillo – kawałek o lekko rockowym posmaku. Podobne brzmienia pojawiają się w anglojęzycznym, odprężającym Coconut Tree. Solowym numerem, w którym wokalistka również wybiera język angielski, jest współtworzone przez Cashmere Cata When a Woman – nagranie na dance popową modłę, w którym śpiew Shakiry (a może raczej to, co się z nim stało w wielu momentach kompozycji) po raz pierwszy w życiu mnie irytuje i drażni. Nadmierna komputerowa ingerencja położyła także radosne, przepełnione miłością Me Enamoré. Szkoda.
Można powiedzieć, że po tylu latach (w 2015 minęło dwadzieścia lat od jej właściwego debiutu – Pies Descalzos) Shakira nic już nikomu nie musi udowadniać. Ma pozycję, pieniądze, sukcesy, a przy tym wszystkim, co warto podkreślić, została skromną, uczynną osobą trzymającą się z dala od show-biznesowego blichtru. W nieskończoność nie da się jednak odcinać kuponów i coś nowego co jakiś czas proponować słuchaczom trzeba. Obawiałam się o poziom El Dorado. Jest to album spójniejszy od Shakiry i jednocześnie mniej imprezowy od Sale el Sol. Jednak brakuje mi na nim większej ilości naprawdę powalających kompozycji. Jest przyzwoicie, ale oczekiwałam czegoś lepszego i na dłużej zatrzymującego moją uwagę.


