Selena Gomez – For You (2014), recenzja Zuzanny Janickiej

Selena Gomez dorastała na naszych oczach. Najpierw oglądać ją mogliśmy w serialach produkcji Disney’a, potem postanowiła spróbować sił jako wokalistka. Muzyczna kariera Gomez nie była dziełem przypadku i wyrazem jej wielkiej miłości do muzyki. To raczej biznes, bo Disney postanowił wycisnąć z nazwiska Seleny co tylko się da. Młoda wokalistka podpisała kontrakt z Hollywood Records, do której trafiały i inne gwiazdy seriali oraz filmów wspomnianej korporacji. W barwach wytwórni swoje albumy wydawały takie postacie jak Miley Cyrus, Hilary Duff czy Nick Jonas. Obecnie grono wokalistów Hollywood Records prezentuje się dość biednie. Ostatnio wytwórnia straciła uwielbianą przez nastolatki Selenę Gomez.

Wokalistka postanowiła szybciej wypełnić postanowienia swojego kontraktu. Zamiast przygotowywać zupełnie nowy materiał, zebrała co miała, dodała kilka nowości i voilà. Można otwierać szampana i świętować wolność. For You jest bowiem kompilacją singli Seleny. Zarówno tych nagranych jeszcze pod szyldem „Selena Gomez & The Scene”, jak i tych zupełnie solowych. Czy Gomez ma w ogóle jakieś przeboje, którymi mogłaby się chwalić? Czy jej best of dorównuje składankom najpopularniejszych wokalistek pop, z Madonną i Britney Spears na czele? Niestety, For You do najbogatszych kompilacji nie należy, bo i Selena nie ma w końcu przebojów z prawdziwego zdarzenia.

Gomez należy do tej grupki artystów, których płyty przesłucham, zrecenzuję i odłożę. Ani przez chwilę nie miałam ochoty, by przypomnieć sobie jej piosenki. Zwyciężyła jednak ciekawość. Zaczęłam się zastanawiać, jak dziś odebrałabym jej pierwsze utwory. Wielkiego zaskoczenia jednak nie było. Z debiutanckiego Kiss & Tell znajdziemy tu cztery propozycje. Naturally to poprawna popowa piosenka z wpływami disco. Utwór Tell Me Something I Don’t Know kiedyś bardzo mi się podobał, ale teraz patrzę na niego z politowaniem, bo śmieszą mnie próby przekonania słuchaczy, że Selena mogłaby sprawdzić się w mocniejszych, gitarowych brzmieniach. Dla mnie wypada to jednak strasznie cukierkowo. Podobny patent wykorzystano w Falling Down oraz Más, będącym hiszpańskojęzycznym odpowiednikiem „More”. Tak właśnie brzmiałaby Shakira, gdyby karierę muzyczną zaczęła dziesięć lat później.

Drugi album Seleny podobał mi się nieco bardziej, bo pokazywał nam różne oblicza młodej piosenkarki. Nie widać jednak tego po doborze piosenek, które reprezentują ten krążek na For You. Boli szczególnie to, co zrobiono z utrzymanym w wolniejszym tempie A Year Without Rain. Teraz to zwykła rąbanka, która odnalazłaby się raczej na trzecim wydawnictwie Gomez – When the Sun Goes Down. Chociaż płyta ta podoba mi się najmniej ze wszystkiego, co dotąd otrzymaliśmy od gwiazdki, promowana była dwoma mocnymi singlami – łączącym lekkie dubstepowe inspiracje z disco i popem Love You Like a Love Song oraz nie tak komputerowym, czystopopowym Who Says.

Czwarty, i jak na razie ostatni, album Gomez to pożegnanie z zespołem i śmiałe otwarcie drzwi z napisem muzyka elektroniczna. Elektronika wprawdzie wiele ma twarzy, ale wokalistka postawiła na szybkie, taneczne numery, w których brzmi nie tyle dojrzalej, co bardziej kobieco. Płyta zawierała kilka ciekawych propozycji (Birthday, B.E.A.T.), ale na For You trafiły przeciętniaki. W dubstepowym Come & Get It Selena pokazuje nam swoje bardziej seksowne oblicze. Slow Down to pospolity numer, a dyskotekowe Forget Forever w remixie brzmi jeszcze gorzej niż oryginał.

Chociaż na razie moja opinia o kompilacji For You była dość gorzka, ale – na szczęście – na krążek trafiły trzy premierowe nagrania, które pokazały mi, że nie warto długo rozpamiętywać miernych dokonań Seleny, skoro nowe piosenki rozjaśniają nam jej obraz. Zachwyca trip hopowo-popowe The Heart Wants What It Wants. Marzę, by kolejne wydawnictwo Gomez charakteryzowało się takim nowoczesnym, syntetycznym brzmieniem. Chociaż nie pogardziłabym też kolegami Do It czy hiszpańskojęzycznego, słonecznego i bujającego Bidi Bidi Bom Bom.

Wyjście z wytwórni Hollywood Records jest niczym muzyczna reinkarnacja. Wokaliści, zobowiązani wcześniej by nagrywać wątpliwej jakości bezpieczny pop dla niewymagających słuchaczy, mogą rozwinąć skrzydła i pokazać nam, kim tak naprawdę są. Selena postanowiła pozostawić Disney’owi po sobie nie tylko miłe wspomnienia i dodatkowe miliony na koncie, ale i poczucie satysfakcji, że udało im się wychować całkiem niezłą wokalistkę. Gomez ma potencjał, co najlepiej pokazały premierowe kompozycje. Jednak cały album For You, podsumowujący jej dotychczasowe muzyczne dokonania, jest nieco smutnym wydawnictwem, bo mało odkrywczym. Ale światełko w tunelu widzę. I wcale nie jest to pociąg.

selena gomez

Czytaj również