SBTRKT – Wonder Where We Land (2014), recenzja Tomasza Pawelca

Gdy trzy lata temu zamaskowany producent Aaron Jerome zapowiadał debiutancki album, oczekiwania na Wyspach były ogromne. Zapowiadano rewolucję w muzyce basowej. No i na słowach się nie skończyło. Album self-titled był jednym z najlepszych albumów elektronicznych ostatnich lat. Nic więc dziwnego, że tak bardzo oczekiwaliśmy nowego materiału. Nareszcie!

Nie będę ukrywał, ta recenzja ma dla mnie znaczenie szczególne. Tak naprawdę to dzięki muzyce SBTRKT (czyt. subtract) na poważnie zainteresowałem się muzyką elektroniczną. Album SBTRKT imponował prostotą a jednocześnie dbałością o każdy szczegół. Aaronowi udało się stworzyć swój własny, niepowtarzalny styl, który sprawił, że lekka w odbiorze muzyka trafiła do szerokiego grona odbiorców. Nie potrzeba było wiele, Jerome po prostu poszedł w przeciwnym kierunku niż cała zgraja twórców dubstepu.

Zaczynał jako DJ w jednym z londyńskich klubów. Popularność przyniósł mu szereg remixów – między innymi Basement Jaxx czy Franza Ferdinanda. Jednak dopiero EP-ka 2020 narobiła potężną ilość szumu. Książkowo opanowana technika operowania brokenbeat’em i zachowany minimalizm pokazały, że długogrający album również nie przejdzie bez echa. Tam zaprosił takich gości jak Jessie Ware, Little Dragon czy Roses Gabor. Natomiast z Samphą nawiązał stałą współpracę i trzeba przyznać, że obaj panowie wzajemnie dobrze się dopełniają. Ze względu na ilość wspólnych utworów, postanowili także razem koncertować.

Na nowej płycie też jest więc go sporo. I na tym chyba możemy zakończyć listę podobieństw… Aaron Jerome – do tej pory spójny, równy, ukształtowany stylistycznie, postanowił rzucić się w wir eksperymentów. Na Wonder Where We Land rozwarstwienie jest więc o wiele większe. Ale po kolei. Album rozpoczyna bardzo krótkie, 34-sekundowe Day 1. Wprowadza nas w psychodeliczny klimat, aż nagle zostaje ucięte. Nie bardzo zrozumiałem to posunięcie. Intro jeszcze nie zdążyło mnie zaznajomić z dźwiękami, które zaserwuje nam SBTRKT a już słyszę ciężki, tytułowy track z Samphą. To chyba najsłabszy utwór w stawce. Soulowa, momentami zremixowana partia Samphy i sample rodem z gry komputerowej nie współgrają zbyt poprawnie.

Solowe popisy na konsoli były piętą achillesową Aarona na pierwszej płycie. Paradoks, prawda? Na albumie, gdzie każdy detal jest dopracowany do perfekcji znajduje się Go Bang, które ukazało, że muzyk ma jeszcze braki. I to całkiem spore. Na Wonder Where We Land jest lepiej. Lantern trzyma nas przez całe 2 minuty w mrocznej atmosferze zanurzenia. I znów zmiana klimatu. Kogo jak kogo, ale artysty folkowego jako gościa bym się nie spodziewał. Tymczasem SBTRKT zaprosił Raury’ego by razem stworzyć niezbyt porywającą, aczkolwiek udaną kompozycję Higher. Trochę nie pasującą do utworów z pierwszej części longplaya, ale cóż…

Znacznie ciekawsza wydaje się dalsza partia albumu. Niewidzialną granicę możemy ustanowić na kawałku Temporary View. Utwór spokojnie mógłby znajdować się na pierwszej płycie Brytyjczyka. Bliźniaczo przypomina produkcje z debiutu. Był to pierwszy udostępniony utwór z nowego longplaya. Oczekiwania co do kontynuacji modelu muzycznego na nowym krążku nie wzięły się więc z kosmosu. Trzeba przyznać, że znów kolaborację z Samphą można zaliczyć do udanych. Ale jeszcze lepsza jest ta z Gon Stay. To mój osobisty faworyt. Brytyjski król featuringów jeszcze nigdy nie brzmiał tak dobrze.

Album zamyka Voices In My Head z gościnnym udziałem A$AP’a Ferga. Wydawać by się mogło, że połączenie trapu i minimalistycznego stylu Aarona Jerome’a nie ma prawa zadziałać. Nic bardziej mylnego. To świetne zakończenie eksperymentalnego dzieła jakim jest Wonder Where We Land. Sam SBTRKT powiedział w wywiadzie, że ten utwór ma dla niego największe znaczenie ze wszystkich dostępnych na LP.

Trzeba przyznać, że opinie fanów w Internecie są przesadzone. Zdarzają się komentarze oceniające album jako kompletną katastrofę. Czy album jest słabszy od poprzedniego? Nie ulega wątpliwości. Czy jest to słaba płyta? A w życiu! Coś dla siebie znajdą zarówno fani innowacyjnego dubstepu jak i tym na których wrażenie zrobił mainstreamowy sukces albumu SBTRKT. Nie jest to album zbyt równy, trzeba się do niego przyzwyczajać dłuższą chwilę, ale w gruncie rzeczy Brytyjczyk w plemiennej masce zrobił dobrą robotę!

SBTRKT-Wonder-Where-We-Will-Land_Album_Art

Czytaj również